-
Posts
588 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by SikorPL
-
"Wielka Wojna. Neuve Chapelle 1915. Posiłki. Rogów k. Końskich 03.07.2021"
SikorPL replied to Pazur88's topic in Imprezy ASH
Lista Centralna: 1. Pazur - mundur pruski/003/fotograf. 2. XrayPl - mundur CK /006/ sierżant 3. Meister - mundur CK /.../strzelec Lista Ententy: 1. Cortes - mundur brytyjski/ 005/sierżant 2. Lord Blackadder - mundur brytyjski/007/oficer 3. Sikor - mundur brytyjski/mam-nie-pamiętam/może być kapral -
II WOJNA ŚWIATOWA - zasady ogólne (dyskusja)
SikorPL replied to Domin007's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Już gdzieś pisałem, ale znikło :-o tematy do uregulowania do opinii specjalistów LARP`owych: - ograniczenie amunicji ? - ograniczenie ilości/typu broni ? - podział na postacie Bohaterów (z wątkami) i Postacie Regularne oraz rozróżnienie ich śmiertelności ? - trwałe uszkodzenia broni ? - obozy/bazy full in game i możliwość ich "zniszczenia" i/lub dokładnego przeszukania ? - zasady przesłuchań i ich poufności ? - wprowadzanie do gier przedmiotów/artefaktów nie opisanych w scenariuszu ? - możliwość przeszukania i/lub "okradzenia" zabitej/przesłuchiwanej postaci ? - generalnie: czy stosujemy zasadę (A) dozwolone jest wszystko co nie jest zabronione czy (B) dozwolone jest tylko to co jest opisane ? -
Panowie, kilka komentarzy "technicznych": - Włosi prawie do samego końca walczyli po stronie Osi, więc nie pomniejszyli sił Osi (oczywiście Profesor był cywilem) - Co do "zdrajców" to czy zdradzanie zdradzającego sojusznika jest zdradą ? - Jeśli Resio został ubity i tak Profesor wiedział gdzie jest kryształ - więc albo by go zabrał, albo Niemcy by go zabili a kryształu nie znaleźli -> z trzech pytań by się nie dowiedzieli gdzie jest Kryształ, bo nie mieli by wskazówki gdzie sikał Resio ... czyli Kryształ po raz kolejny nie został by odnaleziony :-) @Robert: może więc jakiś sequel ? :-))) P.S. Widzę niestety dużo niezdrowych emocji po tej grze i to nie jest dobry znak. Dla mnie np. to nie tyle był mecz, ile teatr z akcją - ale rozumiem, że niektórzy potrzebują więcej akcji, a mniej teatru. Wielka prośba co w grze było, niech w grze zostaje.
-
Koledzy, to była moja druga najlepsza gra ASH :-) Bawiłem się z Wami wszystkimi świetnie mimo deszczu, zmęczenia i końcowych kontrowersji LARP`owych. Wielkie dzięki dla Corteza i Dominika oraz wyrazy szacunku dla kolegów z obozu Osi. Myślę, że tego typu gry mają niezwykły klimat i choć musimy dopracować własne zasady ASHLARP i nie wszyscy je lubią spróbujmy dalej iść tym śladem kilka razy w roku. Poniżej kilka słów beletrystyki (do zasad LARP powstał inny wątek), ale najpierw odnaleziony i poskładany przeze mnie opis realnej postaci którą z pełnym zaangażowaniem ;-) odtwarzałem: Carlo di Resio: oficer Marynarki Włoskiej (Reggia Marina), w 1942 dowódca Krążownika Eugenio di Savoia, w latach następnych szef Sekcji „D” Morskiego Wywiadu Zagranicznego, a jednocześnie jeden z dowódców konspiracyjnej antyfaszystowskiej organizacji Servizio Informazioni Clandestino, która działała we Włoszech od września 1943. Pod koniec 1943 roku Resio nawiązał kontakty z amerykańskim OSS i po pewnym czasie działał jako agent „Salty” na rzecz Aliantów mając istotny wpływ na współpracę różnych grup oporu na terenach zajętych przez Niemców, oraz na kreowanie nowego ustroju Włoch w ostatnich miesiącach wojny i tuż po niej. „Ostatnia Spowiedź Capitano di Fregatta Carlo di Resio. Przydział do kolejnej misji na Wyspie Ośmiornicy powitałem tyle z zaciekawieniem, ile z pewnymi wątpliwościami. Po pierwsze wiara w tajemniczą moc Kryształu Szczęścia jakoś mocno we mnie osłabła, a po drugie nie wierzyłem że zapobieżenie bombardowaniu odległej Rumunii może mieć jakieś realne znaczenie dla Włoch. Do tego jeszcze dochodził fakt, że nową misję tym razem zdominują Niemcy - co do których lojalności ostatnio miałem sporo zastrzeżeń. Niestety przeczucia mnie nie myliły i już na początku widać było kto będzie rządzić w naszym zespole. Nasi sojusznicy na pierwszą wyprawę wybrali się beze mnie oraz Profesora Panciotti. Wykorzystaliśmy zatem z Profesorem ten moment aby wymienić spostrzeżenia na temat naszej sytuacji i być ostrożnym pamiętając, że naszą służbę i życie poświęcamy wyłącznie dla Italii. Zresztą obydwaj podzielaliśmy przekonanie o obecnej pozycji Włoch w tej wojnie, tak więc zrozumieliśmy się prawie bez słów. W kolejnych godzinach akcji już widać było wyraźnie, że dowodzić będą akcją Von Rose i Von Kruger wspólnie z Markusem Dietrichem oraz przedstawicielem SS Ahnenerbe, który wyglądał na dość brutalnego gościa i kogoś kogo nie posądzaliśmy o to aby chciał podzielić się swoja zdobyczą z jakimiś makaroniarzami. Ale wróćmy do akcji. Niemców odnaleźliśmy na szczęście w momencie, w którym mogliśmy wspólnie rozpocząć poszukiwanie Kryształu. Podczas gdy ja osłaniałem Von Rose, Profesor z Von Kugerem zaskakująco szybko dokonali odkrycia tajemniczego pudełka w starym drzewie. Cóż, był to zaprawdę niezwykły łut szczęścia który mógł pozwolić na spektakularny i wspólny sukces całej wyprawy. Niestety, od tej pory sytuacja w naszym zespole zaczęła się wyraźnie pogarszać, otóż Von Kruger zarządził … ukrycie pudełka przed moimi i Profesora oczami i nie reagował na nasze protesty oraz prośby wyjaśnienia co jest w pudełku. Utwierdziło nas to z Profesorem w przekonaniu, że nasze interesy faktycznie mogą nie być zbieżne z niemieckimi. Dodatkowo poruszając się po terenie wyspy zauważyliśmy z Profesorem, że za naszymi plecami dziwnym trafem zawsze idzie dwóch żołnierzy, podobno straż tylna (?). Tak więc, jakież było moje zdziwienie kiedy w chwili gdy spuszczono nas na moment z oczu Profesor wskazał na swoją wypchaną na kieszeń i szeroko się uśmiechnął … nie wierzyłem własnym oczom … w jego kurtce … spoczywał Kryształ Szczęścia. Wkrótce potem Profesor wyjaśnił mi, że zanim Niemcy ukryli pudełko on wyjął Kryształ i oddał im puste pudełko - maestria godna najlepszych specjalistów Cosa Nostra lub Ndrangheta. Paradoks polegał również na tym, że do samego końca wyprawy Niemcy ukrywając pudełko, ani razu do niego nie zajrzeli i nie poczuli nawet, że pudełko jest pozbawione znacznego ciężaru Kryształu. W międzyczasie Profesor ukrył też Kryształ na plaży i pokazał mi przybliżone jego miejsce. Opiszę teraz wydarzenia, które przyczyniły się do zmiany sojusznika Włoch w naszych poczynaniach w tej wyprawie. Po pierwsze rozstrzelanie przez reprezentanta SS Ahnenerbe dwóch rannych miejscowych Chorwatów było dla mnie zupełnie bezsensowną i brutalną zbrodnią wojenną – przecież mogliśmy ich jakoś wykorzystać. W czasie akcji i wcześniej przy jej planowaniu wszelkie prośby o wspólne decyzje były zbywane przez Niemieckich dowódców wskazując nam naszą drugoplanową rolę. O ukryciu pudełka już pisałem. Przyznam, że cały czas miałem jeszcze nadzieję, że przez Niemców przemawia Gestapowska ostrożność i w końcu nam wyjawią prawdę, oraz będziemy mogli kontynuować wspólną (!) misję. Jednak moja rozmowa z Von Krugerem po porwaniu Von Rose, kiedy dałem mu szansę na przyznanie prawdy przekonała mnie, że nie mamy już nadziei na uczciwość Niemców wobec Włochów. Cóż prawa wojny są jednak straszne i mając przeciwko sobie uzbrojonego wroga w postaci Aliantów trzeba było z nim walczyć, tak więc walczyliśmy cały czas ramię w ramię z Niemcami wzajemnie się wspierając. Cały czas jednak dla nas Włochów najważniejszy był Kryształ pozostający w bezpiecznym miejscu, a cała reszta miała już mniejsze znaczenie. Umówiliśmy się tylko z Profesorem, że jeden z nas musi przeżyć. Jednak pewnej nocy, po tym jak Niemcy pozostawili mnie samego pod Śpiewająca Sosną, dość długim błądzeniu w lesie, wejściu w bagno i spotkaniu z miejscowym wężem poczułem się naprawdę mocno zmęczony i sfrustrowany. Szukając celu w piekle wojny i tej przeklętej Wyspy natrafiłem na zmęczony oddział Von Rose wracający do obozu, który poinformował mnie że Von Kruger samotnie nęka obóz Aliantów. Postanowiłem go odszukać i dołączyć, być może dowiem się co faktycznie dzieje u wroga, jakie są jego siły, itp. Po drodze spotkałem jeszcze jednego rannego Niemca, który z wyraźną nieufnością zapytał mnie czy … nie strzelę mu w plecy (!). No tak, pomyślałem - wyszło prawdziwe nastawienie „sojusznika” do nas Włochów. Idąc dalej do obozu Aliantów nawoływałem cicho Von Krugera, niestety ja jego nie znalazłem, za to mnie znaleźli Alianci. Dostałem kilka kulek i padłem, zaraz jednak doskoczyli do mnie ich ludzie i opatrzyli podając też cudownie działającą morfinę. Och, co to był za moment czysto euforycznej przyjemności. Coś też w międzyczasie bełkotałem i krzyczałem dając znać Von Krugerowi żeby mnie ratował. Wkrótce jednak przydało się szkolenie wywiadowcze i postanowiłem działać - jako że ostrzeżono mnie że Alianci mają skopolaminę (i jak przypuszczałem będę musiał odpowiedzieć prawdę na co najmniej 3 pytania) postanowiłem przejąć inicjatywę. Zakomunikowałem zatem Aliantom, że być może mam dla nich coś cennego i muszę rozmawiać z ich dowódcą. Okazało się, że jest nim ktoś niższy ode mnie rangą (Capitano di Corveta) Keith czy jakoś tak, ale trudno - zagrałem va banque. Opowiedziałem o tym, że być może mamy szanse na wejście w posiadanie Kryształu Szczęścia oraz, że domyślamy się że wkrótce może nastąpić inwazja Aliantów we Włoszech, że jest grupa ludzi w naszej armii która widzi bezsens wojny, że jest rozczarowana rządami Duce, że są gotowi do współpracy przeciw Faszystom, ale również że są zainteresowani listami żelaznymi i udziałem tworzeniu nowej rzeczywistości w wolnej Italii. I jeśli Alianci - wspólnie UK i USA - zgodzą się na moje warunki otrzymają Kryształ, co do którego jak szczerze przyznałem zdolności paranormalnych mam spore wątpliwości, więc wolę go raczej wymienić na bardziej realne korzyści dla ojczyzny. Miałem wrażenie (nie widziałem twarzy bo był zamaskowany), że mojemu rozmówcy opadła szczęka z wrażenia. Żeby jednak coś wygrać musiałem być twardy i postawiłem jednoznaczny warunek, że gwarancję muszę uzyskać następnego dnia rano do godz. 10:00. Po krótkiej dyskusji mój rozmówca zgodził się na kontakt ze swoim sztabem i wyznaczył miejsce wystawienia znaku o decyzji wskazując je na swojej mapie. Wracając do naszego obozu miałem wrażenie, że bez względu na to co się stanie, albo Italii przypadnie Kryształ, który być może ma jakąkolwiek wartość, albo też wygram znacznie więcej bo przychylność prawdopodobnych zwycięzców tej wojny. Niestety zdarzenia następnych godzin nie były pomyślne. Po powrocie do obozu okazało się, że Von Kruger słyszał częściowo moją rozmowę z Aliantami. To był mój wielki błąd, że nie zachowałem należytej dyskrecji – być może tak zadziałała morfina, a być może rum którym poczęstował mnie Anglik. W efekcie rozbrojono mnie i przesłuchano. Jak podpowiadało wyszkolenie najlepiej broni się prawda, więc opowiedziałem dość prawdopodobną i logiczną historię zdarzenia przedstawiając ją jako próbę wyjścia z przesłuchania po uwięzieniu i prowokację w celu uzyskania informacji o silent drum oraz planach Aliantów. Nie przekonałem jednak ani Von Krugera ani Von Rosego i zostałem postrzelony. W międzyczasie Niemcy naradzali się czy podać mi skopolaminę i zadać 3 pytania, czy pozwolić mi umrzeć. W rezultacie pozwolili mi umrzeć, co wcale mnie nie dziwi - pozbyli się w ten sposób jedynego realnego i uzbrojonego przeciwnika mogącego mieć pretensje do Kryształu, który jak mniemali już posiadali. Bo do wyłączenia silent drum`a nie byłem im niezbędnie potrzebny. [*Po mojej śmierci fabularnej ustaliliśmy z Von Krugerem i Von Rose, że jestem usunięty z zespołu Osi i mam się wynieść z obozu. Jednak ze względu na głęboką noc gentlemańsko uzgodniliśmy, że mogę przespać noc we wspólnym namiocie z Krugerem. Następnego dnia rano obudził mnie jakiś Chorwat wsuwający swoją flintę do namiotu, oczywiście natychmiast poddałem się machając białą flagą. Okazało się, że … obóz został zdobyty przez Aliantów – co za niezwykła niespodzianka. W zamieszaniu dowódca Anglików wziął mnie na bok i oznajmił, że ma już pozytywną decyzję sztabu w mojej sprawie. W tej sytuacji poprosiłem o możliwość wysikania się na plaży i przy okazji zabrałem Kryształ - czego nikt nie zauważył – który już za obozem oddałem dowódcy Aliantów. Kolejne godziny to szybka ucieczka w kierunku strefy ewakuacji, którą prowadzili dwaj niezawodni Chorwaci. Przy ewakuacji z obozu próbowałem jeszcze szybko znaleźć rozwiązanie na uratowanie Profesora, niestety Alianci w całym zamieszaniu nie zgodzili się na to. Ot i historia ostatniej wyprawy na Przeklętą Wyspę. Viva l'Italia*]” *do re-interpretacji LARP`owej.
-
BDW: "Kreta 1941" - Chojne k. Sieradza, 19 czerwca 2021 r. (ASH)
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
And finally the last Jedi is back :-) Zaraz wysyłam zgłoszenie. -
1. Mękar 2. Kolba_PL 3. Bradley 4. Pazur 5. Ashigara 6. Sikor
-
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Moje 2centy w sprawie większej ilości broni (@Dominik: może tą dyskusję przenieśmy do innego wątku?): - Moim zdaniem jeśli ktoś chce niech nosi i więcej, jak udźwignie proszę bardzo - oby respektowali wszystkie ograniczenia i nakazy: FPS, tracery, highcapy, limity kulek itp. W realu żołnierze mogą ale nie noszą ponadmiarowego uzbrojenia bo to nieefektywne i w ASH w większości przypadków też tak jest. - Uznajmy, że jest to opcja o której decydować będą orgowie na potrzeby konkretnych imprez. -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
To może ja jeszcze napiszę kilka słów o części nocnej bo z niej więcej pamiętam ;-) i to ona przyniosła mi najwięcej frajdy: Nasz zespół 82DPD liczył początkowo 12 ludzi. Podzieliliśmy się na dwa fire teams (Ptaśka i Thompsona) i zespół sztabowy ze mną medykiem, radioopertorem i saperem z OSS . Wylot desantu był opóźniony co, jak w realnej sytuacji, było dla nas nieco destrukcyjne. Pierwsi wystartowali pathfinderzy (Matt i Thompson) i wkrótce po nich reszta w dwóch samolotach. Lot trwał dość długo i kluczyliśmy tak, że pogubiliśmy się w orientacji co dodatkowo pogłębiały dyskusje pomiędzy pilotami. Niestety w międzyczasie z jednego z samolotów wyskoczył (lub wypadł radiooperator MłodyBrt) co w pierwszej fazie pozbawiło nas łączności. Na szczęście flary pathfinderów pokazały nam punkt zbiórki więc prawie wszyscy odnaleźliśmy się, jedynie obawiając czy Niemcy również nie dostrzegli sygnałów i czy nie zaatakują nas w czasie zbiórki. Pierwszy, cel czyli zaminowane skrzyżowanie, było niezwykle trudno znaleźć i udało się to mniej więcej po godzinie tylko dzięki kocim oczom i nadprzyrodzonemu zmysłowi orientacji Thompsona. Stosowaliśmy metodę wahadłową czyli jeden fire team szukał a drugi osłaniał. To że znaleźliśmy pierwszy cel potwierdził ogień niemiecki w którym straciliśmy kilka osób z teamu Thompsona, z których część dotarła do swoich dopiero po dłuższym czasie. Zanim jeszcze osłaniający fire team Ptaśka dotarł z pomocą na miejsce potyczki sflankowaliśmy Niemców i zlikwidowaliśmy raczej niewielki punkt oporu. Pod ochroną już obu fire teamów saper OSS (Guzol) przez dobre kilkanaście minut rozminowywał przejście znajdując kilka min "talerzowych" ;-) Na szczęście (byliśmy na otwartym terenie) odbyło się bez kontrataków, choć w oddali słyszeliśmy strzały i wybuchy. Wtedy też zauważyliśmy, że Niemcy chyba spodziewając się dywersji, wrzucili w krzaki duży drogowskaz który znacznie by nam pomógł w orientacji. Kolejny cel jaki stał przed nami to Bayeux. Ruszyliśmy w tym kierunku trochę po omacku, ale wzajemnie się ubezpieczając i po jakimś czasie wszystko stało się jasne - dosłownie i w przenośni. W pewnym momencie wybuchły jasne flary i rozległy się wystrzały. Widok był po prostu NIESAMOWITY: połączenie flar z setkami kulek z tracerów lecącymi w różnych kierunkach to battlescene na miarę Hollywood :-D Atakowaliśmy nieznany cel jakim były umocnienia od spodu więc łatwo nie było, ale chłopcy w końcu dali radę. Po zdobyciu celu odparliśmy jeszcze kilka szybkich kontrataków Niemców i spotkaliśmy Brytyjczyka o włoskim nazwisku Bombello. Po zameldowaniu osiągnięcia celu do HQ otrzymaliśmy rozkaz udania się w kierunku Pegasus Bridge żeby zmienić wycieńczone oddziały brytyjskie. Dotarliśmy tam prowadzeni przez Bombello na przełaj przez leśną gęstwinę i przy okazji wyszliśmy kilku Niemcom "na plecy". Sytuacja wokół Pegasus Bridge którego mieliśmy teraz bronić na początku była stabilna, jednak z czasem napór kontrataków mocno narastał. Zespół 82DPD w tym momencie był już osłabiony i Brytyjczycy zostawili nam wsparcie w postaci partyzantów francuskich znających teren i taktykę Niemców. Kiedy tylko Brytyjczycy odeszli w kierunku Bayeux napór zaczął narastać. Ataki były dobrze prowadzone z 2 stron i mimo dobrych pozycji obronnych zaczęliśmy ponosić coraz większe straty. Z prawej strony przykrywał nas deszcz kul a z lewej, wzdłuż rzeki, słychać było coraz bliżej strzały z broni ręcznej skradających się napastników. Po kilkudziesięciu minutach obrony mostu broniło tylko 2-3 ludzi. Sam leżałem w kałuży płasko na ziemi i trochę na ślepo odgryzałem się ogniem. W pewnym momencie usłyszałem strzały za plecami a kolega obok mnie poległ. To mógłby być koniec naszej obrony ... gdyby nie okazało się, że strzały oddali powracający koledzy z 82DP, którzy myśleli że atakują pozycje wroga :-o Pomimo start w wyniku friendly fire od tego momentu umocniona obrona nie dała już szans Niemcom i bitwa się skończyła. Nie wiem ile trwały walki w nocy, nie miałem czasu żeby patrzeć na zegarek, ale dostarczyły niesamowicie dużo wrażeń. Cały czas praktycznie byliśmy w ruchu i bardzo często w ogniu (choć sam wystrzeliłem zaledwie 3 magazynki od Thompsona) a niektóre starcia były niezwykle intensywne. Zrealizowaliśmy wszystkie cele taktyczne co się rzadko zdarza. Mam takie wrażenie, że odpowiednie podejście i quasi wojskowa dyscyplina taktyczna dają bardzo fajny efekt w postaci bardziej zorganizowanej akcji aniżeli chaos czystego skirmisch. Mnie akurat kierunek milisimowy bardzo się podoba - czasem ważniejsze jest zadanie niż naciskanie spustu. Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za niezapomniane wrażenia a w szczególności orgom: Dominikowi i Cortesowi. PS. Dominik ja już zapalam świeczkę żebyś się mocno nudził w przyszłym roku i wrócił do roli jaką obdarzyli Cię bogowie wojny ;-) -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
No fakt tych 2 żywych było po "emocjonalnym", jak to określił Marek, wsparciu w wersji najpierw strzelaj a potem pytaj :-D -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
@Meister: Nie stwierdziłem w polu żeby nasi ludzie oszukiwali co nie znaczy, że się tak niestety nie zdarzyło :-( Rozumiem też, że chodziło o jeden przypadek o którym wspomniałeś na odprawie po bitwie, więc może nie uogólniajmy pls. @XrayPL: Marek, również tego nie widziałem i przykro mi to słyszeć tym bardziej, że znasz moje ortodoksyjne podejście do bezpieczeństwa :-( Ja akurat co najmniej raz poległem w dzień bo nie mogłem się przełamać, żeby częstować kulkami niemiecką głowę wychylającą się z 5 m ode mnie :-o (a mój Thompson ma 365 FPS) Mam nadzieję, że "winowajcy" przeczytają te teksty i wezmą je sobie do serca! Za recydywę moim zdaniem należeć powinien się ban :-o Panowie, pamiętajcie że jak chcecie to zawsze macie "jebanki" gdzie fair play zdaje się że nie jest niezbędny. Poza tym już na koniec mam nadzieję, że główną przyczyną nieprawidłowości były po prostu extremalne emocje (a nie wyrachowanie), a te mogły być spowodowane tylko przez super rozgrywkę :-) Apropo`s mostu to oddajmy szacunek desperackim atakom Niemców - był w nocy taki moment kiedy w 82DPD zasypani gradem kulek byliśmy chyba żywi już tylko we dwóch słysząc Was może o 20m od nas. Jeszcze chwila i odbilibyście Pegasus Bridge zmieniając losy wojny ;-) -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Było super, marka Dominik&Cortes jak zwykle niezawodna :) Obie części nocna i dzienna przemyślane oraz dostarczające sporo emocji. Scenariusz przemyślany. Teren i gadżety trafione i faktycznie grające. Pomysł z sterowcem Ryan’em DOSKONAŁY. Doborowy zespół 82 All American pokazał klasę realizując wszystkie cele taktyczne „Well done guys”. Dobrze było widzieć nowe twarze np. kolegów Hiszpana i Szamana, doświadczeni, ogarnięci i z dopracowanymi sylwetkami. Po powrocie spałem 11 godzin. Dzięki wszystkim za super zabawę. -
"Normandia 1944" - 25-26 września 2020 r., Karolew k. Łodzi
SikorPL replied to Domin007's topic in Imprezy ASH
Hmm, Dominik rozmawiałem z jednym kolegą offline i wydaje nam się, że rano w sobotę warto nieco urealnić terminy startu. Tym bardziej, że sporo uczestników będzie dojeżdżać. Wydaje mi się, że opóźnienie o 1 godz. (ale tak już "sharp") da wszystkim większy komfort. -
"Alternatywa Pattona" - 4-5 lipca 2020 r., Julianów k. Mińska Mazowieckiego
SikorPL replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
Montaż fajny :-) ale ... obraz wciąż za mocno rozmyty. Może da się z tego zrobić takie "wyprane" kolory jak w filmach wojennych z lat 50/60 tych żeby film był bardziej strawny dla widzów z poza fun clubu ASH ;-) Nienachalne przerywniki z oryginalnych bitew to też niegłupi pomysł. P.S. w jakim programie najlepiej dodawać ogień wystrzałów ? serio :-o -
Cześć - szukam wszystkiego dla Niemca (mundur, wyposażenie), wymiary kolegi wzrost 185 cm, pas 90 cm, klatka 105 cm. Piszcie na PW.
-
"Alternatywa Pattona" - 4-5 lipca 2020 r., Julianów k. Mińska Mazowieckiego
SikorPL replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
Mam niestety tylko to co widać na YT już zmontowane. Mogę Ci wysłać przez wetransfer.com -
Marketing i promocja gier ASH i LARP
SikorPL replied to Dr Klauss's topic in II Wojna Światowa i wcześniej
Dominik, ja ogarniam coraz bardziej sztukę audiowizualną ;) będę miał 2 kamerki plus drona :-o Myślę, że my radę coś „skręcić”. Btw. być może warto otworzyć na YT profil „Airsoft History Poland” i tam wrzucać filmy z naszych imprez. -
"Alternatywa Pattona" - 4-5 lipca 2020 r., Julianów k. Mińska Mazowieckiego
SikorPL replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
Go ahead :-) -
"Alternatywa Pattona" - 4-5 lipca 2020 r., Julianów k. Mińska Mazowieckiego
SikorPL replied to Vlad's topic in Imprezy ASH
I moja interpretacja filmowa wydarzeń. -
Aha, ciemna strona przyzywa ;)