Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
SebastianPolak

Wypadki podczas strzelanek i nie tylko...

Recommended Posts

Wpadłem na taki pomysł...

Chciałbym aby wszyscy koledzy i koleżanki biegli bądź początkujący w niesamowicie ciekawej materii "pomocy przedmedycznej" przytaczali w tym temacie prawdziwe zdarzenia ze zlotów, strzelanek czy wypadków z życia codziennego, których byli świaDkami i udzielali pierwszej pomocy. Proszę o "opowieści" jak do scenariusza serialu o ratownikach, dużo szczegółów i opisów postępowania.To może być bardzo ciekawe i pouczające...dla wszystkich. Krew, łzy i wewnętrzne powłoki...jak to wszystko złożyć do kupy do czasu przybycia 999...

 

Zapraszam wszystkich serdecznie.

Edited by Foka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może nie byłem świadkiem, ale uczestnikiem takiego zdarzenia !!

Było to jakiś rok temu kiedy to pierwszy raz odwiedziłem popularne na śląsku "kompleks strzelankowy" Szarajewo. Jako ze Szarajewo znajduje sie jakieś 2h jazdy od mojego miejsca zamieszkania, postanowiłem ze nie będę brał hełmu (ciężkiego garnka WP :P), a zamiast niego przywdzieje gustowny kapelutek :). Nie było nas dużo, może jakieś 8 osób. Przed samą strzelanką postanowiłem przejść sie z kolegą w celu rozpoznania terenu. Teren super....budynki, korytarze, pokoje i pokoiki. Podnieceni sytuacją i fajnym miejscem mówię do kumpla: "guziec...czyścimy pokój!!" (tak sie składało ze dzień wcześniej trenowaliśmy to na innym obiekcie). no wiec ustawiam sie pierwszy on za mną..."raz, dwa, trzy....WCHODZIMY" chwile potem rozległo sie głuche uderzenie mojej głowy w betonowy strop. Po chwilowym zamroczeniu nawet nie czułem bólu. Doszedłem do siebie siedząc na ziemi (w zasadzie na gruzie) ściągnąłem gustowny kapelutek i kominiarkę. Wtedy to właśnie pożałowałem swojego lenistwa. Kumpel do mnie: "czekaj!! sprawdzę czy leci ci krew!" macnął mnie parę razy po głowie ale śladu krwi nie było. Postanowiłem wrócić do miejsca zbiórki gdzie reszta maniaków przygotowywała sie do strzelanki. Podczas tego powrotu poczułem kropelkę na brodzie. Otarłem sie i...... tak! to była jednak krew:/ Okazało sie ze miałem pół twarzy zakrwawionej. Nieco przyśpieszyłem kroku i doszedłem do miejsca gdzie byli wszyscy. Tam na całe szczęście był również człowiek o pseudonimie na literę M. :P (Z tego miejsca chce mu jeszcze raz podziękować!! ). Pełen profesjonalizm!! Zanim mnie zamroczyło na całego, widziałem już przed sobą owego kolegę na M. w gumowych rękawiczkach, z bandażami, przeróżnymi środkami dezynfekującymi itp. Po paru chwilach miałem już bandażowy "turban" na głowie i leżałem w pozycji nie pozwalającej mi zemdleć. Po paru godzinach przejechałem sie na pogotowie gdzie okazało sie ze to wstrząs mózgu ale obyło sie bez większych powikłań. To było jedno z moich najbardziej traumatycznych przeżyć na strzelankach :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może nie ASG ale Paintball. Opuszczona fabryka - okolice Ustki. Małolat (17) wspiął się po drabinie do podwieszonego metalowego pomieszczenia pod sufitem dużej hali. Miejsce wykluczone ze strzelanki. Zamiast chodzić po belkach, chodził po metalowych płytach. Będąc 100m od hali usłyszałem huk - z początku śmieliśmy się ale po 2sek wszystkich ogarnęło przerażenie i padło hasło "MŁODY!". 30sek później byliśmy w hali. Naszym oczom ukazał się widok, który podnosił ciśnienie - dyndająca pod sufitem stalowa przerdzewiała płyta a 7m niżej "młody" na betonie, obok niego klęczał już nasz kumpel. Podbiegliśmy bliżej - młody leżał nieruchomo. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to rozbita głowa, przedramię ułożone w literę Z i obojczyk, który w prawdzie nie przebił skóry ale wyraźnie miał na to ochotę. Kilka osób z grupy zzieleniało - niektórzy chcieli zostawić chłopaka i uciekać (?). Ja sprawdziłem puls - na szczęście był wyraźnie wyczuwalny. Przytomni szybko ocenili stan poszkodowanego - baliśmy się ruszać go ze względu na duże prawdopodobieństwo uszkodzonego kręgosłupa. Na szczęście chłopak w miarę szybko odzyskał przytomność i można było z nim rozmawiać. Okazało się, że kręgosłup był cały i w sumie oprócz dwóch złamań, rozciętej głowy i kilku siniaków młodemu nic poważnego się nie stało. Zawieźliśmy go do szpitala w Ustce, gdzie już na wejściu pan pielęgniarz chciał nas zatrzymać i poprosił o odwiezienie rannego do Słupska (został odepchnięty na bok). Szpital był praktycznie pusty (wakacje). Po prawej stronie był korytarz wypełniony papierosowym dymem - udaliśmy się w tamtym kierunku. Weszliśmy do gabinetu, gdzie lekarze gruchali sobie z pielęgniarkami. Jakaś stara ropa wydarła się na nas tekstem: "Gdzie?! Co tak wchodzą jak do siebie?!". Tego było za wiele... Posypały się teksty z naszej strony w stylu "Zamknąć mordy i brać się do roboty". Jeszcze chwila a bylibyśmy odpowiedzialni za przestępstwo z 158 art. kk...

Młody miał dużo szczęścia - gdyby upadł 30cm obok trafiłby na tunel z krawędziami z szyn i nie miałby najmniejszej szansy na przeżycie.

Edited by StarskiPL

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypadek opisany przez Starskiego jest omawiany w tym wątku, tu proszę nie dyskutować. Dla porządku napiszę tylko, że w tym przypadku pierwsza pomoc była udzielana nie do końca poprawnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem nowy na forum ale moja historia jest zwykłą głupotą. Kiedyś z kolegami w sklepie widzieliśmy "pistolety na kulki" po 15zł i pełni podziwu ceny i wyglądu broni (ak 47) postanowiliśmy je kupic. Jak zwykle z moim szczęściem nie starczyło mi na niego (a był bardzo silny) to kupiłem sobie inny tańszy i słabszy i się zaczęliśmy po całym podwórku biegac i strzelac. Dobiegliśmy do tunelu z filarami przylegającymi do ściany się za nimi pochowaliśmy i zaczęliśmy strzelac do siebie. I wtedy stała się rzecz nieunikniona bo noszę okulary i będąc dziecmi nie braliśmy pod uwagę że może stac się coś złego. Kolega trafił mnie w szkiełko. Oczywiście szkiełko się stłukło(szklane) i odłamki szkła trafiły mnie w oko i do niego wpadły na szczęście blisko było do domu to pobiegłem i "wydmuchałem" odłamki z oka. Umówiłem się z kolegą ze odda mi kasę za szkiełko a jego mama się o niczym nie dowie. I teraz kiedy zaczynam zabawę z ASG już nigdy nie zapomnę założyc googli/okularów ochronnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...