Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Kolba_DK

Użytkownik
  • Content Count

    259
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

2995 profile views
  1. Szanowni Państwo! Teraz moja kolej na pytanie: kupiłem filcowe podkładki na ramiona (ostatnio pojawiły się w sklepie ns "N" w baaaardzo rozsądnej cenie). Nawet dość grube (choć nie jestem pewien, czy wystarczająco) no i ogólnie rzecz biorąc, z uwagi właśnie na rzeczoną grubość pojawił się problem: są one dość mało elastyczne... Czy trzeba je jakoś zmiękczać, ułożyć w jakiejś formie, czy z czasem przejdzie im niechęć do współpracy?
  2. Też mogę użyczyć gimnastiorki (tylko dużej); no, chyba, że mój młody zdecyduje się przyjechać, a na to się nie zanosi.
  3. Strasznie długi ten opis, ale przeczytam w całości (jak nigdy.... no, niemal). Tak czy inaczej - stawiam się na wezwanie tow. Stalina niezawodnie Strzelec Kolba - melduje się na rozkaz
  4. Pomijając okres wakacyjny, gdzie nie mam pola manewru (HQ może mi plecak wystawić za drzwi okopu - czy jakoś tak) staję na uszach, żeby dotrzeć na imprezy - i niemal zawsze mi się udaje
  5. Przełom lipca i sierpnia niestety będę nieosiągalny :-(
  6. Cortes - przyjmuję wytyk o czytaniu, ale tam jest tak dużo literek... Z częścią Twoich spostrzeżeń się zgadzam, z częścią nie do końca (jeżeli planujemy obserwację Niemców, którzy za każdym razem, kiedy ich widziałem byli w liczbie znacznie przewyższającej nasz oddział, to raczej nie robi się tego całym oddziałem, narażając go na zniszczenie, lecz małym patrolem - przy naszej liczebności powinien to być 1 żołnierz, ale w razie jego śmierci nie miałby kto poinformować dowódcy, że musi napisać list do rodziny, więc 2 - co daje połowę oddziału co z kolei powoduje, że reszat sama nic nie zdziała, tym bardziej, że nie było przewidzianej łączności między członkami jednego oddziału; podobnie jak pomysł brania do niewoli najlepiej oficera - no jak złapać kogoś w realiach ash? Przecież nie postrzelimy wybranego, a pozostałych Niemców - przypominam, że widywaliśmy ich jedynie w postaci całej wesołej kompanii - rozgonimy, żeby mieć 5 minut dla medyka na uleczenie i uprowadzenie jeńca; przypominam tu cały czas o dysproporcji między podzielonymi oddziałami Alianckimi a jednolitą formacją niemiecką, nawet bez wsparcia Francuzów). W gruncie rzeczy mam dwa spostrzeżenia: 1. Myślałem, że chodzi o działanie podzielonymi zespołami, coś co nazywa się dywersyfikacją kierunków działań; teraz wyczuwam między wierszami przyganę, że przy mniejszej liczebności nie należało dzielić oddziału - a to moim zdaniem zmieniłoby ducha całej rozgrywki i w końcowym rozrachunku doprowadziłoby do "mordobicia" (znaczy - siania kompozytem) 2. Tak czy inaczej wszystko wraca do NIEZAMIERZONEJ dysproporcji w siłach walczących (jak najbardziej rozumiem, czemu do tego doszło i czemu nie dało się podjąć środków zaradczych). To teraz z innej beczki: jak najbardziej podtrzymuję swój pierwszy post; ta gra (prócz pierwszej mojej imprezy ASH, ale ten pierwszy raz zawsze się pamięta ;-) ) wywarła na mnie chyba największe wrażenie. Ten klimat to był miód na moje serce. Pierwszy raz ani razu nie zginąłem, pierwszy raz wystrzelałem tak mało kulek (ten siejący Thompson wystrzelał przez całą grę jakieś 250 kulek, wliczając w to kulki do MP40 z części nocnej) i pierwszy raz tak w miarę intensywnie wczułem się w postać odtwarzanego żołnierza (no jasne, trzeba by przygotować gę minimum tygodniową, aby odczuć rutynę patroli, od czasu do czasu zmąconą strzelaniną, trochę życia obozowego, ale taka impreza raczej by nie przeszła). A, no i przekonałem się, że można nieco polatać z blisko 20 kilogramami ekstra (2 repliki, zapas baterii, 2,5 kg wody i wiele absolutnie niezbędnych przedmiotów, które z radością zwaliłem z siebie, gdy wreszcie założyliśmy bazę). Pamiętam też to uczucie, gdy po "śmierci" naszego wartownika wróg skradał się tuż koło nas, a my, trzymając broń gotową do strzału zastanawialiśmy się, czy jej użyć, zdradzając faktyczną lokalizację naszej bazy. Jak to mawia pewien bliski nam naród: TO SE NE WRATI! Na zakończenie chcę się odnieść do ostatniego akapitu Cortesa: Cortes, zawiesiłeś poprzeczkę na takim poziomie, że trudno mi nawet myśleć o jej przeskoczeniu, więc nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto rzuci Ci rękawicę na tym polu. Może bądź dowódcą przy innej okazji, a w tej niszy skup się ma kolejnym odcinku, bo myślę, że wszystkim zaostrzyłeś apetyt. A te pobitewne stęki przecież i tak zawsze występują - w końcu wszyscy jesteśmy tu dla poniesienia adrenaliny, więc nie trzeba tych stękań brać na śmiertelnie poważnie! (w końcu nawet JA czasami coś tam jęknę, choć nie za dużo).
  7. P.S. Domin, chyba mi chemikalia zostały w samochodzie - porozmawiaj z Cortesem, że w takim razie następna impreza ma dotyczyć skutecznego zrzucenia gazów na stolicę Trzeciej Rzeszy!
  8. Szanowni Państwo! Jako pierwszemu przypadł mi zaszczyt podziękowania organizatorom i uczestnikom tej imprezy. Szkoda, że przy tej okazji muszę złożyć jednemu z orgów głębokie kondolencje z racji niezawinionej nieobecności - Cortes, moim zdaniem wszystko zadziałało, więc Twoja ciężka praca jak dla mnie się opłaciła z nawiązką! Zabawiłem się przednio; taki sposób rozgrywki znacznie poszerza odczuwanie klimatu czasów, na które się stylizujemy. Trochę się obawiałem tego wyjazdu ze względu na chorobę (mój szeryf powiedział, że jeśli się teraz rozchoruję to mnie zabije ;-) ), ale ostatecznie wytrzymałem. Chwile napięcia w naszej bazie w lesie, gdzie w minimalnej od nas odległości przechodzili najpierw Francuzi, a później wszyscy Niemcy - bezcenne, podobnie, jak poznawanie terenu w ramach nocnych patroli - weź tu człowieku cokolwiek wypatrz!. Rozumiem też ból Niemców - misternie realizowany plan rozsypał się na minuty przed udanym finałem - niech ich pocieszy świadomość, że dzięki temu my wygraliśmy (zaraz po tym, jak im zap..., znaczy przejęliśmy chemikalia i urządzenia) - niech żyje duch "fair play"! Jeszcze raz dziękuję każdemu, kto przyłożył swoją większą lub mniejszą cegiełkę w dziele zorganizowania gry - czy to przez ciężkie prace koncepcyjne, czy to z racji samego stawienia się na grze. Ci, co nie dojechali, niech żałują. Do zobaczenia na kolejnej imprezie. A teraz czołgam się spać (bo nogi to mi od d..y odpadły!).
  9. Ooo! Wypraszam sobie! na grę nie przyjechałem, bo w trakcie przygotowań się do wyjazdu jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja, że organizatorzy, w tajemnicy przede MNĄ, przyspieszyli o dzień imprezę! To wszystko NIE BYŁO MOJĄ WINĄ!!! Tak czy inaczej, samochód mój nie zrobił nawet kilometra...
  10. Przy okazji nocnych działań: chcę kupić tracer. Ten w formie tłumika dźwięku bez problemu może wejść na MP40, ale natychmiast szlag trafia wygląd sylwetki. Znalazłem też coś takiego: https://allegro.pl/oferta/tracer-magazynek-mid-cap-m4-m16-naswietlacz-7379845407. Czy da radę zaszczepić to do magazynka np. od Tommka? polecam uwadze trzecie zdjęcie (poglądowe) na tej aukcji - to chyba jest całość "ustrojstwa" więc teoretycznie nie powinno być problemów. Jak sądzicie?
  11. Ja mam ten przywilej, że to JA planuję grafik, ale muszę mieć dane, kiedy mam być obseny - wówczas, choćby skały sr...ły stawię się niezawodnie.
  12. To samo miałem przy M43 - spodnie 42 - gigantyczne, kurtka 46 - może być. Całe szczęście elementy M43 kupuje się oddzielnie.
  13. A inne pytanie: jak stosowne przepisy normują położenie naszywek na mundurze "spadaka" (zarówno jednostki jak i stopnia)? Czy były zmiany takich regulacji w czasie trwania WW2?
  14. Już patrzyłem - bandolier to grosze, więc najpewniej nabędę drogą kupna - tak na przyszłość
  15. Sikor, a z czym na sesji filmowej będziesz biegał? Enfield? Bo jeśli (na czas sesji) Twój Garand byłby bezrobotny, to chętnie bym go wypożyczył. Przy okazji - czy w kontekście zero tolerancji dla kompromisów zwykły pas m36 (bez ładownic do Garanda) będzie do przyjęcia? Ostatecznie może ktoś mi pożyczy bandolier?
×
×
  • Create New...