Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

PA

Użytkownik
  • Content count

    422
  • Joined

  • Last visited

  1. Jakby co to mam mancrafta pdik w sr-25 - tą z najnowszego rzutu i płytka selektora jest odpowiednio gruba i działa poprawnie. Mój Mancraft przyszedł z dwoma innymi "wadami". Brakowało jednej śrubki zaślepiającej cylinder. Drugą sprawa: Śruby trzymające cylinder gazowy do podstawy gb (tej czerwonej) wkręcone w cylinder (2 sztuki) były wkręcone bardzo płytko (a one same już są bardzo krótkie) że sprężyna zapierająca komorę HU o GB spowodowała przesunięcie całego cylinda do tyłu i rozłączenie obu części. Pomogło rozkręcenie i wkręcenie śrub na klej. Pozbyłem się też ten dużej sprężyny z lufy gdyż jej siła jest zbyt duża jak na te wspomniane śrubki. Teraz nic nie dociska komory HU do cylindra i nie wydaje się by miało to wpływ na szczelność.Jako, że w pudełku od Mancrafta brak jakiejkolwiek instrukcji nie miałem pojęcia, że sprężyna oryginalnie zamontowana na lufie może spowodować takie problemy. Obie wady wynikały chyba z pośpiechu ;) w realizacji zamówienia bo wiadomo - uwinąć się w miesiąc nie jest łatwo :P Dostałem swojego pdik z regiem do 18 barów. Ogólnie mimo pewnych początkowych problemów jestem zadowolony. Sprzęt wymaga dużej wyobraźni ze względu na moc, którą potrafi wygenerować.
  2. PA

    Skarpety

    Wszystko zależy jak długo w takich skarpetach i butach poginasz. Bo bawełniane, sztuczne, bazarowe, coolmaxowe czy inne skarpety są bardzo dobre i owszem kiedy zdejmiesz buty po np. 5-10 godzinach i stopy mogą odpocząć. Jak masz chodzić w tych skarpetach przez 24 godziny lub dłużej to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Wtedy własnie wełna jest najlepsza :) Żadnego sztucznego skarpecia nie polecam. No ale coolmax brzemi cool :P jazzy itp.
  3. No to pszczoły powinny spać spokojnie :P
  4. PA

    Skarpety

    wełniane i żadne inne 8)
  5. Robal ale ja nie twierdzę, że na mnie najeżdżasz. Po prostu posta sobie napisałem ot tak. :D
  6. Czytam sobie i czytam ten i temten wątek ... i wszyscy macie rację. Może trochę Was zaskoczę (lub nie) ale może byłoby lepiej gdybym miał w prowadzeniu i pisaniu scenariuszy jakąś praktykę. Niestety w życiu napisałem wcześniej tylko jeden scenariusz na około 20 uczestników. Nigdy poza wyjazdem do Tricity nie uczestniczyłem w LARPach. Nie mam po prostu doświadczenia i tyle. Może dlatego była przerwa, która wprowadziła zamieszanie. Qbs poprosił o zrobienie scenariusza Rezula i mnie. Potem dałem się wciągnąć w jego realizację. Okazało się, że uczestników było 150, wielu ludzi wogóle nie znałem więc wyszło tak jak wyszło. I tak cudem jakoś to poszło mimo, że byłem w temacie całkiem zielony. Teraz jestem odrobinę mądrzejszy i bardziej doświadczony :wink:
  7. Dajcie spokój i już nie rozpatrujcie tego przypadku z zastrzelonym cywilem. Według mnie jest remis: NATO zabiło cywila, według którego nie powinno tego zrobić, po czym cywil się ruszył i rebeliant zabił NATOwca. I jest remis. Nie ma co rozdzierać szat. Na wojnie jest to samo ale martwi cywile głosu nie mają. Oczywiście jak media to sfilmują to wtedy żołnierz ma proces i trafia do więzienia wojskowego na krótki czas, a w więzieniu wszyscy mówią na niego "bohater". Przecież wiadomo i tak, że problem z zabitym cywilem jest nie do rozwiązania więc nie dowalajcie sobie póki się jeszcze lubicie trochę. PA. :roll:
  8. Muszę się przyznać, że założony system organizacji walk w Qualludży nie był najlepszy i powodował wiele problemów. Założyłem, że wystarczy wziąć dwóch "wkręconych" zrobić z nich dowódców i dokładnie naświetlić sprawę. Wynikało to również z tego, że nie chciałem się wtrącać w działania stron bo to nie ja miałem być dowódcą. I w sumie byłoby fajnie gdyby dowódcy nie mieli za dużo na głowie. Czasami podpowiadałem jakieś ruchy i wtącałem się. Dowódcy często zamiast dowodzić całością dowodzili bezpośrednimi działaniami na ulicy nie panując nad resztą ale nie wiem czy była to wyłącznie ich wina, że tak się działo. Według mnie podstawowym problemem był brak łączności z dowódcami. Shaman owszem często mnie słyszał i prowadziliśmy uzgodnienia przez radio. Krathor podobno mnie słyszał ale prawie nigdy nie odpowiadał, dlatego notorycznie dzwoniłem do niego na telefon komórkowy. Dowódcy nie zawsze chcieli mnie słuchać - i w sumie dobrze, bo ja byłem z ONZ i mogli mnie realistycznie zignorować :P Ja bawiłem się jako ONZ bardzo dobrze bo jak w realu miałem pełne ręce roboty z rozwiązywaniem konfiliktów na ulicach i pyskującymi do mnie przedstawicielami obu stron :) - wyszło naprawdę realistycznie (niestety nie wkręcałem za bardzo i używałem dialektu rodem z nad Wisły, a nie angielskiego bo i tak po Polsku było się ciężko dogadać). A najlepiej bawiłem się przygotowując miejsce kaźni cywili zamordowanych przez kontrwywiad NATO - od tego czasu moi koledzy mówią do mnie Hannibal Lecter :P
  9. Nawet o tym nie wiedziałem, ale tak to na pierwszy rzut oka wyglądało w porównaniu z modelem naszej bazy, który oglądałem przed zlotem. Na przyszłość już wiemy, że nie ma najmniejszego sensu łączyć naszej imprezy z jakąkolwiek inną. Jednej nocy mój maskujący wigwam z poncho (w którym spałem) próbował rozjechać nawalony facet prowadzący transporter (ale rezul się obudził i chyba on mnie uratował), a drugiej nocy zostaliśmy tylko zdeptani przez jakiegoś zagubionego pijaczynę). Nie wspomnę o ilości kurzu którą łyknąłem śpiąc przy drodze, którą popierniczały ciągle jakieś pojazdy militarne. Ogólnie pojazdów militarnych mam dość na jakiś czas :?
  10. A według mnie było to zagranie zgodne ze scenariuszem i typowy zamach terrorystyczny jakich wiele w normalnym świecie. Przecież na ulicach Iraku zagrożenie jest również bardzo duże, a "partyzanci" wykorzystują każdą okazję by odstrzelić jakiegoś niewiernego.
  11. Eeeee zawsze się znajdą jacyś malkontenci :wink: Kuba: Na serio, to mimo, że często nie można się z Tobą zgodzić, to tym razem zgadzam się w 99.9% z tym co napisałeś. Interesują mnie dwie sprawy: Pierwsza: Dlaczego sytuacja na Twoim odcinku przed przerwą wyglądała jak burdel ogarnięty pożarem bo rozumiem, że Ty tam dowodziłeś ? Drugie: W czym Wit miał rację dwa lata temu ? I jeszcze jedna sprawa: Scenariusze powinny być dostosowane do uczestników. To się zgadza. Wychodzi na to, że powinien to być scenariusz uwzględniający lenistwo i niechęć do działania około 40% z uczestników. W przyszłości wezmę to pod uwagę i jak będę robił scenariusz to każda ze stron wydzieli kontyngent patentowanych leni by w ramach scenariusza by zaopiekowali się maszyną do grillowania. Jeżeli ktoś przyjeżdża by uczestniczyć w walce i deklaruje swoje zaangażowanie w realizację scenariusza, a potem leży i pierdzi pod palmą kiedy inni się starają walczyć, to robi im zwyczajne świństwo i nie jest to w żaden sposób wytłumaczalne. Tacy ludzie rozłożą każdą imprezę i nie można tego uwzględniać pisząc scenariusz. Nie róbmy sobie żartów.
  12. Qba - faktycznie nie sprecyzowałem bo uznałem domyślnie, że bliska odległość to odległość zasięgu rażenia naszej "broni". Aha chciałbym wspomnieć również o tym, że dówódcy meldowali mi, że ich żołnierze zamiast wykonywać rozkazy wzruszali czasem ramionami. Piszę to tylko po to by się niektórzy "żołnierze" zastanowili na przyszłość nad sensem swojego uczestnictwa w zorganizowanych działaniach.
  13. Dziękuje bardzo za uczestnictwo w zlocie. Jako jeden z organizatorów chciałbym pogratulować większości uczestników poważnego podejścia do pełnionych przez ról w scenariuszu. Szczególnie rebeliantom należą się wielkie słowa uznania za to jak przygotowali się do swej roli. Uważam, że mimo dość dużego skomplikowania scenariusza do przerwy w walkach wszystko toczyło się dość dobrze. Po przerwie niestety splot niekorzystnych okoliczności spowodował degręgoladę i zakończenie go przed czasem. Ale czy z winy organizatorów ? Okazało się, że część ludzi przyjechała na zlot tylko by pokazać się w swoich wdzienkach i rolili za statystów stojąc godzinami w cieniu drzew oraz prowadząc gorące dyskusje i mając w kompletnym poważaniu fakt, że inni starają się coś robić. Część ludzi zadawała mi pytania, które można było zinterpretować tylko w jeden sposób: nie czytali scenariusza. Jeżeli ktoś myśli, że były jakieś niedomówienia i niejasności to są one właśnie efektem ignorancji części z graczy. Mimo niejasności ONZ starało się rozwiązywać problemy i konflikty by nie było zgrzytów. Przykro mi że nie mogliśmy być wszędzie - było nas mniej niż zakładaliśmy z problemów od nas niezależnych. Byli też tacy co wprowadzali sobie swoje własne zasady gry, ale to już inna hstoria i nie będę opisywał indywidualnych przypadków. Muszę się doczepić do kolejnej sprawy: uczestnicy scenariusza powinni być ubrani zgodnie z zasadami. Wielu niestety miało to w głęboki poważaniu i wielu rebeliantów wyglądało jak żołnierze, a na nasze prośby odpowiadano wzruszeniem ramion. Cóż - jako organizator nie uważam, że może i mam prawo usunąć takiego człowieka z gry jednak nie mogę tego zrobić osobie która jechała na nasze spotkanie przez pół Polski. Przerwa miała trwać od 14:00 do 14:30. Mimo, że kilka razy przypominaliśmy, że należy kończyć "grillowanie" bo przerwa dobiegła końca zostało to kompletnie olane i powrót do gry nastąpił o godzinie 15:15 - powrót do gry nielicznych którym się chciało, reszta robiła dalej "grilla w cieniu palm". Chciałbym na koniec wyjaśnić dlaczego scenariusz skończył się tak wcześnie i czemu rebelianci wygrali. Tego, że rebelia ma przejąć dokumenty w jednym z budynków gdzie NATO dokonało zbrodni wojennych na cywilach nie było w scenariuszu. Nie było bo miała być to niespodzianka. Polegało to na tym, że dowódca rebelii miał otrzymać informację. że dokumenty takie są w określonym miejscu (znajdującym się na terenie kontrolowanym przez NATO) i musi się tam jakoś dostać. Dowódca NATO dostał w tym samym czasie informację, że oddziały rebelii szukają czegoś bardzo ważnego w pobliżu jednej z baz - miejsce to było podane dość dokładnie. Dodatkowo dowódca NATO został poproszony o umocnienie tego terenu by utrudnić działania rebeliantom oraz o wprowadzenie godziny policyjnej by każdy rebeliant mógł być uznany za wroga do czasu wyjaśnienia się sytuacji. To były ustalenia. Ustalenia na poziomie sztabów. Sztaby miały przekazać tą informację do swoich wojsk i pokierować nimi. Organizator nie mógł napisać tego czarno na białym w scenariuszu, bo akcja byłaby niewypałem, gdyby wszystko było oczywiste od początku. A ustalenia były na poziomie sztabów dlatego, że nie sposób było przekazać informację wszystkim drąc się do nich na środku placu - szczególnie, że strony były wymieszane, a informacje dla obu stron inne i strona przeciwna nie miała ich znać. I co się stało ? większość NATO robiła sobie piknik zamiast walczyć. Dowódca rebeliantów miał widać większy posłuch u swoich "arabusów" niż dowódca armii i moimo moich usilnych starań by sytuację jakoś skorygował niestety nie udało mu się tego zrobić - i to absolutnie nie z jego winy. Po prostu NATO było na pikniku zamiast objąć swoją bazę wraz z terenem przyległym. Byłem świadkiem całej sytuacji i w pobliżu miejsca gdzie były dokumenty pojawiła się garstka lduzi z NATO, którzy zostali wybici do nogi. Potem przyszli rebelianci i zabrali co mieli zabrać. NATO zostało zdyskredytowane gdzyż dokumenty ukazały światu prawdziwe oblicze jego działań w Qualludży. I tyle. Zamiast paść się na placu trzeba było działać. Impreza była dobrowolna, a organizator nie odpowiada za chęci, umiejętności, zapał ani za zaangażowanie uczestników. My naprawdę się napracowaliśmy i staraliśmy się zrobić to tak by miało to ręce i nogi. Scenariusz miał wiele wątków i często sam nakłaniałem dowódców do zastosowania pewnych działań i możliwości będących w scenariuszu, o których czasem zapominali w ferworze walki. Wiem, że błędem moim było wprowadzenie przerwy, która spowodowała rozprężenie o ogólny chaos. Niestety nie jestem specjalistą od psychologii tłumu i nie wiedziałem jakie będą tego skutki. Jedyną głupotą, którą wprowadziłem w scenariuszu była to, że przeszukany rebeliant musiał udać się do respawnu i zasada ta została zmieniona od razu po rozpoczęciu gry. Tyle chciałem powiedzieć. Ja oceniam działania w Kłominie na swój sposób jako organizator, a nie jako gracz. Podczas gry nie zabiłem nikogo, strzeliłem sobie kilka razy w samoobronie i czas swój poświęciłem na organizację zabawy innym co było dla mnie interesującym i stresującym doświadczeniem (na dodatek robiłem to pierwszy raz). Pozdrawiam i dziękuję PA.
  14. Cybul - już myślałem, że ten nieszczęsny wątek jest najbardziej zaśmieconym w historii wmasg, a jednak można jeszcze z niego giełdę zrobić. Ja po zlocie mogę sprzedaż aega i cały ekwipunek poza spodniami i butami - jakby co to walcie do mnie jak w dym ;)
×