Jump to content
REKLAMA
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

SebaSoltys

Użytkownik
  • Content Count

    47
  • Joined

  • Last visited

  1. Moja propozycja na to forum: Wersja skócona: 1. Zdezynfekuj brzeg rany 2. Zabezpiecz ranę przed zabrudzeniem/ dalszym uszkodzniem - plaster/jałowa gaza 3. Jeśli to coś więcej niż skaleczenie wizyta na chirurgicznej izbie przyjęć 3a. Jeśli to skaleczenie, ale po 3 dniach wcale nie widać gojenia wizyta u lekarza poz/rodzinnego Wersja rozszerzona: 1. Postępowanie ogólne a) niewielkie , powierzchowne urazy skóry bez uszkodzenia głębszych warstw - odkażenie brzegów rany + plaster / steri-strip (ewentualnie chirurg ,patrz uwagi) b) małe, ale głębokie uszkodzenie skóry (rany kłute, głębokie nacięcia) - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza/plaster + wizyta u chirurga c) rozległe (ale nie bez przesady :) ) uszkodzenia, ale płytkie - czyli przeważnie rozdarcia naskórka - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza (ewentualnie chirurg,patrz uwagi) d) głębokie i rozległe rany - odkażenie brzegów rany + jałowa gaza + szybciutko do chirurga 2. Postępowanie szczegółowe i uwagi a) oparzenie traktujemy jak ranę, ale nie dezynfekujemy (conajwyżej chłodzimy) b) małe, ale głębokie rany mogą byc bardzo niebezpieczne - duże ryzyko wniknięcia głęboko bakterii i rozwoju zakażenia przy minimalnej szansie prawidłowego postępowania w warunkach polowych c) nawet niewielka rana twarzy przy nieprofesjonalnym postepowaniu może dać szpecącą bliznę - dlatego szybki kontakt z chirurgiem ogólnym daje oszczędności finansowe w stosunku do późniejszego kontaktu z chirurgiem plastycznym d) nie wyciągamy niczego z rany - pewnie wszyscy to wiedza ale i tak warto to powtórzyć; jak już jesteśmy niepoprawnymi fanatykami estetyki naszych uszkodzeń skóry to nośmy ze soba butelkę jałowej soli fizjologicznej i conajwyżej spróbujmy wypłukać zanieczyszczenia z rany za jaj pomocą e) dezynfekuje się brzegi rany a nie jej dno - co oznacza że do rany NIC NIE WLEWAMY ani NIE WSYPUJEMY; wyjątkiem jest wspomniana jałowa sól fizjologiczna (albo inny jałowy obojętny płyn). Generalnie płukanie rany to zabawa dla chirurga, a we wsypywanie dziwności do rany bawić się mogą tylko Ci co wiedzą co wsypują i znają ryzyko i skutki tego czynu. f) szyciem ran powinni zajmować się Ci, dla których jest to sposób zarabiania pieniędzy - nie mylic z szyciem dla pieniędzy innych rzeczy, czym - jak wiem, zajmuje się wielu na tym forum g) nawet niewielkie rany niosą ze soba ryzyko infekcji tężcem ;zazwyczaj im rana bardziej rozległa i głębsza tym ryzyko większe ; profilaktyka polega na uodpornieniu czynnym (szczepionka - co 7 lat), biernym (surowica) - przy każdym zranieniu jeśli są jakikolwiek wątpliwości co do oudpornienia czynnego ewentualnie czynno- biernym - duże rany, ciężki stan ogólny Profilaktykę przeciwtężcową jw. dostaniemy gratis od chirurga w nagrodę za pokazanie mu swoich mniej lub bardziej taktycznych uszkodzeń skóry Uwagi nie do konca profesjonalne ,ale sprawdzone życiowo: 1. Nie ważne czym dezynfekujemy te nasze nieszczęsne brzegi rany ,ważne aby mieć to przy sobie (zalecane posiadanie małej apteczki przy sobie) 2. Jestem zwolennikiem steri-stripów na małe rany cięte - jakoś wydają mi się trwalsze od plastra (moze poza opatrywaniem miejsc narażonych na tarcie) 3. Zawsze noszę ze sobą w apteczce podpaskę (świetnie wchłania krew z mocno krwawiacej rany - zakładany na jałową gazę) i parę tamponów przydatne do tamowania krwotoków z nosa. Poza tym są to świetne materiały na rozpałkę, a moja żona nie raz była mi wdzięczna za ich posiadanie podczas kilkudniowych wycieczek Pewnie o wielu rzeczach zapomniałem ale pewnie co bardziej dociekliwi szybko to uzupełnią.
  2. Jedno małe sprostowanie - anaki - kolor stolca to nie jest jedyne kryterium rozstrzygające jako wskazanie do hospitalizacji (ale to nie miejsce aby o tym debatować). Rozumiem ,że intencje miałeś słuszne, ale mam nadzieję, że czytelnicy tego forum wykażą się zdrowym rozsądkiem i do niektórych porad, zwłaszcza w tym dziale, podejdą z dystansem i w razie nasilenia dolegliwości (jakie by one nie były) zasięgną fachowej porady.
  3. SebaSoltys

    Nosze

    Ja od około 6 miesięcy noszę do lasu i używam takich: http://www.outdoorgb.com/p/tasmanian_tiger_rescue_mat/ z tym tylko zastrzeżeniem ,ze jak dotychczas używałem ich tylko jako hamak (i obym nie musiał się zapoznawać z ich funkcja ratowniczą). Ogólnie w miarę lekkie (jak na tego typu rozwiązania, bardzo "pancernie" wykonane, wygodne w przenoszeniu (ale najlepiej jak jest czterech noszowych). Posiadają swego rodzaju "kieszonkę" na nogi poszkodowanego, aby się on nie zsunął z noszy. Jak dla mnie idealne rozwiązanie dla ludzi szukających przemiotów łączących kilka funkcji użytkowych ( z zastrzeżeniem ich ograniczenie w każdym z tych działań).
  4. Z poglądem że lepiej nie ruszać bo można bardziej zaszkodzić walczę przez kilka lat mojej hmm działalności zawodowej - i mimo że nie jestem instruktorem kursów PP to pozwolę sobie nie zgodzić z przedmówcą (mówimy tu oczywiście o resuscytacji). O ile pomoc należy wezwać zawsze (na co jest coraz większy nacisk w kolejnych "edycjach" stanowiska PRR ) o tyle w tej konkretnej sytuacji nasze działanie może tylko polepszyć sytuację poszkodowanego - a nigdy jej pogorszyć. Dlaczego? - bo jeśli wymaga on resuscytacji to znaczy że jest już MARTWY - i bardziej martwy byc już nie może - a może być "bardziej żywy. Nawet jeśli wykonamy coś żle, niezgodnie ze schematem, niewłaściwie będziemy naciskać itd to i tak dajemu mu jakąś szansę - choćby trochę czasu - do przyjazdu specjalistycznej pomocy. Nie łudźmy się - jeśli dorosły człowiek nie oddycha i nie ma akcji serca to w większości przypadków nawet dr House bez defibrylatora niewiele zdziała, a to w połączeniu ze średnim czasem przyjazdu karetki reanimacyjnej (dla niedomyślnych - długim) ZMUSZA nas do tego abyśmy działali - nawet źle, nawet niezgodnie z wytycznymi. Nie zachęcam nikogo żeby kontestował czy spierał się z wytycznymi PRR - myślę że tam siedzą mądrzejsi od nas, a i oni opracowują stadardy w oparciu o dane światowe (głównie z USA). Zachęcam po prostu do zmiany myślenia - wedle którego : - ZAWSZE pomagamy nieprzytomnemu - ZAWSZE w sytuacji powyższej wzywamy pogotowie ratunkowe - ZAWSZE wykonujemy zabiegi resuscytacyjne u osoby pozbawionej własnego oddechu (im lepiej to zrobimy tym większą komuś dajemy szansę - a wszelkie kursy PP mogą pomóc nam to osiągnąć)
  5. Co do mutacji to nie wiem - ale nie powinno mieć to wpływu na skuteczność szczepionki ( z racji szczepień przypominających wykonywanych co 3-5 lat, w których producent może uwzględniać tą zmianę). Szczerze mówiąc nie wiem nic o mutacjach tego wirusa - ale też i nigdy szczepienie nie jest w 100% skuteczne , więc w tym niewielkim odsetku szczepionych a chorujących może się znależć (poza niepełną reakcją immunologiczną na szczepienie) również jakaś nietypowa odmiana wirusa (ale z tego co wiem pełny cykl to ponad 99% spokoju :) )
  6. Szczepionka nazywa się FSME-IMMUN , podaje się ją domięśniowo, dostępna jest tylko na receptę. Cały cykl szczepień składa się z trzech dawek, gdzie drugą podaje się 1-3 miesięcy po pierwszej, a trzecią 5-12 miesięcy od drugiej dawki. Do tego dochodzi szczepienie przypominające co 3-5 lat (cykl standardowy) O uodpornieniu po jednej dawce można zapomnieć, po dwóch już to coś daje - czasem zlecam szczepienie dwoma dawkami, rozdzielonymi 2 tygodniami czasu przed jakimś pilnym wyjazdem (ale i tak należy dokończyć cykl trzecią dawką). Jak to ze szczepieniami bywa wszystko opiera się na prawdopodobieństwie i przyjmując, że producent zaleca trzy dawki oznacza to że spokojni możemy być tylko po pełnym cyklu. Wniosek z tego taki, że szczepienie należy zaczynać jeszcze w zimie, aby zmieścić wszystkie 3 dawki przed wiosenno-letnim szczytem występowania kleszczy. A czy warto wydawać takie pieniądze na szczepionkę -każdy to rozważy sam - ja odkąd biegam po lasach się szczepię - choćby dlatego że na kleszczowe zapalenie mózgu leku nie ma... (są tylko szczepienia)
  7. Nie ma w tym nic dziwnego - w każdej dziedzinie wiedzy są jakieś podstawowe zasady od których w miarę przyswajania informacji zaczynamy dostrzegać wyjątki ; na końcu tej drogi i tak pozostaje logika i doświadczenie. W tym konkretnym przypadku najpierw jest zasada bezwględnego unieruchomienia kręgosłupa szyjnego przy urazach (i tyle powinno wystarczyć każdemu ratownikowi po kilkugodzinnym kursie lub....czasem tylko lektury for internetowych). Wyjątki można stosować wtedy kiedy ratownik wie kiedy odstąpić od zasad, zna konsekwencje swoich działań i potrafi zastosować alternatywne, lepsze w danej sytuacji, postępowanie. A po kilku latach nabywa się maniery pójścia na skróty i tłumaczenia innym : Uduszonemu na nic nie przyda się kręgosłup w nienaruszonym stanie, a żywego zawsze można próbować leczyć. Wypowiadam sie w ten sposób dlatego, że prywatnie jestem przeciwny omawianiu wyjątków od zasad, zwłaszcza w przypadku pierwszej pomocy, gdzie szum informacyjny wiecej zrobi złego niż dobrego i zamiast pomóc przyszłemu ratownikowi tylko go zablokuje. A jak kogoś temat interesuje to jeżdząc na kursy i pytając instruktorów i tak dowie się o wiele więcej (do czego zachęcam, tak jak nieraz to robili inni użytkownicy tego forum)
  8. Navcomm TK-760 + antena Diamond x-50 N - nie jest to może typowy zestaw przenośny (kłopot jest bardziej z długością anteny niż jej wagą), ale kłopot z przenoszeniem jest wynagradzany możliwościami tego zestawu. Polecam wypróbować każdemu kto narzeka że PMR to tylko zabawka i z racji zasięgu nie da się go stosować do zabawy na większym terenie. Nie ma porównania nawet z dobrą anteną 1/2 fali o dołączanej firmowo do TK-760 namiastce anteny nie wspominając. Kupowałem ją na allegro kilka miesięcy temu - chyba nawet u tego samego sprzedawcy: http://www.allegro.pl/item557113212_antena...a_f_ra_vat.html
  9. Od kilku miesięcy mam w swoim AUG-u batrię Li-Pol 7,4V(kupioną w sklepie modelarskim) ; w układzie jest mosfet Extreme-fire . Baterię ładuję ładowarką bez balansera (przeszła już conajmniej kilkanaście cykli łądowania). Całkowite napięcie oraz napięcie na poszczególnych ogniwach testuję takim małym bajerkiem (małe LCD z wejściem do balansera) - do kupienia za parę złotych na allegro. Ładuję do 8,2V - starcza na całodzienną zabawę (kilkaset kulek ,sprężyna m100)- szybkostrzelność większa niż na baterii 9.6V; jak do tej pory różnica na ogniwach jest nie większa niż 0.1V Zaletą wpiętego przez mnie mosfeta jest ciągłe monitorowanie poziomu naładowania baterii ( a w zasadzie napięcia pod obciążeniem jeśli dobrze to rozumiem). Gdy bateria jest rozładowana (raz celowo jej nie ładowałem) mosfet przerywa cały obwód, a karabin...po prostu przestaje strzelać - chroni to baterię przed zniszczeniem)
  10. Ostatnio kupiliśmy z kolegą paczkę i miałem okazję przetestować te kuleczki (0,27g). Co do zachowania samych kulek to jestem mile zaskoczony - do tej pory używałem G&G 0.25 i Extreme Precision 0.25 i na ich tle Biovale mają zdecydowanie większe skupienie i powtarzalność (zasięg wydaję się podobny). Co do reakcji na "siłe żywą" to nikt nie skarżył się po trafieniu, mimo moich pytań. Pech chciał,że trafiłem kolegę w twarz z 20m i po oględzinach żadnych dziur na skórze nie miał; bawimy się razem od pewnego czasu i z jego relacji wynikało, że nie zauważył różnicy w stosunku do mojej poprzedniej amunicji. Testy domowe na okularach Uvex I-vo, jakichś G&P i goglach Bolle 500 (z 1m) nie wykazały żadnych trwałych uszkodzeń (zarówno szybka jak i oprawki). Strzelałem z repliki AUG TM (tuning pełny FTK High Speed Modify - sprężyna m100), lufa precyzyjna Tanio Koba 363mm. Wadą tej amunicji jest niewątpliwie cena, dla mnie osobiście również ich widoczność (od roku używam czarnych kulek i niestety Biovale są bardziej widoczne, zwłaszcza w słoneczny dzień).
  11. Okult, po pierwsze nie jestem pewny czy robienie czegokolwiek pod szyldem airsoftu w tej sprawie ma sens - jakoś nie widzę w czym mogłoby to pomóc. Po drugie problemem nie jest prawo a jego często zbyt luźna interpretacja - zależna od woli prokuratora i/lub lenistwa sędziego. Tam gdzie wyżej wspomniani ludzie mają troszkę samokrytycyzmu co do własnej wiedzy z zakresu medycyny może nie jest mniej stresująco (bo każde wezwanie z moim nazwiskiem i tak powoduje u mnie uczucie jakby żołądek miał wyjść na spacer) ,ale (jak dotąd) jest jedynie formalnością bez bolesnych konsekwencji. Inna sprawa że ,moim zdaniem, po prostu trzeba pogodzić się z tym, że pewne zawody są bardziej narażone na roszczenia ze strony, nazwijmy to ogólnie, klientów. Ludzie mają prawo występować o odszkodowania, a czas beztroski po tępej stronie igły się skończył. Teraz płacę OC, pewnie niedługo trzeba będzie podpisywać umowę z jakąś kancelarią prawną - tak jak się to robi w innych krajach. Bo presja ze strony odpowiedzialności karnej raczej się nie zwiększy, ale cała "zabawa" z roszczeniami cywilnymi dopiero się rozkręca. Co do wzmianki o ochronie według praw funkcjonariusza publicznego podczas udzielania pierwszej pomocy - oznacza to w skrócie, iż po pierwsze nie możemy byc celem roszczeń cywilnych (czyli co byśmy żle nie zrobili i tak nie zapłacimy odszkodowania z powództwa cywilnego), po drugie każda agresja skierowana w naszą stronę jest ścigana z urzędu i nie wymaga wnoszenia przez nas doniesienia o popełnieniu przestępstwa (to bardziej w ramach prawa karnego)
  12. Kilka miesięcy temu zapragnąłem mieć burst w AUG-u i kupiłem mosfet z extreme-fire : http://extreme-fire.com/SW-COMPUTER.html Jak do tej pory spisuje się bez zarzutu.
  13. Przez 8 miesięcy miałem 510 mm lufę TK w stockowym AUG-u TM, potem przeszedłem na jej 360 mm wersję (po wykonaniu docelowego tuningu 1J ). W oby przypadkach jestem bardzo zadowolony z tej lufy. Nie jest ona jednak precyzyjna w pełnym tego słowa znaczeniu bo jej średnica wewnętrzna jest na pewno większa niż 6,04mm (wizualnie ,bez przyrządów porównywalna do stocku TM). Większe skupienie uzyskuje się jednak w tej lufie nie ze względu na jej średnicę ale mechanizm działania polegający na wymuszonym sposobie odbicia kulki w lufie , tak aby był to proces powtatrzalny. Z tego co zrozumiałem na zagranicznych forach (a przed zakupem przekopałem troszkę zasoby sieci) jest to lufa idealnie pasująca do specyfiki japońskiej, bo optimum swojego działania uzyskuje przy energiach sprężyny właśnie 1J (dużo ciekawych informacji znalazłem na stronach airsoftu filipińskiego i o dziwo... niemieckiego) Po prostu skok gwintu w lufie jest dopasowany do pewnych prędkości kulki powyżej której mechanizm wymuszonego odbicie nie tyle nie działa całkiem co działa po prostu gorzej. Tak więc raczej wątpie czy pasuje do zastosowań snajperskich - ale u mnie 3 kulkowy burst (mosfet extreme-fire) na 25 m wchodzi w średnicę 3 cm co przy energii sprężyny 1J (dokładnie 0,98) i tuningu szybkościowym - zestaw Modify (http://www.asg.com.pl/product_info.php?products_id=1943) jest całkowicie zadowalające do zabawy w ASG.
  14. Navcomm TK-760 + antena TAIL 1/2 fali = conajmniej 1km bezproblemowej łączności dwustronnej w paśmie PMR Navcomm TK-760 + antena stacjonarna DIAMOND X-50N = bezstresowa łączność w paśmie PMR między "HQ" a drużynami w terenie (antena lekka tylko niewygodna w przenoszeniu :) )
  15. Jak rozumiem, Foka, Twój ostatni post to takie małe szyderstwo :) A na poważnie nie ma co mylić zjawiska tolerancji na daną substancję z jakąś formą uodpornienia (choć zewnętrznie tak to może wyglądać). Przy wystąpieniu anafilaksji reakcja wynika zawsze z kolejnym, a nie pierwszym kontaktem z daną substancją (bo za odpowiedż immunologiczną odpowiadają przeciwciała ,które organizm wyprodukował po pierwszym kontakcie z alergenem). Zagadnienie to oczywiście jest szerokie i złożone (choćby ze względu na możliwość reakcji krzyżowych z różnymi substancjami) ale ogólnie można powiedzieć że sam kontakt z alergenem nie uodparnia na reakcję z nim ;planowy proces uodparniania np. na jad pszczeli prowadzony w warunkach szpitalnych operuje bardzo rozbudowanymi schematami powolnie rosnących dawek alergenu i ma się to nijak do próby uodpornień w warunkach "domowych".
×
×
  • Create New...