Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Trochę strategii - na duże zloty


Recommended Posts

Wszyscy trójmiejscy przedmówcy tak się rozpisują na temat łączności i zapominają że w końcu imprezy II wojenne w większości odbywają się bez tejże łączności lub przy jej znacznym ograniczeniu. Bynajmniej nie wpływa to specjalnie ujemnie na przebieg gry, a takie imprezki jak D-day gdzie strona aliancka rozpoczyna w kompletnej rozsypce tym bardziej to potwierdza.  

Oczywiście zdarza się że to czy owo nie pójdzie taj jak pójść miało, niemniej jednak czynnikiem decydującym jest wówczas sam człowiek i jego ekhm osobisty i na ogół dosyć specyficzny punkt widzenia na scenariusz oraz rozkazy które ma wykonać.

Dla mnie właśnie te strzelanki są dowodem ile dały nam radia. Na którymś D-Dayu 80% składu USmanów atakowało marginalny posterunek obsadzony 5-osobową załogą, a dowódca zrzucony dalej sam poszedl atakować główny punkt oporu (rzucił granat i bohatersko poległ) ;) Gdyby miał radio przywołałby do porządku swoich, a jak sie skończyło to wiadomo ;)
Link to post
Share on other sites
Dla mnie właśnie te strzelanki są dowodem ile dały nam radia. Na którymś D-Dayu 80% składu USmanów atakowało marginalny posterunek obsadzony 5-osobową załogą, a dowódca zrzucony dalej sam poszedl atakować główny punkt oporu (rzucił granat i bohatersko poległ)  Gdyby miał radio przywołałby do porządku swoich, a jak sie skończyło to wiadomo

 

No niby fakt, tylko że w tym przypadku niestety zawódł wspomniany czynnik ludzki /no bo po co iść aż tam gdzie nam kazano ot przycupniemy sobie w krzaczkach i będzie git/.

 

Dowódca zrzucony był dalej bo wiedział że nie może mieć wszystkiego w d....

 

Czy z radiem czy bez tego typu zachowania potrafią rozłożyć każde natarcie na każdej strzelance. Na szczęście konsekwentnie są piętnowane i choć nie personalnie to jednak powszechnym staje się wbijanie do głów że strzelankowy tumiwisizm szkodzi.

Link to post
Share on other sites

Ja się podpisuję rękami i nogami pod moimi kolegami z Tricity z racji tego, że też dowodzę. Ułożyć i przeprowadzić grę tak, aby nikt się nie nudził a jednocześnie żeby był klimat i odrobina realizmu to sztuka niemała. A i tak jakiś malkontent zawsze się znajdzie.

 

Z drugiej strony po to właśnie wyodrębniono sztaby z jednostek, aby spełniały one swoją funkcję. Jakby Pan Major miał latać za swoim wojskiem z kałachem, to cała idea nie miałaby sensu. W ajersofcie mniej więcej tak samo. A problem "nie po to mam karabin, żeby nie szczylać" będzie pojawiał się zawsze: u dowódców, medyków, łączników itd.

 

Proponuję chętnym iść za propozycja Thora, czyli wprowadzać stopniowo zmiany do dołu. Z praktyki wiem, że to jedyny sposób.

 

Pozdrawiam.

Link to post
Share on other sites
Witia jak sobie wyobrażasz organizowanie "strategicznego" podejścia do tematu na zlocie w którym bierze udział powiedzmy 200 osób, skoro te 200 osób to tak naprawde podzielone na dwie "wrogie" strony po 100 osób związki CZYSTO TAKTYCZNE. Jak sobie wyobrażasz organizowanie sztabu, zaplecza, i wszystkiego co tak naprawdę ledwo sięga poziomu STRATEGII mając do dyspozcji tak naprawdę ledwo dwie kompanie wojska ?? Czym chcesz na szczeblu strategicznym dowodzić i o czym decydować ??

 

Cały czas piszę o uproszczonych zasadach, do realizmu jeszcze daleko, ale to już krok naprzód w stosunku do zupełnego braku dowodzenia. Nie wychodźmy z założenia że skoro sztab i strategia przy 50 czy 100 osobach jest nierealny, to lepiej dajmy sobie spokój, pogodźmy się z chaosem i poprostu strzelajmy jakkolwiek.

 

Chcesz realizmu? wprowadzaj go od dołu. Np wymuś na swoich współgraczach używanie realcapów,

To już się udało. Ja osobiście używam real-capów, pozostali różnie, ale wszyscy przestrzegamy zasady strzelania wyłącznie krótkimi seriami lub pojedynczo. Odkąd ludzie zaczeli u nas tak strzelać, zużywają dużo mniej kulek przy takiej samej efektywności, a co ważniejsze nauczyli się celować przy pomocy przyrządów celowniczych (a nie po locie kulek).

Ale to OT.

Link to post
Share on other sites

Navy Seal napisał:

Zgadza się. Ale mimo takiego zachowania ludzi gdyby dowódca mógł wydawać rozkazy to by nakazał ominięcie punktu i nacieranie dalej, a był takiej możliwości pozbawiony.

 

wiesz dziwi mnie tylko jedno niby mówimy o realiźmie, gdzie tu jednak realizm skoro w chwili gdy w polu wyłączy ci się radio /realizm/ podwładnym bez nadzoru włączy się tumiwisizm /to też realizm? do pewnego stopnia być może, ale wszak nie na skalę znaną z niektórych imprez/

 

Dla mnie problemem nie są radia lub ich brak lecz ludzie, a właściwie podejście niektórych z nich

Link to post
Share on other sites
Wszyscy trójmiejscy przedmówcy tak się rozpisują na temat łączności i zapominają że w końcu imprezy II wojenne w większości odbywają się bez tejże łączności lub przy jej znacznym ograniczeniu. Bynajmniej nie wpływa to specjalnie ujemnie na przebieg gry, a takie imprezki jak D-day gdzie strona aliancka rozpoczyna w kompletnej rozsypce tym bardziej to potwierdza.  

Oczywiście zdarza się że to czy owo nie pójdzie taj jak pójść miało, niemniej jednak czynnikiem decydującym jest wówczas sam człowiek i jego ekhm osobisty i na ogół dosyć specyficzny punkt widzenia na scenariusz oraz rozkazy które ma wykonać.

Dla mnie właśnie te strzelanki są dowodem ile dały nam radia. Na którymś D-Dayu 80% składu USmanów atakowało marginalny posterunek obsadzony 5-osobową załogą, a dowódca zrzucony dalej sam poszedl atakować główny punkt oporu (rzucił granat i bohatersko poległ) ;) Gdyby miał radio przywołałby do porządku swoich, a jak sie skończyło to wiadomo ;)

Foka nie dowódca tylko człowiek z tą cho***** radiostacją na plecach i nie byle jaki bo Ja i próbowalem dołączyc do swoich.

Link to post
Share on other sites
pogodźmy się z chaosem i poprostu strzelajmy jakkolwiek.

 

Spokojnie :)

 

Tu nie chodzi o jak kolwiek ale o to na ile pozwalają nam realia na które składają się:

1) ilość ludzi biorących udział w imprezie (dla 20 osób zakąłdanie pseuda sztabu mija się z celem)

2) sprzęt który posiadamy (łączność, transport, itd)

3) podejście ludzi do kwestii oddania realizmu nie strikte pola walki, ale realizmu "zachowań" na polu walki. Chodzi o przede wszystkim chęć podporządkowania się dowodzącym i wykonywania ich rozkazów)

4) i założone realia imprezy. Czy to WWII czy wspólczesne pole walki a to stanowi o ogromnej różnicy w podejściu do wielu kwestii.

 

Kiedyś zacząłem grac w sieci w Operation Flashpoint. Zbierąło się kilkunastu luda tworzyli oddział i szli walczyć np z Norwegami, Czechami czy innymi po drugiej stronie kabla. Było fajnie, ale pop jakimś czasie zaczeło się myślenie: >fajnie ale gdyby tak zebrać z 50 osób ze dwa plutony piechoty, pluton albo dwa czołgów, śmigłowce wsparcia i kierowców z ciężarówkami i jeepami....< O dziwo dąło się kilka razy tak prawie było. No i następny krok w wymyślaniu: jeszcze żeby ktoś połączył z tą grą jakiegoś RTS-a żeby ktoś planował wydawał rozkazy a "my" byśmy walczyli. To byłby ideał. Tylko wtedy nagle uświadomiłem sobie że nie da rady zebrać 200 osób które wq jednym czasi esiądą do kompó i będą "oddani" grze w 100%. Dlaczego? Bo jeden pójdzie po piwo do kuchni, inny się odlać, innego dziewczyna wyciągnie na spacer a inny oleje rozkaz ataku na wroga bo chciał sprawdzić ile da się wycisnąć z Wyllys'a

 

Tak samo bywa w ASG :)

Link to post
Share on other sites

Ja tylko dodam że w tricity nie opłaca się nie wykonywac rozkazów.

Nieywkonanie rozkazu wiąże się z dostaniem zjebów od wszystkich nie tylko dowodzących, wyśmianiem na forum. A nastepnym razem na strzelance ze scenaruszem to przydzielą cię do noszenia radiostacji która waży 20 kilogramów. I odechce Ci się czegokolwiek.

Powiesz: - Nie. Usłyszysz -Spierdalaj. Założenia są proste

 

Ale ludzie którzy dowodzą siedza w tym znacznie dłużej od tych którzy są dowodzeni. I tu dochodzi jakiś "szacunek" winikający z tego że prawdopodobnie on wie lepiej jak to zrobić. Chuj że kaze mi wbec na most broniony przez 5 typa i ściągnąć rannych ale z doświadczenia wiem że komuś innemu kazał tych 5 typa z tamtąd wybić A jak zgine to wyśle po mnie następnego. ZUFANIE do DOWODZĄCYCH.

 

Ja jako ten od bieganie powiem tylko że to towarzycho co sie tu samo chwali odwala kawał dobrej roboty.

 

Pozdrawiam.

Link to post
Share on other sites
  • 5 months later...

Odgrzeję troche temat :) Obserwuje go od lutego i widze ze przycichł.

 

Od razu zastrzegam, ze w airsofcie prowadziłem grupy max 3-5 osobowe.

W życiu zawodowym trochę lepiej, bo mam za sobą projekt wykonywany przez ponad 100 osób. W wojsku, natomiast bywałem i to kilkakrotnie, ale ani razu nie miałem na sobie munduru :) Cywil ze mnie malowany albo jak kto woli z innego tematu "kanapowy komandos" jak nic. ;)

 

Z moich doświadczeń:

Zawsze przynajmniej 30% w ogóle nie słucha co mówi prowadzący tylko potem dopytuje się reszty co i jak i często dodatkowo dostaje przekręcone informacje.

Dwie - trzy osoby od samego początku mają swoją wizje i nigdy, przenigdy nie przestaną próbowac jej realizować - "bo tak jest lepiej".

Przy realizacji kazdego polecenia w jakiś 60-70% pomaga dorzucenie do "rozkazu" kilka słów uzasadnienia. Wiem, zajmuje to czas i kupe gadania dochodzi ale w praktyce się jednak często sprawdza. Prawdą jest też, że nie mam pojęcia jak to przełożyć na airsoft.

 

Co do komunikacji:

co mi w "sztabie" po informacji sprzed 10 minut skoro sytuacja się zdążyła zmienić o 180 stopni ?

Czy ktoś próbował używac komórek. Np. samych SMS-ów jako krótkich informacji kodowanych niby via satelita?

Drugie pytanie - czy taki sztab do dalekiej komunikacji mógł by używać CB? W terenie taki Grabi biegał by z drugim zestawem i akumulatorem na plecach ale nie było by to "kartonowe" radio (o ile dobrze zrozumiałem).

Link to post
Share on other sites

Co do komunikacji pracuje się na wszystkim co się ma i co jest danej chwili potrzebne. PMR, FRS GSM, CB, zmotoryzowani gońcy/łącznicy. Cztery ostatnie metody (wym. wg zasięgu i możliwości operowania w zróżnicowanym terenie) są jedynymi możliwymi jeśli działa się kilkuset (i więcej) hektarach, a nie na 30 arach. I owszem, robiło się....

 

Pozdrawiam

KZ

 

PS Nie chcąc odgrzewać głównego wątku, tylko dwa zdania. Problem dowodzenia, koordynacji itp. rozwiązuje jedna funkcja - "kaprale" - którzy dysponująć wiedzą o "taktyce na kulki" jednocześnie skutecznie wezmą towarzystwo za pysk (komu się nie podoba: rozstrzelać; jak dalej się nie podoba: won). A, że to o czym pisze jest na dziś awykonalne ...życie.

Link to post
Share on other sites
Tak' date=' choćby na 48h... Nie pytaj jak wyszło to jednej ze stron [/quote']

 

Już wiem, ale tam mielismy jednego dowódce na stronę komunikującego sie z TOC, który zdaje się nie znał podstawowych założeń tego kto całość wymyślił.

Ja rozważam po jednej na zespół. Masz np. obowiązek co 30 min wysłac sms z namiarami twojej pozycji a w bazie jest jeden oddzielny człowiek który tylko nanosi to na mapę dowódcy...

Link to post
Share on other sites
Ja rozważam po jednej na zespół. Masz np. obowiązek co 30 min wysłac sms z namiarami twojej pozycji a w bazie jest jeden oddzielny człowiek który tylko nanosi to na mapę dowódcy...

 

To jak rozwiążeszkwestię "nanoszenia" i udziału dowódcy to sprawa indywidualna dla dowodzącego daną stroną.

 

Kwestia znajomości czy nie założeń "tego co wymyślił scenar" nie ma tu nic do rzeczy z tej prostej przyczyny, że aby zbliżyć się do realnych działań nigdy dowódca nie pozna "scenara" tylko będzie dostawał odpoiwednie meldunki/zadania vis satelita z dowództwa które będą ewoluowały w zgodzie z podanymi przez niego "efektami" działań w polu.

 

Więc jeżeli np organizując grę założymy że strona "A" ma znaleźć elementy satelity i wykraść jego "czarną skrzynkę" z obozu strony "B", to dowódca strony "A" nie dostanie nigdy tych informacji.

Po osiągnięciu "LZ" dostanie rozkaz rozpoznania terenu w jakimś obszarze i założenie bazy bądź przeprowadzenie poszukiwań satelity. Jeżeli zamleduje że jego ludzie znaleźli satelitę musi zameldować że brakuje "czegoś" dopiero po takiej informacji można uruchomić częśc następną rozkazem zlokalizowania zaginionej części. Jeżeli natknie sie w trakcie poszukiwań na obóz wroga powinien sam wpaść na pomysł sprawdzenia czy nie ma w nim "zguby" jeżeli nie wpadnie to dowództwo może rzucić rozkaz infiltracji wrogiej bazy w celu odnalezienia części. ITD.

 

Wieć nie ma potrzeby podawania żadnych założeń "gry" przed ani w trakcie wszystko powinno się rozwijać samo "naturalnie". Ktoś kto robi za dowództwo i wysyła rozkazy/przyjmuje dane z "pola" powinien znać założenia scenara i tylko on powinien mieć możliwość ustawiania odpowiednio "wydarzeń" żeby zrealizować scenar.

Link to post
Share on other sites

Ok popisałem sobie w trochę innym kierunku nie w strone "komunikacji" ale w stronę organizacji dowodzenia na szczeblu dówdcy cąłej grupy.

 

Co do komunikacji jedna komórka miała zapewnić łączność z TOC kwestię organizacji łaczności na szczeblu pododdziałów w terenie i koordynowania jej w "bazie" to chyba każdy powinien sobie sam zapewnić.

 

Jak na większa imprezę wybierasz się całym swoim oddziałem to normalne że powinieneś zadbac o łączność wewnątrz oddziąłu. Jeżeli uważasz za potrzebną łącznośc poza oddział z dowódcą grupy/strony to na miejscu bądź wczesnej powinieneś sobie tą sprawe załatwić.

 

Gwarantuje że jeżeli organizując większa imprezę zapewnisz środki łaczności to i tak jeżeli ktoś nie bedzie miał ochoty, pomysłu, i innych takich nic Ci nie da sam sprzęt.

 

Co do "techniki" CB radio ?? Ok ale w terenie miejskim o powierzchni do 1Ha albo na pustyni bo niestety w terenie typu "okolice BożegoPola" żadne standardowe CB nie pociągnię łączności powyżej 0,5-1 km.

 

Co do SMSów i telefonów na w/w terenie telefony "normalnie" funkcjonowały w kilku miejscach które były przeznaczone własnie na punkty łączności więc próby słania sms-ów z "pola" i tak szlag by trafił.

 

Sama kwestia słania SMSa jako łaczności taktycznej w czasie np. kontaktu z wrogiem tez jest bez sensu bo albo piszesz smsa będąc trupem, albo piszesz go po "akcji" bo w trakcie to raczej walczysz a nie klepiesz w klawiature :)

 

Niestety prawda jest taka że aby zapewnić łacznośc poszczególnych operujących w terenie oddziałów musiałbyś zainwestować kupę kasy w porządny sprzęt radiowy (w zasadzie tylko wojskowy-nie legalny). a to jest już jakiś problem bo nie każdy ma nawet głupie PMRki. Będziesz chciął kiedyś sprawdzić czy CB się nada no problem mogę Ci załatwić w każdej chwili 5 sztuk "ręczniaków" o mocy 4W tylko trzeba kupić akku bo mi szkoda kasy na tyle tego :D

 

Pozdro

Link to post
Share on other sites
Co do komunikacji jedna komórka miała zapewnić łączność z TOC kwestię organizacji łaczności na szczeblu pododdziałów w terenie i koordynowania jej w "bazie" to chyba każdy powinien sobie sam zapewnić.
wczesnej powinieneś sobie tą sprawe załatwić.

 

Jest to dla mnie oczywiste. _thor ja nie mam zamiaru nic krytykować!

Rozważam coś i dlatego się pytam co myślicie. Si?

 

Gwarantuje że jeżeli organizując większa imprezę zapewnisz środki łaczności to i tak jeżeli ktoś nie bedzie miał ochoty, pomysłu, i innych takich nic Ci nie da sam sprzęt.

 

wiem...

 

 

Co do SMSów i telefonów na w/w terenie telefony "normalnie" funkcjonowały w kilku miejscach które były przeznaczone własnie na punkty łączności więc próby słania sms-ów z "pola" i tak szlag by trafił.

 

TPK jest trochę lepiej pokryte niż Boże Pole... a raczej nad takim terenem sie zastanawiam.

 

 

Sama kwestia słania SMSa jako łaczności taktycznej w czasie np. kontaktu z wrogiem tez jest bez sensu bo albo piszesz smsa będąc trupem, albo piszesz go po "akcji" bo w trakcie to raczej walczysz a nie klepiesz w klawiature

 

A z tym się akurat nie zgodze, chyba, że masz na myśli oddział 3-5 osób. Większa grupa jest przecież inaczej zorganizowana. Jest radioman, jest dowódca itd. Każdy ma swoje funkcje. Człowiek z radiem przecież nie sieje z broni maszynowej wspierającej oddział, bo z zasady takiej nie ma. On ma inną funkcję. Oczywiście są sytuacje kiedy nie ma czasu na nic poza zmienianiem magazynków na kolejne, ale podanie swojej pozycji lub wezwanie wsparcia przy kontakcie z wrogiem bywa nie raz dla oddziału zbawienne. Myle się?

 

mogę Ci załatwić w każdej chwili 5 sztuk "ręczniaków" o mocy 4W tylko trzeba kupić akku bo mi szkoda kasy na tyle tego

Nie wykluczam, że skorzystamy. :) U nas Albi jest od spraw radiowych i pewnie dla samego przekonania się jak to będzie chulać będziemy się z czasem uśmiechać. Si? :)

 

Pozdro 4 U 2 ;)

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
×
×
  • Create New...