Jump to content

Kuba

Użytkownik
  • Posts

    1,854
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kuba

  1. Załóżmy, że odsłużyłem swoje w armii Niemiec, czy to daje mi moralne prawo rugania dzieciaków, czy rybaków, co biegają we fleku, albo mają replikę G36, na którą ja musiałem ciężko zapracować? Nawet w El Paso, kpiarza od kpa odróżnia kilka rzeczy. Umiejętność czytania ze zrozumieniem jest jedną z nich. Dyskusja w tym wątku nie traktuje o noszeniu wojskowych skarpet. Ta dyskusja dotyczy noszenia regulaminowego nakrycia głowy SZ RP, wraz z orłem wojskowym. W naszym kraju ma ono określone i zakorzenione znaczenie - zarówno w sferze symbolicznej jak i prawnej. Jednak - skoro zrozumienie tego najwyraźniej przekracza Twoje skromne możliwości - wyobraź sobie, że po El Paso biega sobie gówniarz z gwiazdą szeryfa na klacie. :icon_wink: Pomijając kwestie prawne, istota tkwi jednak Arturze w "obszyciu". Tzw. goły beret, przestaje identyfikować użytkownika z określoną formacją. Jest on także zdecydowanie mniej rozpoznawalny społecznie.
  2. Nie mam zamiaru podejmowania z Tobą polemiki. Powody wyłożyłem chyba jasno - niestety, nie kwalifikujesz się nawet do tego aby być publicznie flekowanym. Skoro jednak masz problemy z pamięcią i słowami, których używasz: A dla przypomnienia:
  3. Przyjacielu - chyba pomyliłeś fora. Swoje sympatie i antypatie polityczne demonstruj gdzie indziej. To nie jest miejsce po temu. Natomiast do treści kolejnego Twojego posta (delikatnie mówiąc, dość obcesowego) nie będę się odnosił. Ponieważ, o ile można się różnić w poglądach na pewne sprawy, to dyskusja o tym możliwa jest jedynie między osobami reprezentującymi pewien poziom umysłowy. Lektura Twoich wypowiedzi w tym wątku świadczy, że Ty się do nich nie zaliczasz.
  4. Zastanawiające, że takie wątki pojawiają się kiedy dzieci nie muszą iść do szkoły. Cała ta dyskusja sprowadza się do dwóch pytań: I. Po co (ale tak szczerze), nosić nakrycie głowy z orłem wojskowym? II. Dlaczego ograniczać się do beretu z orzełkiem, skoro można sobie przypiąć Virtuti Militari? Niedawno były święta, z litości odpuszczę niektórym z kolegów komentowanie bredni jakie tu powypisywali. Dziś modnie jest być "fajnopolakiem" ale jakieś granice, gdzieś być powinny. Szacunek do munduru to nie relacja do kroju kieszeni czy układu cętek. To szacunek do państwa, które reprezentują noszące go osoby. To szacunek dla ludzi, którzy w służbie nam wszystkim przysięgają "krwi własnej ani życia nie szczędzić". I nie wiem co mocniej można utożsamić z takim rozumieniem, jeśli nie orzełka na czapce. Orzełka polskiego - nie pisowskiego ani platformerskiego. To przykre, że niektórzy z nas tego nie rozumieją. Przykre, że niektórzy z piewców "róbta co chceta" sprowadzają tę dyskusję na poziom knajacki. Choć to również dość symptomatyczne. I czasem zaczynam się zastanawiać, czy odpowiedzią na pewien stopień dezynwoltury może być jeszcze cokolwiek innego, niż walenie w mordy? Do wyrażenie patriotyzmu może służyć wiele rzeczy - niekoniecznie trzeba się posługiwać w tym celu orłem wojskowym. Szczególnie, że można się spotkać z ludźmi, którzy noszą go na co dzień. A byłem świadkiem sytuacji, gdy pewien delikwent został "poproszony" o zdjęcie bordowego beretu, w którym radośnie paradował...
  5. Chyba Ci się wodze pomyliły, Kolego. Ja udzieliłem odpowiedzi na Twoje pytanie. Natomiast posty skasował moderator (albo inny funkcjonariusz wmasg). Pojaśnia się coś?
  6. Bo polityka portalu jest taka, że nie zamieszcza się tu informacji nt pirotechnicznych samoróbek/przeróbek. A Ty nie masz wystarczających ZiPów, żeby dołączyć do wyjątków w tej mierze...
  7. Bo od jakiegoś czasu obrót nimi w PL jest koncesjonowany...
  8. Jakich osobistych przepychanek? Zresztą wypowiedź mojego interlokutora (skierowana wprost in personam), nadal w wątku wisi, więc o co chodzi? Ale jeżeli znów (nb. wybiórczo) dopatrzono się mowy nienawiści, to odpowiem inaczej: To jest forum o milsimie. I skoro udajemy wielkich twardzieli, siedzimy w lesie po 6-8 godzin (a niektórzy nawet 32), to wskazania aby (cyt.) "nikomu nie odbierac przyjemności z tego co robi", są nieporozumieniem. Szczególnie jeśli stanowią reakcję na komentarz określonych postaw wyrażony na forum (sic!). Jeśli dziś komuś nie można powiedzieć na forum, że subiektywnie uważa się jego pomysły za głupie - to co będzie jutro, kiedy osoba o takim podejściu trafi do niewoli i będzie przesłuchiwana - popłacze się? Co będzie kiedy dostanie rozkaz, który odbierze jej przyjemność z tego co robi - pojedzie do domu? Nie róbmy sobie jaj i zostawmy pluszowy airsoft odstawmy przed wejściem do tego działu...
  9. Ad. bl0od. Pieniactwem jest Twój post, który napisałeś mimo solennej obietnicy nie kontynuowania dyskusji ze mną. Jedynie po to by rzucić w moja stronę parę epitetów. Ale gratuluję konsekwencji. Szczególnie, że rżniesz głupa pod postem, w którym zostały dosłownie przytoczone wypowiedzi, których znaczenie "twórczo przekształcasz". Ad. Dexter. On napisał tak celowo (co zaraz "udowodni") . To taki szpas był - kaduceusz zobowiązuje... ;)
  10. Podawane przeze mnie przykłady są zaczerpnięte z życia. Ale rozumiem, że jeśli Twoje teorie nie zgadzają się z faktami, to tym gorzej dla faktów. To ja wklejałem tu obrazki? To ja pobredzam trzy po trzy? Bo chyba jednak Ty. Najpierw napisałeś coś zanim pomyślałeś, a przyłapany usiłujesz wykręcić kota do góry ogonem. Ty sam dokonałeś podziału rykoszetów, na "mające rację bytu" i nie: Co było odpowiedzią na mój post: Dlatego powtórzę - dlaczego jeden rykoszet się liczy ("ma rację bytu"), a inny nie? Jakie kryterium podziału stosujesz? A przecież sam wcześniej napisałeś: Więc jak to w końcu jest? Liczą się wszystkie rykoszety, czy tylko niektóre? Bo sam sobie przeczysz. To ja mam podawać przykłady na potwierdzenie Twoich wizji? Nie pomyliło się coś? A o tym czy coś jest sensowne czy nie, można wypowiedzieć się merytorycznie - czego uporczywie unikasz... ...ponieważ najwyraźniej nie umiesz odpowiedzieć na te proste pytania, które Ci zadawałem. Potrafisz za to biegle określać wypowiedzi innych jako komiczne, absurdalne, itp. Czyżbyś zamierzał zostać trefnisiem? EDIT: Dread mnie ubiegł. :icon_wink:
  11. Niepewność? Czego? Gra i tak skończy się najdalej w Nd wieczorem, bo w Pn wszyscy muszą być w robocie... Mylisz czas trwania gry z założeniami i mechanika gry. To o czym mówisz to definiowanie gry przez cele, które mają być osiągnięte do zakończenia gry. Jeśli osiągam cel wcześniej niż planowany koniec gry, to po prostu wycofuję się z jej terenu i otwieram piwo. I właśnie dlatego jeśli gra ma trwać 48 godzin, to się to pisze wołami, na samym wstępie. Żeby każdy wiedział na co się pisze. Odstaw filmy i wróć do rzeczywistości. Tu ludzie pracują, uczą się, mają rodziny i masę innych, codziennych obowiązków. A nikt nie będzie "z góry" brał w pracy urlopu na żądanie z tego powodu, że gra może się skończyć w niedzielę późną nocą - o ile nie skończy się w sobotę popołudniu. Poza tym masz oryginalny sposób postrzegania tej zabawy. Przypomina mi się pewna osoba, dla której wyznacznikiem udanego milsimu było to, że zmokła si się zmęczyła. Cóż - ja jestem człowiekiem wygodnym i nie widzę potrzeby wyjeżdżania na grę dla czegoś, co mogę osiągnąć wchodząc w sprzęcie pod prysznic i robiąc parę pompek w domu. I dlatego dla mnie "fantastyczne" jest to, że - tak jak w tzw. "realu" - można zadanie zaplanować i przygotować tak, żeby zminimalizować wszelkiej maści "niepewności"...
  12. To akurat nie jest skomplikowane i nazywa się domniemaniem bycia trafionym. Czyli schodzę po każdym uderzeniu kulki - chyba, że mam 100 % pewności (tj. ja widzę albo ktoś obok widział) że trafienie było ewidentnym rykoszetem. Co jest tyleż proste, co incydentalne.
  13. Doskonale zrozumiałem przyjacielu - za to Ty nie zrozumiałeś (lub udajesz, że nie rozumiesz) tego co napisałem w odpowiedzi. Zacznijmy od tego co napisałeś teraz: I poprzednio: I teraz wyjaśnij proszę czy wg Ciebie (cyt.) "ma rację bytu" rykoszet kulki np. od drzewa, w którym pocisk z broni palnej po prostu by utkwił? Albo, skoro taki z Ciebie fizyk, może stań twarzą do ściany i strzel w tę ścianę z repliki. Prawda, że kulka zachowa się dokładnie tak samo jak pocisk z broni palnej? Czy może nagle zmieniłeś zdanie? :hahaha: AS to zabawa w wojnę, a nie wojna. Cały trick polega na tym, żeby używać zdrowego rozsądku. I tak powszechnie przyjęło się, że każde trafienie kulką eliminuje - także to w oporządzenie. Mało realistyczne. Ale za to grywalne i proste. Podobnie kulka, która ~zachowuje kierunek w jakim ją wystrzelono, zawsze eliminuje - a fantastyczne odbicia, nie. Bo to grywalne i proste, a AS to nie bilard (który zresztą jest lepszym punktem odniesienia do opisywania ww. rykoszetów, niż balistyka broni palnej). Ale jeśli chcesz schodzić od kulki która Cię minie, odbije się od drzewa i uderzy Cię w plecy - to masz do tego prawo. Masz również prawo uznać się za zabitego, gdy ktoś puści serię w drewniane drzwi, za którymi stoisz (broń palna by je przecież przebiła). Dokładnie takie samo prawo do irracjonalnych zachowań ma Wiśnia. I wszyscy są szczęśliwi... Zanim zaczniesz filozować, poucz się jeszcze polskiego: http://sjp.pwn.pl/sl.../2485442/nabój http://sjp.pwn.pl/szukaj/pocisk Kiedyś ludzie w całej Polsce bawili się tak jak my. Ale jak widzę po tym wątku, od czasu ostatniego ZMASG-u, gdzieniegdzie gimbusy zaczęły wprowadzać coś nowego
  14. Przyjacielu - w AS (prawie) wszystko ma prawo bytu - możesz się nawet umówić na używanie mieczy świetlnych. Natomiast kulka po trafieniu w przeszkodę nie zachowuje się tak jak pocisk z broni palnej. Chyba,że wykażesz, że zgodnie z prawami fizyki jest inaczej. Co więcej - kulka odbija się od przeszkód, które pocisk penetrowałby (lub które spowodowałyby jego odkształcenie). Dlatego - nie. Rykoszety w AS nie służą tzw. realizmowi. Bo kulka - w każdym aspekcie - zachowuje się inaczej niż pocisk, M.in. dlatego zużywamy tych kulek więcej, niż w analogicznych sytuacjach zużyto by amunicji do broni palnej. Gdybyśmy chcieli schodzić po trafieniu każdą kulką trzykrotnie odbitą od podłogi i sufitu - gra byłaby farsą. Czego oczywiście nikomu nie bronię... Natomiast cała ta kwestia jest (cyt.) "kosmiczna". Od lat jest ogólnie przyjęte, że trafieniem jest każde uderzenie kulki przez niewystarczająca zasłonę. Jeśli zasłonię się kartka papieru, a kulka ja przebije i mnie trafi, to "nie żyję". Jeśli stanę za krzaczkiem i choćby jedna kulka z serii mnie dosięgnie - "nie żyję". Ale jeśli kulka lecąca w zupełnie inną stronę odbije się od drzewa obok i spadnie mi na kapelusz, to nie ma to żadnego znaczenia. Oczywiście pod warunkiem, że to widziałem - bo w każdym innym wypadku mam obowiązek uznać się za trafionego... Prawda, że proste? Po co filozować?
  15. Ile razy na milsimie strzelałeś z PK albo wykonywałeś natarcie na BWP-ach? Myślę, że czas rozpoczęcia i zakończenia gry jest istotną wskazówką, pozwalającą ustalić ile czasu należy zarezerwować sobie na uczestnictwo w niej, zorganizować transport, etc.
  16. Będę zgadywał, "pani prawnik" to radca prawny? Praktyki w różnych sądach mogą być odmienne. Ale jeśli stawiennictwo jest obowiązkowe, to zwolnić może z niego tylko sąd, który dokonał wezwania. Wniosek o przesłuchanie w drodze pomocy prawnej to jedno. A oświadczenie sądowi, że się go ma w... to jednak coś innego.
  17. Z tego co wiem na razie pracuje nad końcem świata - a potem się okaże. ;) Jeśli chodzi o to jakich jego mosfetów używam (poza tym, że z hamulcem) to nie ma pojęcia - ja tam nie ogarniam jego modeli i generacji. Jak zobaczy to niech sam, napisze..
  18. Bo po upadku Francji nie było sensu "nastawiać się na konfrontację". Niezbyt popularne były też pomysły szerszego wspomagania wysiłku wojennego sowietów (KPP pomijam). Realny zysk dla Polski był z tego żaden, a cena (represje) ogromna. Szkoda, że takiej kalkulacji zabrakło później. A i dziś, w razie bratniej wizyty zza Buga, potrzebni będą nie niedzielni komandosi, uzbrojeni w "ajdiki" z proszku do pieczenia i kinderniespodzianek oraz miotacze ognia z dezodorantów za 4, 20. Lecz smutni panowie, którzy od czasu do czasu zapukają do drzwi tego i owego oznajmiając mu, że wyrokiem sądu... ;) Ale to też nie jest robota dla W 11.
  19. I to jest właściwa koncepcja. :) A poważnie, wystarczy poszukać, aby bardzo szybko znaleźć różne "wzory". Bardziej lub mniej złożone - obce lub własne. Np.: link 1, link 2 .
  20. Czując się niejako wywołany... Posiadamy (jako broń zespołową, par excellence :) ) minisa, który od ~2 lat ma mosfet Kicpy, z hamulcem. Ale niedawno Kicpa dał mi nowy, bez hamulca i kazał wymienić. ;) W każdym razie, o ile jest używany, to raczej się go nie oszczędza (w końcu jak coś jest wszystkich, to tak jakby było niczyje ;) ) i żadnych usterek związanych mosfetem ani przez niego wywołanych/współpowodowanych, nie odnotowałem. Natomiast poprawiła się tzw. kultura pracy km-u -szybkostrzelność jest większa i nie trzeba co 2 m-ce wymieniać kostki stykowej na nową.
  21. Bo może warto sobie powiedzieć m.in.) dlaczego, AK przez większość okupacji nie prowadziła (w ramach posiadanych możliwości) szerszej działalności w zakresie bezpośredniej walki z Niemcami?
  22. Kolego - a potrafisz Ty odróżnic straty w ogólnosci od strat w zabitych i zmarłych z ran? Bo chyba nie. Podobnie jak nie potrafisz powstrzymac się od zaangazowanych komentarzy i spekulacji, które niezaleznie od braków merytorycznych, dezawuują wiarygodnośc głoszownych (wyznawanych?) przez Ciebie tez. Oficjalne dane niemieckie za wrzesień 1939, mogą nie uwzględniać zmarłych z ran, w późniejszym czasie. Ale nijak nie widzę możliwości przekroczenia - nawet po doliczeniu tych 29 Słowaków - 20 tyś. zabitych i zmarłych. ;-) Problem natomiast polega na tym, czy mówimy o zabitych i zmarłych, czy o stratach bezpowrotnych - wliczając rannych, którzy w wyniku doznanych obrażeń zostali zwolnieni ze służby. Jednak nawet w tym wypadku liczba 30 tyś. wydaje się fantastyczna. Jeżeli jednak istnieją jakieś źródła w postaci dokumentów (a nie opinii i szacunków) albo jakiekolwiek dowody choćby uprawdopodabniające niewiarygodność dokumentów dotychczas branych za podstawę szacunków dot. ww. strat - to z chęcią się o tym dowiem. Natomiast ostrożność trzeba zachować obliczając straty strony polskiej, w zakresie w jakim wliczamy do nich (lub nie) straty poniesione w walkach z sowietami, ale to inna rzecz.
  23. Rozumiem, że nie wliczasz w to tych prawie 6 milionów sowietów, w niewoli niemieckiej i 3 miliony Niemców w niewoli sowieckiej I nie wiesz o tym, że na froncie wschodnim poległo niecałe 3 mln. Niemców (wg OKW po milionie, zabitych oraz jeńców i zaginionych - do końca kwietnia 1945)?, oraz (co najmniej - ciężko o miarodajne źródła) 6 mln. sowietów - a więc stosunek wynosi po ~1:1 (z opcją na większa ilość poległych sowietów). Oczywiście - na froncie zachodnim analogiczny stosunek dla Niemców (wg ww. danych OKW) wynosił 1:4, co stanowi różnicę. Jednak powyższe dane w żadnej mierze nie uzasadniają postawionej przez Ciebie tezy. Zresztą odnoszę wrażenie, że formułowałeś ją raczej na gruncie tzw. kultury popularnej, niż jakichkolwiek źródeł. Prawda? Więc może nie recenzuj "zachodnich historyków"... Po pierwsze w tym czasie na praskim brzegu Wisły nie stali jankesi. Dla Niemców to był front wschodni. Po drugie, powstanie trwało dwa miesiące. Czyli z grubsza tyle samo co cała operacja Bagration. A clou kwestii powstania nie polega na liczbie strat po stronie niemieckiej ale na tym, że stosunek strat kombatantów wynosił 1:10. Zgadnij na czyją korzyść? Co byłoby może do zaakceptowania, gdyby nie skończyło się ono klęską. Natomiast straty wśród ludności cywilnej i materialne były nie do zaakceptowania (z góry uprzedzam: nie mam zamiaru dyskutować o zasadności/bezzasadności decyzji o wybuchu PW itp.). A to zdanie wyrobiłeś sobie na podstawie jakichś rzeczowych przemyśleń, czy też "skopiowałeś" z dyskursu medialnego? Bo owszem, MW jest nam potrzebna - pytanie tylko jaka? Odpowiedzi nie potrafimy sobie udzielić, bodaj od rozwiązania UW. Wszak Kobbeny czy OHP-y nadają się de facto jedynie do podtrzymania ciągłości kadr. Tylko, że zdefiniowanie roli MW w strategii obronnej państwa wymaga ujęcia systemowego i zaczyna się gdzieś w rejonie gazoportu... Jak rozumiem, nie zgadzasz się z moją (i nie tylko) tezą, jakoby nie dało się w naszych warunkach geopolitycznych, budować strategii obronnej w oparciu o odstraszanie wizją wojny ludowej Wiem, że tow. Mao uczy , że: "Decydującym czynnikiem jest człowiek, nie zaś rzecz". Byłbym jednak wdzięczny, gdybyś swoją niezgodę wyraził argumentami merytorycznymi, a nie sloganami. EDIT: Moim prywatnym zdaniem, skompromitowali to się w 1940 Włosi w Grecji i Francuzi u siebie. A i to nie tak do końca. Ale oczywiście zawsze możesz opisać te kompromitacje naszej armii, Z chęcią zgłębię swoją wiedzę. Bo pomijając błędy na poziomie operacyjnym (w którym to kontekście warto przyjrzeć się też np. Francuzom w 1940), armię mieliśmy na skalę naszych możliwości (nie odbiegającą od przeciętnej europejskiej ówczesnego czasu). W warunkach w jakich przyszło jej walczyć- biła się dobrze (zwrot zaczepny Kutrzeby, walki odwrotowe Armii Kraków, etc.). I mogła bić się dłużej (choć wyłącznie o czas), gdyby nie sowiety. To zdaje się, czy mówią? Jeśli masz na myśli kombatantów, to podaj źródło - bo to dość ciekawe...
  24. Wukasz – czym innym jest obrona całego terytorium w masowym konflikcie konwencjonalnym, do czego faktycznie, mało państw jest zdolnych (w gigantycznym uproszczeniu, z jakiegoś powodu powstało NATO) - a czym innym jest konflikt lokalny (s. largissimo). Rosyjska interwencja w Gruzji nie wzięła się znikąd (jakaś zdalnie sterowana, mini reaktywacja UPA jest do pomyślenia :icon_wink: ). Natomiast opieranie doktryny obronnej na „nieopłacalności okupacji” jest irracjonalne. Choć pogląd ten cieszy się wielka popularnością wśród rzeszy kanapowych komandosów. Natomiast nie można go lekceważyć jako jednego z czynników ewentualnego konfliktu konwencjonalnego. W szczególności w wymiarze ‘mikro” – w jakim może on skłaniać potencjalnego przeciwnika do omijania rejonów zurbanizowanych, w trakcie ew. agresji. Bowiem nie ulega wątpliwości, że lepiej mieć miasto bronione przez OT, niż niebronione w ogóle. W szerszej skali może to do pewnego stopnia ograniczać przeciwnika i odciążać od zadań drugorzędnych własne („zasadnicze”) siły zbrojne. I to moim zdaniem jest realne pole do rozważań. Natomiast opowieści o potencjalnej partyzantce w konflikcie o którego uwarunkowaniach nic nie wiemy (nawet teoretycznie – gdyż nie zostało to określone), to fantasmagorie dzieci chcących być żołnierzami z z przysłowiowego obrazka. Ergo – wracając do tematu, działalność taka jak omawiana w wątku, jak najbardziej „tak”. Ale dla realizowania określonych celów czasu P – a nie amatorskiego zastępowania SZ RP w czasie W. Bo - nie wątpiąc, ze takie „oddziały partyzanckie” dałyby z siebie wszystko - obawiam się, że НТВ pokazywałaby z tego głównie krew i flaki...
  25. Nie ta kultura, nie te zwyczaje. Polska jest krajem, w którym kultura posiadania broni skończyła się w dobie rozbiorowej. Zresztą od tamtej pory "selekcja" elit jest raczej negatywna, a społeczeństwo stawia się w opozycji do państwa. Wyobrażasz sobie jak u nas wyglądałyby manifestacje np. górników, gdyby co piaty z nich miał w domu broń automatyczną ? :icon_wink: Tu nie może być żadnych odniesień do Szwajcarów. Zresztą w tej mierze są oni raczej wyjątkiem światowym (nie zapominajmy też o geograficznych oraz politycznych uwarunkowaniach bezpieczeństwa tego kraju). Zresztą gdzieś od końca XIX wieku, walkę prowadzi się w przeważającej mierze tzw. sprzętem ciężkim, a nie karabinami. Również w warunkach nieregularnych małokalibrowa broń strzelecka odgrywa mniejsze znaczenie, niż np. improwizowane urządzenia wybuchowe. A rozwiązaniem dla nas - obok silnej armii zawodowej (150 tyś. nie wydaje się miarą zawyżoną), jest system powszechnego przysposobienia obronnego (celowo nie piszę o ZSW), zapewniający elementarne wyszkolenie (w tym przez okresowe ćwiczenia) większości obywateli. Wraz z odpowiednimi strukturami OT (kadra i środki techniczne), choćby półzawodowej (byle nie żadne NSRy) - w razie "W" uzupełnianej z poboru powszechnego (etaty niebojowe) i pełniącej role pomocnicze wobec "wojska liniowego". A nie stanowiące „przedszkole” do prawdziwej armii i źródło uzupełnień dla niej. Bo to pierwsze z powodzeniem mogą robić –poważnie traktowane i odpowiednio nadzorowane - organizacje pozarządowe oraz system kształcenia powszechnego (np. klasy wojskowe), a to drugie powinni stanowić przede wszystkim wyszkoleni rezerwiści, po zakończonych kontraktach w formacjach zawodowych (celowniczego Leoparda nie wyszkoli się na weekendowych kursach). EDIT: Ale w Iraku nikt nie prowadził zmasowanego ostrzału miast z BM21. Co w Czeczenii sie zdarzało. Kwestia otwartej walki z agresorem, podejmowanej przez formacje partyzanckie, w warunkach miejskich - to tylko kwestia projekcji siły, na jaką może sobie pozwolić agresor. Parafrazując stary dowcip - o ile najlepszymi jungle - fighterami są amerykanie, bo przed walka po prostu usuwają dżunglę, to tytuł najlepszych urban - fighterów należy przyznać radianom - oni są w stanie bez mrugnięcia okiem usuwać całe miasta. :icon_wink: Natomiast możliwość zwalczenia tzw. partyzantki miejskiej zależy w głównej mierze od sprawności służb wywiadowczych i stosowanych metod. Amerykanie nie mogli sobie pozwolić na dowolne i masowe zamykanie Irakijczyków w obozach filtracyjnych. Nie mieli też zbyt silnej agentury ulokowanej w Iraku oraz byli obcy kulturowo dla tamtejszych społeczności.
×
×
  • Create New...