Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

BDW: "Kreta 1941" - Chojne k. Sieradza, 19 czerwca 2021 r. (ASH)


Recommended Posts

Na końcowej odprawie zapomnieliśmy podziękować kolegom, którzy pomogli nam wykonać i rozstawić scenografię do gry. Bullet i Furman wykonali niesamowitą robotę budując makietę Boforsa. Oni oraz Camper pomogli nam rozstawić drogowskazy, respy, bazy alianckie, a nawet zbudować most :-), bez czego gra straciłaby dużo smaku. Wielkie dzięki dla kolegów!

Link to post
Share on other sites
  • Replies 94
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Dominik U R My Boss ;-)

Świetnie rozplanowane cele, super organizacja i artefakty, wszyscy chyba bardzo taktycznie tym razem podeszli do akcji i wynikła naprawdę ciekawa potyczka. Pogoda Kreteńska więc klimat był idealny. Rozumiem, że wynik to +/- remis więc wszyscy powinni być zadowoleni.

Strona niemiecka tym razem była dobrze zorganizowana i działała bardzo sprawnie, dzięki dla wszystkich kolegów (i koleżanki) w tym Hauptmana Cressa. Btw skomplikowany taktycznie atak Niemców od tyłu na Chanię nie powiódł się ... bo młody zwiadowca Aliantów podsłuchał Niemców i obrońcy zdążyli się odpowiednio przygotować :-o

Naprawdę Świetnie Się Bawiłem.

Jedna moja uwaga techniczna: w przypadku tylu rozbudowanych celów i ograniczonego czasu (do tego upał zmniejszył faktycznie mobilność Niemców) warto chyba zastosować zasadę instant drill (czyli obrońcy mają ograniczoną lub zerową możliwość respawnu w miejscu aktualnie bronionym) - tak było zdaje się na Bizercie i Husky. Wtedy może dotarlibyśmy do Heraklionu ;-) 

Link to post
Share on other sites

Jako młody zwiadowca Aliantów polecam się na przyszłość :D 

Akcja iście epicka siedziałem w krzaku 20m od was hahahahaaha :D

Impreza świetna bawiłem się wyśmienicie zrobiłem podczas moich marszów zwiadowczych chyba ponad 20km, wytropiłem zrzut Niemców znalazłem skrzynek na amunicję.

Klimat Kreteński pełna gębą, pomimo przykrego początku (złapałem kapcia na parkingu) nie zniszczyli to mojej zabawy gra na mega wysokim poziomie, Dominik, Cortes dzięki wielkie za przygotowanie tak świetnej rozgrywki, koledzy z obu stron dzięki za wczucie się i świetna zabawę

Link to post
Share on other sites

Z pamiętnika niemieckiego spadaka...

Nasz Junkers został ostrzelany z broni ręcznej jeszcze w powietrzu. Na szczęście dzięki szybkiej reakcji pilota nie skończyło się to niczym groźnym. Sam zrzut przebiegł dosyć gładko, żaden kreteński chłop nie czekał z widłami na polanie, toteż szybko dotarłem do najbliższego zacienionego miejsca i zacząłem rozglądać za kolegami. Po kilku minutach wszyscy byliśmy już w komplecie. Jak można się było spodziewać, nasz zrzut został zauważony przez nieprzyjaciela i już po mniej-więcej 5 minutach od zgromadzenia całego oddziału, mieliśmy przeciwników z trzech różnych stron. Wyrwanie się z takiej sytuacji byłoby trudne (choć nie niemożliwe), toteż padła decyzja obrony pozycji, na której aktualnie się znajdowaliśmy. Wywiązała się krwawa walka, niestety z góry przesądzona, gdyż przeciwnicy mogli liczyć na posiłki, a my nie. Ostatnia garstka spadochroniarzy podjęła nieudaną próbę przebicia się, ale również poległa. A co za tym idzie przepadła również nasza skrzynka z amunicją. Jedynym plusem był fakt, że związani walką z nami przeciwnicy nie mogli przyjść ze wsparciem grupie Aliantów broniących lotniska przed grupą FJ, która wylądowała w innym miejscu.

Także początek był kiepski, ale niedługo los miał się do mnie uśmiechnąć. Kiedy po nieznośnie długim marszu w upale dotarłem na respa, dołączyłem do kilku innych spadaków i ruszyliśmy w kierunku lotniska, o które toczyły się zacięte walki. Dotarliśmy tam akurat żeby pomóc w oczyszczaniu okolicy z niedobitków. Pierwszy cel wykonany, lotnisko było nasze. Musieliśmy je teraz utrzymać. Poszedłem na pierwszą linię obrony i zająłem pozycję w krzakach na skarpie, kilkanaście metrów na lewo od obsługi naszego MG. W ten sposób chciałem zabezpieczyć emgietę przed oflankowaniem z tej strony.

Rozpoczął się aliancki kontratak. MG zbierało krwawe żniwo, ale przeciwnicy i tak powoli przesuwali się do przodu. W końcu emgieta musiała się wycofać, a ja postanowiłem mimo wszystko zostać na swojej pozycji, licząc że Alianci nie będą się mnie tutaj spodziewać. Przewidywania okazały się słuszne - zdołałem wyciąć jeszcze czterech spośród atakujących zanim sam zostałem odesłany na respa. Summa summarum, lotnisko zostało obronione. Niemiecka ofensywa ruszyła dalej, z każdym metrem napotykając na coraz to silniejszy opór...

 

Generalnie z gry jestem zadowolony, warto było pojechać. Pobiegałem, postrzelałem, przeczołgałem się przez kolczaste jeżyny i parzące pokrzywy, wymęczyłem się jak diabli. Walka była bardzo zażarta i wyrównana - z mojego punktu widzenia w pierwszej połowie gry dominowali Niemcy, w drugiej Alianci, czyli obie strony mogą być zadowolone ze swoich działań. Z naszej waleczności i zaangażowania wzięli przykład nawet polscy piłkarze we wczorajszym meczu. :D

Z mojej strony podziękowania dla organizatorów za włożony trud i pracę, dla Vlada za wspólną podróż, dla naszych dowódców, sanitariuszy (i sanitariuszki) oraz innych funkcyjnych za wywiązywanie się z obowiązków oraz dla wszystkich graczy, którzy mimo upału zjawili się na grze i walczyli do ostatniej minuty.

Link to post
Share on other sites

No to i ja dołączę się do podziękowań a jest za co. Scenografia, super, dawno nie było tylu znaków w terenie, działo bajer, lądowisko też niczego sobie. Scenariusz prosty, zasady standard więc super.
Co do samej rozgrywki, na początku trochę się dłużyło, ale to chyba dlatego, że akurat przyszło mi bronić Chani, która była ostatnim celem na drodze niecmów i pojawili się tam dość późno. ALE jak już przyleźli to było co robić. Dobra walka czasem okupiona krwią i bąblami... ach te jeżyny i pokrzywy. No oczywiście nie można zapominać o wspaniałym kreteńskim słońcu, które w cudowny sposób z wilgotnej wyspy Ośmornicy, zrobiło nam patelnię do sadzonych.
Bawiłem się świetnie, do domu wróciłem zmęczony więc wszystko jak być powinno.
Szczególne podziękowania dla orgów Cortesa i Dominika, za organizację a dla Dominika również za użyczenie sprzętu, Bulleta, za poratowanie pokrowcem na manierkę no i oczywiście całego oddziału brytyjskiego za wspólną walkę ze szkopami. Nie dziękuję @Kolba_DKon już wie za co ;).

Także tego, do następnego gdziekolwiek będzie :)

Link to post
Share on other sites

Z mojej strony również wielkie podziękowania dla: Dominika i Corteza za świetną organizację całego wydarzenia; kolegów którzy pomagali w rozstawianiu dekoracji i przygotowali Boforsa (wyglądał super – ciekawostka … kiedy wysadzaliśmy go petardą zapaliła się trawa, musieliśmy zatrzymać na moment grę, żeby ugasić mini pożar ;-) – to pokazuje, że niedopuszczenie piro było bardzo dobrą decyzją); wreszcie dzięki dla wszystkich uczestników za zaangażowanie i nieodpuszczanie pomimo upalnej pogody … to tworzyło fajny klimat imprezy. Zwrócę uwagę, że całość działań wojskowych trwała raptem niewiele ponad 4 godziny (pierwsza grupa FJ wylądowała pod Maleme tuż przed 11.00 a skończyliśmy o 15.15) a mimo to chyba wszyscy mogli poczuć trud tego pojedynku.

Coś co moim zdaniem fajnie zagrało na Krecie to moderowanie po stronie organizatorów (ze strony niemieckiej - Dominik) i prowadzenie tak rozgrywki, żeby utrzymać dynamikę scenariusza.

Link to post
Share on other sites

I ja przyłączam się do podziękowań za dobrze przygotowaną grę. Wiem sam ile to zachodu i starań by wszystko zagrało. Było znakomicie, pogoda dopisała z naddatkiem więc woda szła wiadrami. Klimat Krety był właściwy. Czy było coś złego?  Raczej nie, logistyka na poziomie, rekwizyty, oznaczenia. Nieco problemu  było z wysadzeniem Boforsa, bo jako dowodzący nie słyszałem wybuchu, może był za słaby ładunek ale Dominik szybko to wyjaśnił i gra potoczyła się dalej. Niestety temperatura swoje zrobiła i  dobrze, że nie było zadęcia na zdobywanie  Heraklionu,  zresztą  pewnie amunicji by brakło. Jak widać w tym sezonie  gier nie brakuje  a te które są mają coraz wyższy poziom.   

Link to post
Share on other sites

Dziękuje wszystkim za kolejną udaną imprezę. Wysoki poziom przygotowania scenariusza , frekwencja i pogoda ( idealnie oddająca klimat ) dały 100% satysfakcji :). Gra po stronie Niemieckiej z 4 taktem również przyniosła wiele radości.

Jedyne co chciałbym dać pod dyskusję to amunicja a dokładniej jej waga. Do dyspozycji były tylko 2 rodzaje ( nie liczę tu snajperów ). Moim zdaniem waga 0.30 jest nieco za niska jak do 4 taktów z mocą powyżej 480fps dodatkowo już na etapie przejęcia lotniska spotkałem się z niedoborem tej amunicji.

Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, wish napisał:

Nie dziękuję @Kolba_DKon już wie za co ;).

Oj, tam!

Strzelałem do Niemca, co był w mundurze w mundurze (Deutche Post), co wrzucał właśnie list do skrzynki... A że był wysoki, to w chwili, gdy strzelałem on kucnął i kulka dla niego przeznaczona, trafiła w Ciebie. Tak jak i druga, trzecia, czwarta... Słowo daję, ja nie kłamię! Me usta brzydzą się nawet przebywać w jednym pomieszczeniu z kłamstwem!

Widać więc wyraźnie, że całe zdarzenie w żadnej mierze nie wynikło z mojej winy!!!

A poza tym, buty, które mi pożyczyłeś strasznie mi obtarły mały palce u lewej dłoni, przez co nie mogłem się skupić. A do tego zupa była za słona!!!!

Nadmienię przy tym, że z miejsca, gdzie w sposób całkowicie ode mnie niezależny (choć heroiczny) poległeś, jakieś 5 minut później padł zdradziecki strzał w moje szlachetne plecy (może nawet tam, gdzie ich nazwa przestaje być tak poetycka). Czyżby przypadek?!? Hmmm...

;-)

A na poważnie - super atmosfera, a braki w amunicji (u nas brakowało 0,25 a została tylko 0,30) moim zdaniem bardzo podnosiły klimat, kiedy braki niekórych z nas zaspokajali (ups, dziwnie zabrzmiało, dalej będzie już raczej lepiej) koledzy z oddziału, dzieląc się swoim przed- przedostatnim magazynkiem. Temperatura też idealnie dostosowała się do Krety. Szkoda, że wichry wojny nie pozwoliły mi zwiedzić całej lokalizacji.

Wish, butami uratowałeś mi życie i dobry humor, bo bieganie w obuwiu sportowym odebrałoby mi większość przyjemności z imprezy.

Jednym słowem super!

Podziękowania dla organizatorów i ich pomocników, którzy jak zwykle nie zawiedli, a także dla wszystkich uczestników już za sam fakt, że walczyli tak zajadle mimo temperatury.

A tego, co mnie zdradziecko zastrzelił, wytropię i... zapiszę złotymi kulfonami w sercu!!! (żart!).

Do następnego spotkania

Link to post
Share on other sites

Co do zakończenia gry w Chanii - dobrze się stało. Kiedy zdejmowaliśmy scenografię, to okazało się, że w Heraklionie, mimo tabliczek MINES, rozłożył się piknik lokalsów. Chyba nie byłoby szans na skłonienie ich do przeniesienia pikniku na inne miejsce.

Link to post
Share on other sites

Ja również baaaardzo dziękuję Dominikowi i reszcie jego pomocników za przygotowanie terenu, bo przez to sama strzelanka była zacna! Nawet pogodę odpowiednią załatwił skubany! :-)

Ale najważniejsze, że żonie się spodobało, więc wydaję mi sie, że strona niemiecka zyskała stałego sanitariusza :D

Link to post
Share on other sites

Moja francuska technologia pokazała po wejściu do auta 42*
Telefon pomio schowana w schowku nie dawał sie dotknąć od nagrzania :)

Idealne warunki żeby założyć na siebie trochę wyposażenia i biegać po lesie!

Dziękuję za wysiłek przed, w trakcie i po imprezie organizatorom.

Chwała Bawarczykom. Mogliśmy wrócić do domów i cieszyć się:

Grubymi kobietami trzymającymi grube antały piwa, obwieszone grubymi pętami kiełbasy.

Do zobaczenia!

Link to post
Share on other sites

Podziękowanie i szacunek dla organizatorów za wspaniałą grę, nawet żar z nieba nie potrafił zepsuć humoru :) Klimat jak zawsze dopisał, pociesza też że wśród nas było wiele nowych twarzy :) 

A dla purystów mała kronika :

Chania, dowództwo Creforce,

Z samego rana do siedziby mojego sztabu w Chanii nadeszła depesza z informacją o planowanym desancie na Kretę wraz z mapą na której zaznaczono możliwe miejsca desantu z morza i powietrza. Desant mógł nastąpić w każdej chwili. W związku z tym zarządziłem pogotowie bojowe podległych oddziałów. Sytuacja taktyczna na poranek wyglądała następująco: sztab wraz z radiostacją w Chanii broniły oddziały brytyjskie, na lotnisku w Maleme stacjonują oddziały nowozelandzkie (najmniej liczne) a port w Heraklionie zajęty jest przez oddziały greckie (liczne ale najsłabiej wyposażone w broń automatyczną). W związku z możliwością desantu nakazałem Grekom patrolowanie drogi Heraklion-Suda-Chania, zaś brytyjskich strzelców wyborowych wysłałem do Sfakionu. 

Po kilku godzinach dotarł huk, to Boforsy z lotniska ostrzeliwały nadlatujące samoloty. Po kilku minutach z Maleme dotarł meldunek o grupie niemieckich żołnierzy którzy szybowcami wylądowali na zachód od lotniska i przeprawiają się przez rzekę. Wiedząc że Nowozelandczyków jest zbyt mało by utrzymać lotnisko nakazałem Grekom utworzenie grupy bojowej i wysłanie jej do Chanii, jako odwodu taktycznego. Nagle z Maleme nadszedł meldunek że Niemcy po przeprawie udali się na północ od lotniska i zniknęli z pola widzenia. Podejrzewając że wróg chce obejść lotnisko i odciąć drogę na nie od głównych sił, nakazałem wydzielonemu oddziałowi greckiemu udanie się do Platanias w celu znalezienia wroga.

Chwilę po wyruszeniu Greków nad naszymi głowami zagrzmiały silniki nieprzyjacielskich maszyn i goniec popędził za nimi by ich zatrzymać. Wróg wysadzał desant na wschód od Chanii i południe od Heraklionu. Ze sztabu widać było nieprzyjaciół wyplątujących się ze spadochronów pod ogniem Greków z portu Heraklion. Obserwując miejsce desantu zauważyłem za umacniającymi się nieprzyjaciółmi poruszenie... Był to brytyjski snajper, który widząc desant wyruszył ze Sfakionu by nękać Niemców.  Od razu z obrony sztabu wydzieliłem oddział i nakazałem mu uderzać na strefę lądowania spadochroniarzy, a z resztą ludzi obsadziłem drogę Chania - Suda. W tym czasie z Maleme nadszedł meldunek że są atakowani. Wiedząc o niedostatkach w ludziach u Nowozelandczyków wysłałem do nich odwód grecki licząc że razem utrzymają oni lotnisko. 

Gdy moi ludzie nawiązali kontakt z obroną niemieckiego lądowiska, od Heraklionu przyszła radiowa propozycja wyprowadzenia uderzenia. Przystałem na nią. Patrząc z Chanii widziałem jak na lądowisko od zachodu wkraczają Brytyjczycy a od północy Grecy byłem pewny że niedługo opanujemy strefę nieprzyjacielskiego zrzutu. W tym czasie w Maleme sytuacja stawał się nieciekawa. Co chwilę padała łączność radiowa, brak było informacji od odsieczy greckiej idącej na lotnisko, a tam zaczynało brakować amunicji i przybywać rannych. Po chwili przyszedł meldunek że Maleme padło, ale Nowozelandczycy bronią się jeszcze okopani na lotnisku dookoła Boforsów, blokując Niemcom wysadzenie na płycie posiłków. Dotarł do nich także oddział grecki, jednak z obrony sztabu wydzieliłem kolejnych ludzi i wraz z zaopatrzeniem wysłałem z rozkazem wsparcia obrony lotniska. 

W sektorze Heraklionu podległe mi jednostki opanowały niemieckie strefy zrzutów przejmując pokaźne zapasy amunicji. Informację tą przyćmił jednak meldunek z Maleme że Niemcy wysadzili działa i wypychają obrońców na Platanias. Wiedząc że nie zostało dużo czasu zebrałem wszystkie oddziały brytyjskie i greckie z sektorów Heraklion oraz Chania i wyruszyłem z odsieczą do Maleme. Jednak już za Platanias weszliśmy w kontakt ogniowy z nieprzyjacielem, mimo przewagi liczebnej nasz kontratak ugrzązł na przedmieściach Maleme trafiając najpewniej na świeżo dostarczone niemieckie posiłki. Widząc braki w zaopatrzeniu i ludziach zatrzymałem szturm i nakazałem odwrót na Platanias. W Platanias nastąpiło przegrupowanie, zostawiłem tu zarówno przetrzebionych Nowozelandczyków jak i Greków, zaś oddziały brytyjskie zabrałem na pozycję pomiędzy Chanią i Platanias by utworzyć drugą linię obrony. 

Po południu zaczęły napływać meldunki o walkach w Platanias. W takcie walk łączność ponownie została przerwana. Od cofających się i rannych dochodzić informacje o upadku Platanias. Zarządziłem więc odwrót na 2 linię obrony. Okazało się jednak że Grecy trzymali miasto, które po ich wycofaniu zostało puste. Dało nam to jednak chwilę na przegrupowanie, wróg bowiem po wejściu do miasta zatrzymał się najpewniej nie wierząc w odwrót. Z napływających Nowozelandczyków i Greków utworzyłem linię obrony: zachód oddziały brytyjskie broniące krzyżówki dróg z Platanias na Chanię i Sudę, południowy zachód od Chanii nowozelandzkie i Chania od południa Grecy. 

Po dłuższej przerwie i ciszy udałem się ze sztabu na odcinek brytyjski z wizytacją, akurat kilka minut przed rozpoczęciem szturmu niemieckiego, który został zatrzymany na krzyżówce. Widząc mocno okopane własne oddziały wróciłem do sztabu. A w sztabie trwała walka! Niemcy przedarli się od południa i walki toczyły się już w samej Chanii. Straty były ogromne po naszej stronie, oddziały nowozelandzki i grecki przemieszane, nakazałem odwrót zaopatrzenia do Sudy. Przy radiostacji sam położyłem kilku nieprzyjaciół... Na szczęście resztki wymieszanych oddziałów przybyły z Sudy powiadomione przez zaopatrzeniowców i odparły wrogów. Sytuacja była fatalna.

Z wymieszanych oddziałów zacząłem łatać linię obronną dookoła Chanii, ściągając wszystkich n ten odcinek. Nagle do sztabu wpadł snajper i zameldował o nieprzyjacielu na drodze Chania-Sfakion.  Przydzieliłem mu kilku żołnierzy i nakazałem zatrzymać wroga i nie pozwolić obejść Chanii i uderzyć na opuszczone Heraklion i Sudę. Walki rozgorzały znowu, wróg zaatakował i wbił się mocno w nasze pozycje na południu od sztabu. Zaraz potem nastąpiło niemieckie przebicie od zachodu podchodząc pod sztab. Amunicji zaczęło brakować, wielu broniło się już tylko pistoletami, kaemy strzelały już tylko oszczędnymi seriami... ale wróg odstąpił, obroniliśmy się. 

Zaczyna zmierzchać, mam nadzieję że są tak zmęczeni jak my i w nocy dadzą choć odpocząć. Zobaczymy co przyniesie jutro...

 

Także ten, koniec grafomaństwa. To tak ogólnie dla wszystkich by wiedzieli co się działo w sztabie :) Wielkie dzięki dla każdego i pamiętajcie wygrali Ci co się dobrze bawili :)

 

Link to post
Share on other sites

Nie wiem co przyniesie przyszłość. Wiem tylko, że ogarnia mnie uczucie jakiego nigdy nie doświadczyłem (...) Nie boję się. Jest to coś całkiem innego. Coś, co mogę określić tylko jako grozę...

brygadier James Hargest, nowozelandzka 2 Dywizja Piechoty.

Myślę, że powyższe słowa jednego z obrońców Krety w 1941 r. stanowią dobre dopowiedzenie słów Huberta. Cóż, pogoda dała się nam wszystkim we znaki, ale liczę, że wszyscy bezpiecznie wrócili do domów i przywieźli z mokrej "Wyspy Ośmiornicy", która na ten jeden dzień zamieniła się w upalną Kretę same dobre wspomnienia.

Scenariusz bazował na dramatycznych wydarzeniach sprzed 80 lat, które obfitowały w wiele ciekawych epizodów, a które chcieliśmy uwzględnić. Był więc desant Luftlande-Sturm-Regiment (LLSR) na bronione przez Nowozelandczyków (NZ) lotnisko Maleme, był desant spadochroniarzy (FJ) w okolicach Heraklionu, rozbity śmiałym kontratakiem Greków (GR) i Brytyjczyków (UK), był przerzut strzelców górskich (GJ) drogą  powietrzną, była nieudana próba odbicia lotniska, była bitwa na 42 Ulicy i pat w Chanii.

Graliśmy według standardowych zasad ASH, dodałem tylko uproszczony system logistyczny jaki wprowadził marek na "Linii Arpada". Wydaje mi się, że dobrze zagrał i dodał grze rumieńców (na i tak rozpaloną twarz).

Tym razem Alianci bronili się, dlatego wyruszyli na pozycje pierwsi (respy w Sfakionie, Sudzie i Platanias). Zasadniczo zgodnie z historią NZ udali się do Maleme, Brytyjczycy (głównie Royal Marines) rozlokowali się między Chanią a Sudą, zaś Grecy - w Heraklionie. Niemcy z kolei mieli zadania ofensywne, a dodatkowo zasadnicze siły lądowały z powietrza - LLSR w korycie rzeki Tawronitis, za Maleme, FJ w okolicach Heraklionu, zaś strzelcy górscy czekali na opanowanie przez jednostki powietrznodesantowe lotniska lub portu. Okazało się, że Niemcom pomimo sporych trudności udało się obejść pozycje nowozelandzkie i wysadzić w powietrze działo przeciwlotnicze Bofors, dzięki czemu mogli wylądować GJ. Alianci w tym czasie kontratakowali lotnisko, ale bez powodzenia, dzięki czemu podciągnęli respa. Z uwagi na upał zarządziłem 15 minut przerwy na odpoczynek.

Po przerwie Niemcy wznowili natarcie, celem opanowania Platanias. Zdecydowany atak pozwolił im na dość szybkie opanowanie miejscowości, pomimo dzielnej obrony przez Greków. Ponownie kontrataki alianckie nie odniosły powodzenia, dzięki czemu Niemcy ponownie podciągnęli respa (Alianci zaś musieli wycofać punkty powrotu do gry do Sudy i Sfakionu). Kolejnym ich celem była Chania.

W trudnym terenie Alianci w pełni skorzystali z przewagi liczebnej, dzięki czemu uporczywe ataki Niemców raz po raz odbijały się od dobrze okopanych i zamaskowanych stanowisk brytyjskich i nowozelandzkich. Widząc, że od czoła niewiele wskórają, Niemcy spróbowali głębokiego obejścia i doszli do 42 Ulicy (droga Chania - Sfakion), dzięki czemu uderzyli na tyły sił broniących Chanii. Alianci ściągnęli jednak garnizon Heraklionu, który kontratakował GJ-otów i zmusił ich do wycofania się do lasu. Atak niemiecki wprowadził jednak w szeregi alianckie sporo zamieszania. Niemniej upalna pogoda i dotychczasowe wysiłki zrobiły swoje i Niemcy mieli coraz mniej sił do walki. Dlatego o 15:15 zarządziłem koniec gry.

Mam nadzieję, że wszyscy się świetnie bawili. Chciałbym wszystkim obecnym pogratulować i podziękować bo stawiliśmy się niemal w komplecie, było nas 61 osób (28 Niemców i 33 Aliantów + 2 moderatorów). Szczególne podziękowania kieruję w stronę Junior Game Organisera - Cortesa (który był arbitrem u Aliantów) a także Bulleta i Foormana, którzy wydatnie pomogli przy budowie i demontażu scenografii, Camperowi - za pomoc przy moderacji, budowie scenografii i logistyce i Arkuszowi za pomoc w sprzątaniu. Piąteczki dla funkcyjnych - dowódców (Cress, Meister, Lukas oraz Vlad, Hubert i Petros), radiooperatorów (Ryba, Harry, Daffy), sanitariuszy (Klauss, Julia, Pazur, Bischow), saperów, kaemistów i snajperów. Wierzę, że czasami pomimo niewdzięcznej funkcji zabawa Wam to wynagrodziła.

Dziękuję wszystkim, którzy docenili scenografię - naprawdę zależało nam by klimat Krety było czuć nie tylko dzięki pogodzie (a tablice, drogowskazy i Bofors to wszystko było ręczna robota).

Aaaaa! Słuchajcie - ani razu nie padło oskarżenie o terminatorkę. Serio. Ani razu. Nie było stękania i kwękania, a spory wyjaśniono na miejscu. Z moderatorskiego punktu widzenia modelowa gra.

No dobra, to teraz odpowiedzi na palące pytania:

@SikorPL Paweł, wynik gry to wygrana tych co się dobrze bawili. Będę powtarzał to zawsze - nie gramy na punkty (no chyba, że tak będzie explicite zaznaczone). Jeżeli chodzi o respy to były one zlokalizowane zawsze za pozycjami jakie były bronione, np. NZ mieli respa w Platanias, później w Chanii, a kiedy Chania stała się celem - w Sudzie i Sfakionie. Niemcy z kolei mieli respa zawsze w pierwszej miejscówce za swoimi plecami, np. podczas ataku na Chanię - w Platanias.

@wish No cóż, dłużyzny na początku były nie do uniknięcia. Trzeba było przeprowadzić desant dwóch grup FJ i dodatkowo przewieźć jeszcze strzelców górskich. Siłą rzeczy to zajmuje czas, ale potem rozrywka już była pełną gebą.
@Młody_brt Jeżeli chodzi o wagomiar amunicji to wzorowałem się na tych zaproponowanych na "Linię Arpada". Kwestia ta była przedmiotem dyskusji w temacie "Kulki wspólne". Z organizacyjnego punktu widzenia dodawanie kolejnej wagi komplikuje system, bo trzeba to popaczkować w jednostki ognia i opisać. Może warto by organizatorzy kolejnych gier kupili dwie radykalnie różne wagi, np. 0,23 dla peemów i szturmiaków i np. 0,35 dla czterotaktów i kaemów? Ale jak pisałem, to temat na osobną dyskusję.

No i chyba to by było na tyle. Kolejna gra z cyklu "Bitwy Drugiej Wojny" - "Dieppe 1942" w przyszłym roku. ;)

A, zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/diyN91t9475w8mdE8

P.S. Po grze zostało sporo fantów: skrzynka na radio Ashigary, niemiecki chlebak, radziecka lornetka, spirala na komary Wisha, kulki i szybkoładowarka Bombla. Ja z kolei zapytam się czy u kogoś nie zawieruszyła się moja bandera Royal Navy (była w Heraklionie).

Link to post
Share on other sites

@SikorPL Paweł, wynik gry to wygrana tych co się dobrze bawili. Będę powtarzał to zawsze - nie gramy na punkty (no chyba, że tak będzie explicite zaznaczone). Jeżeli chodzi o respy to były one zlokalizowane zawsze za pozycjami jakie były bronione, np. NZ mieli respa w Platanias, później w Chanii, a kiedy Chania stała się celem - w Sudzie i Sfakionie. Niemcy z kolei mieli respa zawsze w pierwszej miejscówce za swoimi plecami, np. podczas ataku na Chanię - w Platanias.

Dominik: nie chodzi mi o punkty tylko o to, że jak był taki fajny długi pipeline do zdobycia, a czas się skrócił wtedy instant drill dalej - w kolejnej bazie, spowodowałby może większą różnorodność i mobilność rozgrywki. Ale to szczegół, serio - było naprawdę zajefajnie :-)

Link to post
Share on other sites

Gra rewelacyjna. Za to lubię ash- klimat. W mundurze się prawie utopiłem, buty odarły stopy, kleszcze gryzły a wody zawsze brakowało. Podczas tego dnia wypiłem z 6l wody a zjadłem jednego hotdoga z orlenu xd 

10/10

Link to post
Share on other sites
  • Domin007 changed the title to BDW: "Kreta 1941" - Chojne k. Sieradza, 19 czerwca 2021 r. (ASH)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
×
×
  • Create New...