DXF czuję się niejako wywołany do tablicy..
Może od końca: pod koniec akcji w niedzielę, gdy próbowaliśmy zdobyć sztab Aliantów miał miejsce atak frontalny przeprowadzony przez Larrego - Dowódcę Osi, oraz obejście lewą flanką, gdzie ruszyłem razem z Czarnym z Licho i kilkoma chłopakami. Po przejściu kilkudziesięciu metrów po lewej stronie zobaczyłem kilku gości zmierzających w przeciwnym kierunku. Nie wiem jak inni ale u mnie reakcja była prosta - poszła seria - bo z odległości 30-40m nie widziałem opasek, zwłaszcza, że byliście trochę za drzewami. Potem krzyczeliście Hipopotam (ja kompletnie nie wiedziałem co to oznacza) jednak ogień został wstrzymany. No cóż, zdarza się, zwłaszcza, że nikt chyba nie oberwał.
Druga sprawa to ten gość co tam był taki zestresowany. Chłopie, był atak frontalny, wszystkimi siłami jakie posiadała na tą chwilę Oś, Larry się wydziera że nie trzeba było radia, a Ty mi tłumaczysz zawzięcie, że jakiś gość siedzi na wzgórzu i ładuje z KMa. No i siedziałby dalej gdybym z Czarnym dalej z Tobą dyskutował. Udało nam się zdobyć ten wał i go wyjąć, bo gość był zbyt zajętym strzelaniem do ludzi z mojej ekipy i do ludzi z Osi. Tego gościa trzeba było zdjąć w pierwszej kolejności. Mi nie zdarza się stać i dyskutować podczas ataku frontalnego. Trzeba działać, a czy dostanę czy nie to inna sprawa, tym razem nie dostałem. Następnym razem zrobię to samo, i potem po raz kolejny, i następny i następny. Zdecydowanie nie nazwałbym tego stresem tylko reakcją na to co działo się na polu bitwy. Tak jestem nauczony i jak było widać nie tylko ja (na szczęście).
Czasami nie da się osłonić wszystkich, a tym bardziej 2 ludzi - jest to wysoce nieefektywne. Z Czarnym udało nam się oczyścić kawał pola i paru chłopakom z Osi ocalić tyłki.
Uważam, że decyzja była słuszna, a robota minimum (zdjęcie alianta z KM) wykonana z nawiązką i na pełnym biegu.
Gdybyście tam weszli razem z nami, to sztab Aliantów zdobylibyśmy w kilka minut, bo mielibyśmy przewagę po obu stronach wąwozu.