Jump to content
REKLAMA
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Artek

Użytkownik
  • Content Count

    402
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

968 profile views
  1. Cieszę się z tej owocnej dyskusji ;) To zacznijmy od ogółu i po ludzku. W toku prowadzonych dyskusji urodziła si taka koncepcja dowodzenia. - określasz dostępny teren - dane o przeciwniku w postaci - kto ile i jaka struktura organizacyjna - dane o siłach własnych - kto ile i jaka struktura - podajesz zamiar dowódcy - dokładnie rozpisany (myśl przewodnia dowódcy - cel, sposób realizacji zadania, podział sił pododdziału (niekonieczne), priorytety wykorzystania sił) - dajesz oleatę (czyli taki koncepcję operacji narysowaną na mapie) - prowadzisz kontrolę analizy, oceny - akceptujesz ostateczne plany - kontrolujesz przygotowanie pododdziałów - kontrolujesz realizację zadania (najczęściej przez radio) - podsumowujesz działanie W każdej armii na wszystko jest formatka, matryca, wzór. Widziałem trochę check list tworzonych przez graczy celem uporządkowania sobie procesów. Ja postuluje przyjecie i ujednolicenie procesu dowodzenia w milsimie, żeby było prościej, milej i przyjemniej. Dodatkowo, żeby nie wymyślać ameryki, jestem za tym, żeby przyjąć formatki wojskowe, które ktoś mądrzejszy od nas wymyślił sprawdził ich działanie. Zapraszam do wymieniania się formatkami i dyskusji nad procesem dowodzenia. Tu TLP w wersji ARMY Odebranie misji (Receive the Mission) Wystawienie WARNO (Issue a Warning Order) Przygotowanie wstępnego planu (Make a Tentetive Plan) na tym etapie rozpoczyna się planowanie Przegrupowanie (Start Necessary Movement) Rozpoznanie (Reconnoiter) Zakończenie planu (Complete a Plan) Wystawienie OPORD (Issue the Operations Order) Nadzór (Supervise) na tym etapie, w razie potrzeby i konieczności zmian w planie, tworzone są rozkazy fragmentaryczne FRAGO) Marines na etapie planowania operacji stosuje proces BAMSIC. Proces zakłada już otrzymanie WARNO. Rozpoczęcie planowania (Begin the Planing) Przygotowanie rozpoznania (Arrange Recon) Wykonanie rozpoznania (Make Recon) Zakończenie planowania (Complete Planning) Wystawienie OPORD (Issue Order) Nadzór (Supervise) na tym etapie, w razie potrzeby i konieczności zmian w planie, tworzone są rozkazy fragmentaryczne FRAGO Tutaj coś z polskiego WSOWL. Proces dowodzenia jest cyklem informacyjno-decyzyjnym, realizowanym przez dowódcę, jednakowym na wszystkich szczeblach dowodzenia i składa się z realizacji powtarzalnych faz, etapów i czynności. Do czterech tworzących go faz zalicza się: ustalanie położenia, planowanie, stawianie zadań, kontrolę. TLP skopiowałek kiedyś chyba od Mroszczyka i Makowca Otrzymanie rozkazu od przełożonego - musi zawierać zamiar dowódcy (wydajemy zarządzenie przygotowawcze) Określenie sytuacji / Ustalenie położenia Planowanie / Ocena sytuacji taktycznej (METT-TC): Warning Order – WARNO / Wstępne zarządzenie bojowe: Rekonesans dowódcy Koordynacja działań z innymi elementami sił własnych Opracowanie graficznego planu działania (szkic koncepcyjny i mapa plastyczna) Operation order – OPORD, Fragmentary order – FRAGO / Rozkaz bojowy i zarządzenie bojowe (SMEAC) Kontrola przygotowania do wykonania zadania Realizacja After Action Raport / Odprawa po wykonaniu zadania Jakiego procesu dowodzenia Wy używacie?
  2. Słowem wstępu temat kieruję do osób, które wiedzą po co i jak się to robi. Chodzi mi o uzyskanie odpowiedzi na kilka pytań i dyskusję nad powyższym zagadnieniem. Widziałem, że część ekip bawi się w papierologię i tu moje pytanie jakich formatek używacie. Jeśli możecie to proszę o udostępnienie plików tekstowych. Jak wygląda obieg informacji u was głównie przed grą, a może jest on mocno rozbudowany już na samej grze. Osobiście uciekam w stronę rozwiązań i Procedur Nato, ale coraz częściej dostępne są opracowania brytyjskie, a nawet niemieckie i rosyjskie. Polskie opracowania tematu w dużej części pokrywają się z amerykańskimi i natowskimi. W tym wszystkim potrzebuję pewnego usystematyzowania. Tu pojawia się TLP. Kto go realizuje i w jakim zakresie. Tak wiem, że wszyscy. Pytam tych, którzy robią go swiadomie. Skupić się chcę tu na: WARNO, METTT, OCOKA, DRAWD, OPORD (SMEAC), na ich formie i zakresie na potrzeby airsoftu w nurcie milsimu. Jak wygląda u was przedstawienie wariantu działania i jaka ma formę? Jaką rolę pełni u was mapa w przedstawieniu wariantu działania. Czy nie da się nią zastąpić CONOPSu i COA? Jak u was wygląda CONOPS, COA i EMLOCA? Czy ktoś bawił się MDMP? Pozdrawiam Edyta 1 Dopisek o najważniejszym - TLP
  3. Podsumowanie - Salamandra 2018 Wstęp Postaram opisać Wam jak widzę sferę organizacyjną wyjazdu i gry oraz odniosę się do jej grywalności. Jadąc na grę biorę na siebie zebranie i przetworzenie informacji o środowisku gry otaczającym nasz oddział. Naturalnie zaczynam, przez podjęcie się planowania, dowodzić. Jest mi potrzebne dużo danych do określenia wytycznych administracyjnych i logistycznych. Wymagam od organizatora nie marketingu, a komunikowania działań i wymagań. Tu mam do niego kilka zarzutów. Wiele też oczekuję od dowódców zwierzchnich, jako realizujących wytyczne organizatora (najlepiej podane jako OPORD). Każdy wyjazd jest okazją do samodoskonalenia :) Salamandra Milsim Salamandra urósł przez te kilka lat do miana legendarnego. Zarówno opowieści uczestników, jak i materiały na youtubie mocno się do tego przyczyniły. Stwierdzenia “najbardziej wymagający”, “epicki”, ”jak w afganistanie”, “Pakuladen król i Minister Kwiatkowski też” najbardziej utkwiły mi w pamięci. Produkt trafił do grupy premium dzięki zadowolonym klientom i niezłej reklamie. Z rozmów kuluarowych wynikało, że czekami z planowaniem wyjazdów w 2018 roku na wydarzenie tego kalibru. BAM! SALAMANDRA - jedziemy. Zawsze wiedziałem, że nieobecność na pierwszej Salamandrze, to największa moja airsoftowa strata. Tu dziękuję Ufo za zaproszenie i możliwość działania razem. GS-3 decyduje się pojechać Podszedłem do wyjazdu jak do okazji na złapanie Pana Boga za nogi, określiłem cele na wyjazd: sprawdzenie funkcjonowania GS-3 i Przyjaciele dążenie do kontaktu i sytuacji larpowych, zgodnie z zapotrzebowaniem) wykonywanie postawionych zadań gra do końca współpraca z Szpon i t.Ch. poznanie innej wizji milsima i organizacji gry poznanie środowiska milsimowego przygoda, góry, urlop i takie takie Wziąłem na siebie rolę koordynującego i wiedziałem, że nie będę miał czasu na organizację przed samym wyjazdem. Dlatego postanowiłem wcześniej się tym zająć, tak 2,5 miesiąca wcześniej. U nas w ekipie jest więcej, niż standardowo, demokracji, przez co procesy dłużej trwają. Do tego doszła koordynacja z 2 innymi ekipami i dowódcą zwierzchnim, który dzięki mnie nauczył się jak przeprowadzić gradobicie pytań na organizatora ;) Wszedłem na ostro zbierać informacje, nauczony doświadczeniem Falkenhorsta, zanim przedstawię komplet danych chłopakom z ekipy. Nie byłem na 48h, na Saltusach i innych grach tego środowiska. Nie znałem organizatorów i graczy. Szukałem twardych danych. Tu po raz pierwszy odbiłem się od ściany. Znów czerwone lampki zapaliły się na konsolecie. Wszędzie tylko zapisz się, zapłać, informacje wkrótce. Dowództwo mówi mi “zaufaj, będziesz pan zadowolony” (jeszcze nigdy nie byłem, gdy ktoś mi tak powiedział). Wyskoczył dokument nazwany regulaminem, któremu bliżej było do informacji wstępnej dla ASAF. W kluczowych punktach napisane tylko; “ale Talibowie będą mieli inne zasady”. Tak, pojechaliśmy jako strona Talibów. Tu skończyła się demokracja w ekipie, bo albo zapisujemy się bez kompletu wiedzy, albo nie - szybka decyzja. Powiedzieliśmy jedziemy i zaczęliśmy zbierać drużynę. Znów położyłem swoje imię, by przekonać chłopaków, że wyjazd na drugi koniec polski to świetny pomysł. Juhuu! “Na co jedziemy?” - pytali. Przed tą edycją dowództwo studziło przezornie emocje, “ta Salamandra będzie inna”. Czyli jaka? Nikt nie potrafił udzielić konkretnej odpowiedzi. Ja jej nie miałem dla chłopaków… Przez 4 lata od poprzedniej edycji dużo się zmieniło. Wymienię tylko Snafu, Asgard, Misja Afganistan, gdzie przejrzystość i komunikatywność stoją na przyzwoitym poziomie. Robienie wielkoskalowej gry pociąga za sobą konieczność wzbicia się na pewien level organizacyjny, którego tu nie doświadczyłem. Regulamin miał miano “jeszcze się zmieni” i “negocjujemy”. Był dziurawy jak sito i miał kilka kwiatów, gdzie było wiadomo, że jebnie. Wspomnę brak podziału ingame - offgame, brak jawności oznaczeń przedmiotów, stref, pojazdów ingame, wyszczególnienia tego co zapewnia organizator itd. W ogóle taki dokument jak mechanika nie powstał, jego elementy znalazły się w regulaminie. Takie dokumenty wydaje się przed zapisami. Zasady pojazdów, granatów, min, limity fps/J, trafień, systemu ran, jeńcy itd. To miało swoje odbicie w niskiej świadomości graczy. ============================ Administracja i logistyka Salamandra była dla nas kolejnym po Falkenhorście tak dużym wyzwaniem organizacyjnym. Warunki logistyczne nie rozpieszczały. Przejechane 2000km zrobiło na nas wrażenie. Poniesione koszta też. Dowództwo powiedziało jechać na lekko, ale uwaga na hipotermię ;) Dla mnie na lekko, to godzisz się na pierwszy stopień hipotermii, ale bądźmy poważni. Chłopaki wymienili, na lepszy, sprzęt do bytowania. Zapakowaliśmy nawet namiot dla zmarźlaków. Na miejscu okazało się, że są i toi toie i namioty i nawet ognisko (tylko drewno w czwartek trzeba było zakombinować. Na rejestracji powiedzieli, że kluczowa logistycznie “woda będzie”. Nie starczyło dla wszystkich przed opuszczeniem wioski. Dzięki za informację. Na szczęście kupiliśmy zapas. Tu płynnie wkrada się kolejny ważny dokument, mocno upraszczający logistykę - harmonogram gry. Kiedy, co i gdzie? Kolejne kwiatki - godziny wejścia na teren, wyznaczone miejsce do spania dla przyjeżdżających w czwartek, funkcjonowanie parkingu, czas rozpoczęcia. W praktyce wydany dokument okazał się, delikatnie mówiąc, nieprzystający do rzeczywistości. Można organizatorowi wybaczyć słabą komunikację i zmiany koncepcji przed wyjazdem (może nie ma czasu lub jest w tym kiepski), jeśli przyjedziesz i wszystko gra w strefie offgame na miejscu. Tu nie grało, więc kumulacja z poprzednimi ułomnościami. Najlepsza była kłótnia Orgów na rejestracji o to, ile kto pracy włożył i że wysłali dzieci do obsługi bez zapewnienia jedzenia i kompletu informacji. Wisienka. Najpierw jednak był tort. Czwartek Przyjeżdżamy ok 21:00 na parking wyznaczony. Stoi jeden samochód. Yhm… No to jedziemy do Saleh Abad. Jest i parking, i impreza. Pozwoleniu wejścia na teren od 8:00 mówimy - do widzenia. Popiliśmy, ktoś powiedział, że paintball jest lepszy od airsoftu, a “Fiodor się jeszcze niepotrzebnie schylił”. “Delikatna” integracja dla większości skończyła się koło 3:00 - 4:00. My z kolegą doszliśmy w końcu do tego, że airsoft i painball mogą prawdopodobnie współistnieć - pozdrawiam ;) Piątek Nawet trochę śmieszne było obudzenie mnie ok 8:00 przez chłopaków w pełnym szpeju, którzy chcieli swoje pakole, bo oni już idą w teren. Jednak nie śmieszne, następnym razem pozabijam ;) Wstałem, załadowałem system 16 razy, aż w końcu zaskoczył i wystawiłem kramik z pakolami. Dzięki chłopaki za wyrozumiałość raz jeszcze :) Wioska budziła się do życia, ludzie się krzątali, ogarniali. Ok 12:00 przywieziono dzieci organizatorów/ organizatorów i zaczęła się rejestracja. Szanuję za ten niewylewny pakiet gracza. Wszystko co potrzebne bez tych badziewnych sponsorskich fantów. Rejestracja poszła sprawnie, ale nie było chrono. Przypałem było odpowiadanie na każde pytanie np. o wodę, śmieci i inne - “Nie wiem”, “Ktoś przyjedzie”. Po praktycznym zakończeniu rejestracji widziałem, że organizator przywiózł drewno, worki na śmieci, chyba wodę i zmianę obsady rejestracji. Musztarda po obiedzie. Kolejnym przykładem na nierealność harmonogramu był zabawny jegomość i kulku jemu podobnych, który dowiedział się koło południa, że gra zaczyna się około 20:00, a nie o 12:00 - “To po co ja tu rano przyjechałem?” Raczej było mi go żal (tak jak tych zwiadowców z 8:00 rano), bo co do godziny wyjścia w teren i rozpoczęcia było kilka opcji i organizator nie raczył tego jakoś normalnie usystematyzować. Nasza frakcja w teren wyszła w przedziale 15:00 - 17:00. Dzięki za uznanie za wtyczkę i taktyczne zapomnienie o nas i o jeszcze jednej ekipie, przez co nie zdążyliśmy na odprawę oddziałową - “Gdzie Wolf?” - “Nie wiemy, poszedł na dół coś sprawdzić”. Zawiozłem swoich chłopaków na pętelkę, odstawiłem busa i poszedłem, po drodze znajdując jeszcze jedną zagubioną ekipę, do naszego obozu za kapliczką Matki Boskiej od Przeciągów. Na miejscu dowiedziałem się, że wracamy na ogólną odprawę orgowską. Była szybka. Panowie stwierdzili, że tak im truto dupę, że wszyscy chcą, że mimo braku czasu, zrobili. Juhu! Ludzie pytali o system ran, o rzeczy które były już napisane, o wytrychy w mechanice. Odpowiadali całkiem konkretnie i to było spoko. Organizator dał skrzynie z zasobami, IED z przeszkoleniem operatora i gra się zaczęła. Fajnie, bo my tu na odprawę offgame z 2 replikami poszliśmy i zostajemy jeszcze zorganizować transport do szpitala, bo ktoś tam na górze miał wypadek. Przed grą była kupa pytań, jak to będzie z tym rozpoczęciem, w kontekście budowy bazy w terenie i odprawy w wiosce - “spoko będzie pan zadowolony”. No to marsz w nocy, w pięciu, bez ubezpieczenia, już jednak ingame, ścigani przez wrogie patrole, z całymi zasobami naszej frakcji i targając niemałą skrzynię 3 km. Kocham takie kwiaty ;) W tym miejscu zaczyna się już na dobre akcja ingame, a nie o niej piszę. ============================ Milsim Salamandra jako konkretna wizja milsimu Ogólnie, idąc w teren, przyjąłem do wiadomości, że organizator wychodzi z założenia, że on daje przestrzeń, zajebiste środowisko gry, cele, rekwizyty, a reszta leży w rękach graczy. W sumie świetne, ale ja nie pamiętam udanej gry z takimi założeniami. Większość kończy się tak jak ta edycja. Zadania wykonane, cele niebardzo - mało kto zadowolony, jednak sukces odtrąbiony, gratulacje, ale raczej już nie pojadę na następną edycję. Było słabo. Z kilku powodów: nasiedziałem się już w lesie, pilnując krzaka i ciesząc pięknem natury, widzisz, że nie masz szans na realizację operacji, bo przeciwnik, ASAF nie realizuje swoich celów (teoretycznie strona z inicjatywą), nasze cele eliminują nas tym samym z gry brak akcji nie daje okazji do testowania szkolonych założeń post factum; gra ogniskuje się w kilku punktach zapalnych, pomijając połowę naszej strony i chyba też dużą część sił przeciwnika organizator odbiera sobie realny wpływ na grywalność środowisko gry zrobiły okoliczności zewnętrzne, jak piękna jesień w bieszczadach, a nie przemyślana mechanika i charakter symulacji Ja potrzebuję bogatszego świata przedstawionego, dlatego też wybrana została Salamandra, ze względu na atrakcyjną oś konfliktu, możliwość epickiej stylizacji, larpa, nasycenie godnym przeciwnikiem. Zawiodłem się na tym polu. Do zrealizowania wizji Milsimu, w stylu macie i się bawcie, moim zdaniem trzeba spełnić szereg wymagań jak: dobór dowódców do celów, a nie zadań selekcja dowódców stron wg kryterium tożsamej wizji systemu milsim ewentualnie, jeśli nie powyższe, to określony sposób postawienia dowódcom rozkazów; dużo wytycznych, rozwinięta dokumentacja, połapana łączność, określony zakres/rozmach operacji, upewnić się czy ludzie/klienci zostali poinformowani na co jadą i czy to im odpowiada, czy to uniosą? Wiem, że kozaki zawsze przecież uniosą ;) ============================ Wykolejenie się gry z mojej perspektywy Rękoma i nogami lobbowaliśmy, by nie być tylko podgrywką dla ASAF. Zwyczajnie byłoby to nieopłacalne. Wiadomo, że w półświatku lepsze fuchy dostają “Łowcy Splendoru”, no ale to nie znaczy, że krzak musi być nam pisany. Zaznaczyłem, że chcemy patroli i larpa i trochę krzaka ;) Z mojej perspektywy pozostawiono wolną rękę wszystkim dowódcom. Czerpię wiedzę z rozmów z dowódcami talibskimi i AARów ASAFu. Tak, może być ona niepełna. Talibowie się dogadali, zawiązali pakty. Wkroczyliśmy w ingame. Po pierwszej nocy większość od Wolfiego wiedziała, że ASAF już nie przyjdzie, ale byłoby to sprzeczne z ich celami, o których wiedzieliśmy. To był taki wybór, albo są tak chujowi, że na połowie terenu nie ma ich aktywności, albo tak dobrzy, że chcą nas wyczekać. Nie z nami te numery, za dużo krzaka pilnowaliśmy, żeby pękać. My nie pęknęliśmy, oni dalekie przedpole naszej bazy nazwali jakoś “dalekie peryferia talibskiego terytorium”. Co? Jak? Z mojej perspektywy dla połowy Talibów gra umarła w sobotę około 15:00. Kiedy przywieźli papu na teren, skończyła się aktywność wroga w naszym rejonie. Od tego momentu poszliśmy na bezczela, łażąc po terenie tyralierą i wysyłając ludzi do wioski, w której podobno coś się działo. Przeżyliśmy jeszcze najbardziej emocjonujący atak Kolumny Zmotoryzowanej Grzybiarzy, Wolfi sam sprzedał koordynaty bazy i podpalił świat, by chociaż MOAB zaznać ;) Udało nam się spotkać Misia, pójść na nocny patrol, ostrzelać z Niebieskimi FOB ASAF i pokłócić się ;) Dużo zastanawiałem się, co się stało? Poczynając od dowództwa ASAFu, w którego AARach wszystko wygląda pięknie - zadania wykonane. Organizator potwierdził i pogratulował. Ja się pytam, a co z celami? Ja wiem, że są mniej mierzalne. Łatwiej jest zawieźć wodę do wioski i posłać N patroli i odhaczyć sukces. Tym sposobem wygrała pewna wizja milsimu, która morduje grywalność. Kuluarowo gracze z obu stron donoszą, że było kiepsko (nie wszędzie, o tym zaraz). Nasi przeciwnicy okopali się w swoim FOB, bo nie było wystarczająco samochodów. Bozia nogi odjęła? Chcę zobaczyć trackery z tych 5 patroli dalekiego zwiadu ;) Ja rozumiem, że to milsim i trzeba zgodnie ze sztuką i realistycznie, ale Panowie Pretorians, tak na poważnie, z tego powodu zdecydowaliście się, delikatnie pisząc, ograniczyć ludziom doznania? Wytrychem było również PMC. To specyficzna funkcja i nie znam gry, by nie bawiło się świetnie, ale to zabawa z bombą. Są jak trzecia frakcja, która jedną tylko woltą powoduje tyle sprzecznych informacji, że gra staje, z powodu nieufności. To fajne narzędzie, ale w rękach moderatora, a nie puszczone samopas, bo wtedy gra ogniskuje się tylko na nich. Gorzkie gratulacje Panowie :) Odnośnie moderacji gry. Czy organizator wydawał rozkazy dotyczące wykonywania celów, czy raczył się raportami z rotacji posterunków, a może zrezygnował z symulowania dowództwa wyższego szczebla, pozbawiając się tym samym wpływu na grę? Następny wytrych. Na odprawie zaznaczono dobitnie - “nie atakować przekaźnika, jest offgam”. Dziękujemy za praktyczne wyłączenie operacyjne tego łysego wzgórza nad wioską. Super zakaz, jak ten dotyczący minowania głównej drogi Tyskowa - Łopienka. Fajnie, że napisaliście, że nerfy we własnym zakresie można mieć. Pewnie tak jak moździerze. Jaka była wizja naszej walki z pojazdami? Praktycznie nie posiadaliśmy do tego środków. No tak w sobotę w nocy były zakupione, tylko gdzie pojazdy przeciwnika? Kolejny wytrych. 10 min. patrzenia na mapę i poczytania relacji z poprzedniej edycji i już wiesz, że powyżej Saleh Abad nie będzie większej akcji. Dlaczego? Po pierwszej walce w wiosce zmienia ona status dla ASAF na wrogą i nikt o zdrowych zmysłach nie zostawi jej sobie za plecami, aby odcięto mu odwrót. Poza tym z założenia tam będzie ogniskować się larpowe życie, w sumie larpowe nie, jakiekolwiek życie. Z perspektywy zwykłego zjadacza kompozytu 100% miejscówka na jakąkolwiek akcję. Grająca larpowo wioska o statusie neutralnym bez moderatora to iluzja. Nie ma tylu lotnych graczy by płynnie przeszli z roli taliba do pokojowego wieśniaka pasącego kozy. Tu mam zarzut do naszego dowództwa. Chłopaki widzieli, że z tej mąki chleba nie będzie, a mimo tego pozostali wierni symulacji, a nie pomyśleli o grywalności. Mogliśmy pierdolnąć to wszystko i pojechać… w bieszczady, gdziekolwiek, dojechać przeciwnika skoro sam się podkładał, bo mieliśmy jako frakcja duże ku temu możliwości. Zmarnowaliśmy potencjał. O przebiegu naszego uczestnictwa w samej grze napisze Kierek. Mieliśmy kilka epickich akcji i potknięć, skutkujących męskimi rozmowami już odbytymi i tymi jeszcze przed nami. Kulminacja nastąpiła, gdy szambo wyjebało o niedzielnym świcie. Później trzeba było się pogodzić ;) ============================ Ludzie i inny świat Airsoftu Ciekawym zwyczajem było to, że cały dzień, przed rozpoczęciem gry, kursowały do Salech Abad wycieczki z ASAF na zoosafari. Kręciły się grupy ASAFu stylizowane na talibów, celem zbierania informacji w strefie offgame. Gwałt na logice symulacji, ale nie gry, takiego pobandyzmu nie popieram. To niesmaczne. Tu się pije. Nie rekreacyjnie. Dużo. Ogólnie spoko, bo mimo to była zdolność działania, a może w tym szaleństwie jest metoda na utrzymanie morale przy całonocnym wartowaniu ;) Bardzo głupie, irytujące było wojowanie o pietruszkę w wojnie airsoft - paintball. Nie rozumiem i nie zrozumiem. Teksty typu; “Airsoftofcy to miękkie cipy, piknikowcy, pizdeczki.” “Paintballowcy to buce” itd.powtarzane półgebkiem przez losowych graczy w rozmowach przynamiotowych. Po co to komu? Kolejnym kwiatem jest obwinienie za nieudaną grę metody zapisów. Dość powszechnie dało się słyszeć, że to przez otwartą rejestrację. Ok. Ktoś tu się boi recenzji osób niezaprzyjaźnionych, refleksji nad swoim airsoftowym podwórkiem? Panowie od tekstów, “kiedyś to było”, “trzeba zrobić selekcję”, “tylko sprawdzeni ludzie”, gra nie będzie lepsza. Fajnie jak koledzy poklepią po pleckach i powiedzą, że było fajnie? No fajnie, ale nadal nie jest to konstruktywna krytyka, ocena i analiza. Pogódźcie się, że Polska to duży kraj i są różne środowiska graczy, których spotkanie może odświeżać wizję gry. Okopanie się w swoim świecie da jego powolne wygaszenie i zamorduje milsim w niepiknikowym wydaniu. Co do piknikowców, to uważam, że mają jeszcze dużo pracy nad utrzymaniem morale przed sobą, a teksty bohaterów airsoftu w stylu “w MONie pokazaliby tym rurkowcom jak się wojuje”, niczego do gry nie wnoszą, nikomu nie pomogą, a naświetlają jedynie aspiracje ich autorów do bycia zlotowym bucem. Gra skończyła się przed czasem. W sumie to już standard i bardzo nad tym ubolewam. Uczestnicy wyjeżdżający wcześniej pracujcie nad swoim morale i ogarnięciem życiowym. Jak powiesz żonie/mamie, o której realnie wrócisz, to Cię nie zabije, a nie zwijasz się wcześniej z gry, psując ją innym. ============================ Dobre rzeczy Organizatorze Kochany, mimo pastwienia się nad jakością w wycinkach twojej pracy. Doceniam wiedzę. Doceniam zamysł, był imponujący. Doceniam odwagę. Doceniam konsekwencję w działaniu. Współczuję nietrafnych decyzji. Osładzam gorycz krytyki stwierdzeniem, że całościowo milsimy ocenia się trafnie dopiero po latach. Widać, że gra w warstwie celów i zadań, była przemyślana, konfrontacyjna i ciekawa. Dawała fajne możliwości. Szanuję za zakres zabezpieczenia logistycznego. Więcej niż się spodziewałem i potrzebuję, ale to miłe, że były tojki i namioty. Dzięki za pamiątkową naszywkę. Widać, że większość po naszej, Talibskiej stronie to stare wyjadacze, znające się jak łyse konie i na robocie i siebie nawzajem. Fajna atmosfera, impreza. Ciekawi ludzie. Cieszę się, że Was poznałem, a z częścią dane mi było współpracować. Cena niewygórowana. Ciekawie zderzyć się z inną wizją gry i milsima, z innym podejściem, np. ta nuta powszechnej paranoi i nieufności była bardzo intrygującym dodatkiem i fajnie grała na morale i w procesie identyfikacji celów. Fajnie pojechać w podróż, ponieważ one kształcą. ============================ Wnioski Organizatorze, proszę poczytaj coś o zarządzaniu projektami. Tam będzie wszystko. Popracuj nad komunikacją. Nie czytam Ci w myślach. Ból w przygotowaniach sprawi, że realizacja cię nie zaskoczy i pozwoli sprawnie reagować, kiedy zobaczysz, że gra się sypie. Gracze pracujcie na morale, zaczynając od kondycji, zabezpieczeniu się w odpowiednią ilość prowiantu i przeciwdziałajcie sprawnie hipotermii. “Nie ma złej pogody. Są tylko ludzie źle ubrani.” Milsim dla mnie to nadal tylko gra w środowisku cywilnym. Więcej potknięć, ale większa intensywność działania. Naturalne ograniczenia. Nie macie tu szans na wojsko, ani na bycie rambo. To tak po środku, nadal ciężko, ale żeby też miło było. Okazja do sprawdzenia siebie i drużyny. Powyższa krytyka odnosi się do elementów gry, które dopracowane ją usprawniają i podnoszą jej kulturę. Dobrze zrobione pozwalają graczom skupić się na przygotowaniu bez bólu i frustracji do jej warstwy ingame, dają okazję do mierzenia się nie tylko z samym sobą, ale też z przeciwnikiem podczas realizacji. Po prostu jak już masz zrobioną pracę na morale, oczekujesz od gry większych wyzwań, takich jak strzelenie z moździerza, które wykonywane pierwszy raz, nas przerosło. Dzięki niebieskim za pomoc. O tej warstwie gry napisał Kerek. Polecam. Na koniec. Moja całościowa ocena wyjazdu i gry z wewnętrznych podsumowań, którą się chcę podzielić, to 5 / 6. Było warto z wielu powodów; koledzy, przyjaciele, nowi ludzie, teren, epickie i trudne sytuacje w grze… Jak ktoś znalazł koło ruin cerkwi w Tyskowej w niedzielę rano latarkę Mactronic XTR Thunder, to moja. Proszę o zwrot z przewidzianą nagrodą. Tak na poważnie, to nie spodziewałem się, że pielgrzymi mi ją zakoszą. Pozdrawiam Artek
  4. Wszystkie pomysły z opłatami pochodzą od firmy organizującej imprezy masowe, której zlot został "sprzedany". Co rok zmienia sie firma i co rok są takie pomysły. Nie łudźcie sie, że coś sie w tej materii zmieni. Mnie na szczeście opłata nie obowiązuje. Współczuje zmuszonym do bezcelowych wydatków. W przyszłym roku proponuję wystwić rachunek za odpracowane godziny :icon_wink: Sprawy zatargów z Majowki po cześci same sie rozwiądały. Jedni dali sobie po razie, a drudzy sie obrazili. Prywatne wycieczki niech takowymi pozostaną i niech nie sieją fermentu w środowisku. Osobiście ze wszystkimi pogadłem i po pysku nie dostałem. Polecam. P.S. Nie mam kilku polskich znakow i dlatego tak niepoprawnie napisałem.
  5. Tak jak napisał Jacek. Istnieją dwie osobne imprezy o podobnym profolu i w niewielkim odstępie casowym. Co w moim przekonaniu daje więcej okazji do promocji naszego hobby. Majówka z bunkrami ma wymiar raczej wojewódzki. W przyszłym tygodniu spotkam się z przedstawicielami Adventurequad i ustlę szczególy dot. imprezy.
  6. Zręby obozu stoją. Mamy do dyspozycji spory wydzielony plac dla Airsoftu. Ogrodziliśmy go, postawiliśmy bramę, strzelnicę i wykopaliśmy parę dziur i okopów. Furorę zrobią Rosyjska i Wietnamska dziury.
  7. Dziękuję Jackowi za tak pozytywny pomysł. Spotkanie było bardzo merytoryczne i doszło do konfrontacji wielu poglądów. U mnie zaowocowało ono radykalizacją ich. Liczę na następne okazje do doszkolenia się. W swojej grupie już wprowadzamy wnioski i rozwiązania podpatrzone u innych. Pozdrawiam Artek P.S. Jahmański dla Ciebioe mam specjalny manual ;D
  8. Artek

    Imprezy -18

    Do meritum. Pytasz o "organizację imprezy"... Czyli, zakładam, odpada opcja zrobienia imprezy przez niepełnoletniego. jeśli chcesz oficjalnej imprezy to musisz znaleźć podmiot o osobowości prawne, czyli kogoś, kto weźmie za imprezę odpowiedzialność. Życzę szczęścia ;) Ciekawą opcją jest spotkanie samych niepełnoletnich, jeśli używają gogli ;) Wiem, że u nas istnieje grupa młodzieży strzelającej się pokątnie i oczekującej dobicia odpowiedniego wieku, aby wyjść z podziemia. Stoję na stanowisku, że problemem nie jest brak wyobraźni wśród młodzieży, bo jej uczą się po pierwszej serii otrzymanej z bliska w odsłonięte części ciała, lecz późniejsze pretensje rodziców i tu jest rola takich graczy, aby uświadomić i uspokoić rodziców, że to sport ekstremalny wiążący się z uszczerbkiem na zdrowiu. Praktycznie rzecz biorąc mogą nieoficjalnie się zbierać i nabierać wprawy, a za parę lat będą jeździć na krajowe zloty.
  9. My z kolei jesteśmy grupą dobrych znajomych, luźno ze sobą powiązanych i właśnie zależy nam na doświadczeniach takich organizacji jak Strzelec czy LOK.
  10. Jak co roku można się spodziewać, że stare wiarusy stawią się w zacnym składzie ;)
  11. co rok czekają z ogłoszeniem terminu do ostatniej chwili, a ludzie przecież musza wpasować taka imprezę w plan budżetowy i urlopowy. Martwię się, ze jak co roku Organizator zaskoczy nas jakimiś mało przemyślanymi nowościami, które mają usprawnić napełnienie mu kiesy, dając niewiele od siebie.
  12. Z chęcią wpadnę z chłopakami. Ze Świebodzina nazbierałem na razie jeden samochód. Pracuję nad tym, aby jeszcze jeden wypełnić.
  13. Ktoś coś słyszał o terminie zlotu, bo już się gęsto w tamtym okresie robi?
  14. Artek

    Boryszyn 2011

    Rudy, Ty tego maga zgubiłeś chyba z 10 razy ;P
  15. Artek

    Boryszyn 2011

    Mi się bardzo podobało. Głównie dzięki ekipie i spotkanym znajomym, ale również z powodu podwyższonego bezpieczeństwa i ukrócenia buractwa na polu militarnym. P.S. Zapraszam zaglądnąć tutaj: http://www.bunkry.lubrza.pl/informacje/zlot-milosnikow-fortyfikacji-boryszyn-2011#comment-133 Zobaczcie jak ludzie płaczą, ze było niefajnie ;)
×
×
  • Create New...