Jump to content

Basil

Użytkownik
  • Posts

    167
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Basil

  1. Bardzo ciekawie zobaczyć jak nasza kompletna paranoja wyglądała od drugiej strony ;) Ten wasz agent to był podejrzany od początku, wszędzie wtykał nosa i pytał o za dużo, więc dokumenty przepadły wraz z nim. I powiem wam też że dobrze żeście dla siebie zdecydowali żeby nie wchodzić do miasteczka, bo pojawienie się "dwóch myśliwych" o tej godzinie by się dla was skończyło co najmniej przeszukaniem, aresztem i pałowaniem przez komendanta. Nasz poziom paranoi był taki, że myśmy się nawzajem wszyscy wśród swoich podejrzewali, a co dopiero jakichś nieznajomych zielonych ludków znad granicy. Bo myśmy te skrzynie zabrali na piechotę ;) Nie pamiętam czy one trafiły do twojego auta Dominiku przed czy po przekroczeniu granicy przez większość naszych, natomiast na pewno pamiętam dreptanie za kilkoma ludźmi którzy nieśli jakieś toboły, chyba owe skrzynie - ale teraz ręki bym sobie nie dał uciąć. To ciekawe, to już pewnie wiecie kto będzie grał jakichś granatowych. Biedny, obrabowany pocztowiec tak się nam żalił jak żeście go pobili, po czym z radością pokazał te grudkę coście jej zapomnieli przy tym zuchwałym napadzie ;) A tak po za tym, to muszę szczerze powiedzieć że twoja gra pomocnika w warsztacie była również niesamowita! Nawet w tym moim mundurku trochę się peszyłem nachodzić takiego imponującego charakterem robotnika. Pozdrawiam ;)
  2. Skrzynię otworzył, że tak powiem, los - była to dość tragikomiczna scena niemalże jak z filmu, bo zestresowani nadchodzącym atakiem i ewakuacją zebraliśmy się w kilku na posterunku P.P. żeby zapakować i odwieźć depozyt bankowy do karczmy gdzie urzędował rząd. Nie pamiętam czy skrzynię z gotówką podnosił pan Rajko czy ktoś z rządowej ochrony, ale szybko okazało się że nie była domknięta; i cała zawartość skrzyni 'ewakuowała' się na podłogę posterunku. Kulturalnie określę tylko że od razu zabraliśmy się do bardzo energicznego zbierania wypatroszonych flaków depozytu ;)
  3. Ponieważ pierwszy raz byłem na Twojej grze, to zwyczajnie nie spodziewałem się zawarcia aż takich detali i tak głębokiego przemyślenia całej gry pod tym względem (to jest oczywiście komplement). Teraz będę już wiedział i pamiętał, że fałszywki są przemyślane i mogą być w obiegu, a błędy są zrobione celowo. Po prostu w chaosie tej nocy bardziej skupiliśmy się na powierzchownych sprawach żeby ogarnąć ich natłok, niż na analizowaniu wszystkich szczegółów - bo nam wystarczało że dokument był polski i w środku był delikwent, a niekoniecznie jakiego wzoru czy jakie miał znaki - ale obiecuje że następnym razem już nie będziemy tacy łatwi ;)
  4. Inżynier Meltzer, zatrzymany przez KOP w pierwszych 10 minutach gry wraz z "Węgrem" trafili do celi na naszym posterunku. Po tych wszystkich wesołych przygodach które już opisałeś, gdzieś po północy rumuński inżynier trafił do celi policyjnej, gdzie umęczony popadł w sen tak głęboki że nie zbudził go nawet atak sowiecki. Musiał się dość zdziwić, kiedy obudził się w tym samym więzieniu, a innym kraju! Off-game to nasz wesoły śpiewak poszedł na zasłużony odpoczynek do samochodu ;) "Węgier" zatrzymany wraz z Rumunem trafili na początku gry do celi policyjnej razem, a potem policja była zajęta pilnowaniem ważnych gości którzy wprosili się nam na posterunek. Ja stałem na straży przy wejściu, widziałem jedynie że po przesłuchaniu, owy "Węgier" został zaproszony na spotkanie z rządem i kilkukrotnie obracał się jeszcze w tych kręgach. Ciekawe ;) Po za tym, w sprawach policji wszystko jak opisał wyżej komendant. Sam mam jeszcze jedną uwagę - warto by wspomnieć, że fałszywki istnieją; szczególnie służbom. Wiem że można to wydedukować, ale ja sobie zapamiętałem z tych wiadomości przed grą część "ZAKAZ WNOSZENIA WŁASNYCH FAŁSZYWEK I PODRÓBEK" zamiast "możecie używać tylko tego, co dostaniecie ode mnie"; przez co w mojej głowie błędnie powstała myśl "aha, nie będzie fałszywek". Więc taka przypominajka dla służb by trochę z tym pomogła, bo zwyczajnie mi to z głowy wypadło tuż przed grą. Szkoda wielka, bo dokumenty były super przygotowane i naprawdę mogło to wiele pomóc i namącić w grze, gdyby gracze pamiętali się w to angażować ;) Po za tym - jeszcze raz trzeba powiedzieć że było niesamowicie, dzięki wszystkim. Oczywiście jak najbardziej jestem chętny na wszystkie kolejne gry w tych klimatach; nawet sam zaczynam coś myśleć o organizowaniu takich.
  5. To niepilnowanie tej strony granicy było trochę złudne, bo zawsze ktoś się kręcił w okolicy posterunku PP. Byliśmy na pierwszy ogień, więc my (Policja) mieliśmy tej części pilnować, w budynku było kilka dość niewidocznych i zakrytych drzewami drzwi i okien z których mogliśmy was obserwować i ostrzelać, a na koniec staliśmy tam jako ariergarda. Ale powiem Ci Grisza, to Twoje wejście w środku nocy, w pięknym oficerskim mundurze z rzędem medali i przedstawienie się tytułem długości zdania (i to jeszcze zawierającym w środku "NKWD") naprawdę sprawiło na mnie niezłe wrażenie i się trochę speszyłem ze strachu że jak coś źle powiem to będzie przypał na skalę międzynarodową ;) Dodatkowo twój towarzysz bardzo ochoczo manewrował pepedą w naszą stronę, na szczęście tą część sytuacji udało się rozegrać dyplomatycznie. Więc ten atak o 3:00 nie był zmyślony, a jednak ;) Nieźle ci wszyscy agenci namieszali. Rumuński pogranicznik: "Cóż Pana sprowadza do Rumunji?" Posterunkowy Matuszyk: "Cóż, kocham tutejszą przyrodę, kulturę, jedzenie, jestem turystą i kocham chodzić po górach, a szczególnie piękne są Karpaty które prawowicie odebraliście Węgrom" Na tą wypowiedź pogranicznik natychmiast podpisał i wydał papiery, pozdrawiając policjanta uśmiechem ;)
  6. No i kurde sprytny Lipa Finkelman jednak wszystkich wyrolował i został komunistycznym panem na komunistycznym dworze ;) Ta cała paranoja z atakiem zgrała się wspaniale; od pierwszej myśleliśmy tylko o tym ataku ze strony drogi do Lwowa, bo byliśmy na pierwszy ogień. Po drugiej na posterunek wprasza się sztab wojskowy, i zaczynają sobie planować ewakuację; wszystko przez okienko dyżurki podsłuchujemy sobie z rezerwistą. Myślę sobie - przecież ten łuk drogi jest kluczowy, sowiety na pewno będą chcieli odciąć nam tam drogę, pewnie zaraz któryś się okaże szpiegiem, cały plan wygada, zaatakują od razu i wezmą w widły, i tyle z tej całej ewakuacji. Przerażenie moje i komendanta jak nam rezerwista na patrolu wyparował pięć minut po tym zamieszaniu było bezcennie realne ;) Jakże większa była nasza konsternacja gdy minęła trzecia, nie ma ataku, minęła czwarta, nie ma ataku, wstają zorze i cały czas jakoś cicho. Ale potem się zaczęło dziać! Ja Ciebie Daffi nie podejrzewałem o jakieś głębsze konszachty, jedynie drobne przekupstwo ;)
  7. Dokładając się do kolegi kolejarza i pocztowca - chłopaki z dworca wspaniały klimat robili, od zagubienia worka pocztowego za którym owy biedny pocztowiec latał pół nocy, zerwania na nogi całej policji gwizdkiem odprawienia pociągu, do filmowego wręcz dla mnie widoku gdy na koniec z budynku dworca wybiegło na nas dwóch kolejarzy, pocztowiec i żołnierze żeby dołączyć do ewakuującej się kolumny. Już miałem w tym stresie i panice do was mierzyć, gdyby kolega rezerwista z ariergardy nie rzucił w porę "To chyba nasi!" ;)
  8. Gra wyszła kapitalna, atmosfera była niesamowita i emocje jak prawdziwe; naprawdę było warto wziąć udział i będę długo wspominał :) Najważniejszą rzeczą którą chciałbym przekazać organizatorom - panowie, poziom waszego przygotowania i wkładu jest naprawdę wysoki, porównywalny z porządnymi larpami o podobnym zakresie. Było prawie 60 graczy, mieliśmy duży teren, fajnie zrobioną scenografię, rekwizyty i akcesoria, ciekawy scenariusz i wiele innych drobnych rzeczy które wszystkie razem 'robiły grę'. Według mnie gra mogłaby spokojnie kosztować i ze 100 złotych, a to dopiero dolne granice larpów o podobnej jakości dużo mniejszej skali. I ja bym to bez pretensji zapłacił z góry i z radością przyjechał. To była gra fabularna w którą włożyliście ogrom wysiłku, i myślę że jako gracze możemy zgodzić się, że zrobienie takiej scenografii, wydrukowanie i naklejenie kilkudziesięciu plakatów i oznaczeń, przygotowanie kilkudziesięciu zestawów dokumentów, czy chociażby wyposażenie karczmy w meble, jedzenie i picie nie jest darmowe. Chyba najlepszym elementem całej gry było napięcie jakie dało się odczuć w jej trakcie. Co prawda to jako Policja Państwowa ganialiśmy w tę i nazad całą noc, ale gdy sytuacja w miasteczku trochę ucichła jakoś po północy, to dopiero zaczął się stres. Już jakoś od drugiej w nocy zacząłem czuć jakbym siedział na szpilkach, a im bliżej świtu tym gorzej (czyli lepiej ;)) Gdy tuż po świcie dywersanci wysadzili linię kolejową, w koszarach WP ogłoszono alarm i żołnierze wybiegli na pozycje, a na koniec nastąpił kulminacyjny atak sowietów z lasu na łuk drogi którym ewakuowaliśmy rząd i rezerwę państwową - te momenty były idealnym zwieńczeniem całej nocy. Jako że z resztą Policji osłanialiśmy tyły, to miałem wręcz filmowy widok na całą akcję, a szczególnie kolumnę ewakuacyjną ostrzeliwaną w drodze na granicę Polsko-Rumuńską. Ponieważ ukryłem się w krzakach na pasie granicznym żeby osłaniać ewakuujących w trakcie pertraktacji z ambasadorem na granicy, gdy sowieci skosili żołnierzy osłaniających drugą stronę, jakoś mnie nie zobaczyli (cyt. któregoś oficera "to chyba wszystkich już mamy"), i udało mi się jako przedostatni przekroczyć granicę o własnych siłach. O własnych siłach, bo gdy sowieci porywali rannych na pasie granicznym jako jeńców, to przeciągnęliśmy przez szlaban rannego ochroniarza rządowego. Przedostatni, bo kilkanaście minut później, gdy ewakuowani na granicy czekaliśmy na rumuńską papierologię, naszym oczom ukazał się eskortowany przez rumuńskiego granicznika rozradowany chorąży WP o pięknym wąsie, który dokonał brawurowej ucieczki z sowieckiego więzienia i został przez nas przywitany radością i wiwatem. Nie licząc kilku strzałów, które oddałem w trakcie osłaniania ewakuacji, to całą noc nie oddałem ani jednego - a emocji więcej nic na strzelankach gdzie kulek i sto poleci ;) Na koniec jeszcze raz dziękuję za grę i pozdrawiam wszystkich - organizatorów, kolegów którzy mnie podwieźli - mój komendant i śpiewający całą noc rumuński przemytnik ;) a z powrotem belgijski handlarz i sam Prezydent, rząd RP i jego ochronę, ekscelencje ambasadorów, naszego rezerwistę policjanta, bohaterskie Wojsko Polskie, dzielny KOP, zapracowanych kolejarzy i pocztowca, niezapomnianych cywili wśród których byli przemytnicy, szpiedzy, dywersanci i zwykłe rzezimieszki, a także kolegów zza granicy; pograniczników Królestwa Rumunii którzy z litością umożliwili nam ucieczkę, i oczywiście bratni naród sowiecki, bez którego przecież nie byłoby gry ;) Te wspomnienia spisał Posterunkowy PP okręgu Krakowskiego Bazyli Franciszek Matuszyk, który po ewakuacji do Rumunji poszedł w świat i tyle go widzieli
  9. Apropos, i na tej grze było kilku gargameli którzy w ogóle trupszmat nie mieli :P
  10. I to brzmi fajnie, ale przede wszystkim jest ciekawsze od zwykłego czekania; znałem część tego systemu i na jego podstawie właśnie coś nazmyślałem. Zgadzam się również z resztą wypowiedzi; medyk, który zwykle jest skazywany na pełzanie na tyłach, raczej nie dorobi się frajdy na strzelaniu; więc warto zadbać by chociaż jakoś inaczej mógłby się wykazać. Więcej nie trzeba pisać, bo raczej jesteśmy zgodni, a nie chcę także zapełniać chłopakom komentarzy dygresjami :) Podobną sugestię miałem co do saperów, a dokładnie 'ładunków wybuchowych', żeby zamiast arbitralną ilość czasu udawać robienie czegoś, to dać im ładunek do złożenia; czyli pojedyncze laski dynamitu, do tego jakiś sznurek i najtańsza taśma malarska (a co gdyby jeszcze musiały być transportowane w skrzynce i dopiero na miejscu lub obok wyjęte do złożenia?), a potem niech chłop w terenie to sklei, ew. doklei do wysadzanego obiektu, i cyk. Zabawa może i zajmie krócej niż trzy minuty, ale na pewno będzie ciekawiej ;) Oczywiście jeżeli w scenariuszu jest potrzebna dynamiczna akcja, to ładunek może być i razem, albo w częściach w kieszeni; nie twierdzę że to mają być twarde, nieplastyczne zasady i wyłącznie tak jak powiem. Można by też np. pochować poszczególne elementy ładunku w kilku skrzyniach, które trzeba odnaleźć. Chciałbym na koniec dodać, że źródłem tych dyskusji nie jest to, że było źle - wręcz przeciwnie, właśnie dlatego żeście się postarali, zrobili fajne rzeczy jak właśnie ten dynamit z czasownikiem, to pobudza człowieka do myślenia i kreatywności, jakby to jeszcze inaczej i fajniej wykorzystać. P.S. Dzięki za zdjęcia
  11. Cześć, tu Konrad / Basil / gajowy / Jagermeister / ten co nudził strasznie jak to na strzelance ludzie do niego strzelają na wstępie pozdrawiam organizatorów i wszystkich którzy byli, a szczególnie Clone'a i Marka którzy mnie uratowali podwózką. Proszę doczytać do końca, bo mam jedną wedle mnie ważną opinię o mechanice medyków. Chcę także zaznaczyć, że chociaż na grze rozmawiałem z niektórymi z orgów i wyrażałem dość pesymistyczne brzmiące opinie o moich odczuciach z gry, to dotyczy to jedynie tego co mi się przytrafiło osobiście, a nie jest to moja opinia o organizacji / przebiegu / atmosferze / całokształcie imprezy. To, że trudno znaleźć przyjemność z pełzania tam i z powrotem na respa, dostając za każdym razem serię z krzaka (co chyba każdy zrozumie), wcale nie wyklucza że impreza była zorganizowana bardzo porządnie, z super rekwizytami i akcesoriami, ciekawymi zadaniami itd. W tym zakresie jesteście godni podziwu i naśladowania, bo naprawdę widać włożony wkład. Szkoda jedynie że przez pogodę nie udała się część LARPowa w piątek, na pewno bym miał więcej szans na nie dostanie od razu kilkunastu kulek z automatu za każdym razem jak tylko wychyliłem się za pień. I na pewno pojawię się na kolejnych Waszych grach, może z lepszym nastrojem i bardziej adekwatnym ekwipunkiem. Co do mechaniki medyków: chociaż przez 5 godzin tylko raz miałem chociaż szansę kogoś opatrzeć, to już przy jej opisie się mi nie podobała, z prostego względu - odczekiwanie czasu jest nudne i mało angażujące. Gapienie się na delikwenta przez 2-5 minut zanim można mu nałożyć opatrunek średnio przypomina działania sanitariusza polowego, a jeżeli ktoś myśli że przez ten czas można przecież symulować robienie coś przy rannym, to fajnie się mówi, ale trudno jest LARPować opatrywanie kogoś, kto na postrzelenie reaguje suchym "dostałem", wyciąga szmatę i oddala się na respa przy najbliższej sposobności; dodatkowo przez całą grę nie widziałem chyba ani jednej osoby z założonym opatrunkiem. Żeby nie być gołosłownym, wymyśliłem (przynajmniej sugestię) na prosty system, oparty na doświadczeniach z Węgierskiej Górki (gdzie faktycznie wielu graczy biegało z opatrunkami, a dla mnie gra medykiem bez broni była bardzo angażująca), który faktycznie sprawia zarówno medykowi i rannemu większą trudność, a jednocześnie ciekawe i angażujące zadanie. Medyk dostaje na grę: opaskę medyka, kość d6 w słoiczku do losowania ran, bandaże, butelkę jakiegoś łatwo zmywalnego i najlepiej białego/żółtawego proszku, pustą i tępą strzykawkę (jakąś tanią plastikową małego rozmiaru), do strzykawki może być pusty słoiczek, oraz opcjonalnie torba na szpej (ale może pomieści się w kieszeniach). Medyk, podchodząc do rannego gracza, losuje d6 ranę, a następnie wykonuje wedle losu kilka czynności i opatrunek w okolicy miejsca trafienia. Powód? Od razu angażuje to rannego i medyka do akcji, bo najpewniej będą musieli zagrać w twistera albo przeciągnąć pacjenta, żeby sanitariusz mógł w ogóle dostać się do rany, dodatkowo tworzy to ciekawsze opatrunki - na WG widziałem ludzi z opatrzonymi dłońmi i związanymi palcami, a jeden oficer miał opatrunek założony tak, że zasłaniał mu połowę twarzy (w tym jedno oko!). Same losy odpowiadałyby natomiast: 1 - należy jedynie założyć opatrunek z bandaża 2 - należy zasypać ranę proszkiem (lub, jeżeli pacjent boi się o mundur, sypnąć parę razy na ziemię obok), a następnie założyć opatrunek 3 - należy nabrać od pół do pełnej strzykawki ze słoiczka, zrobić pacjentowi zastrzyk w okolicy rany (wystarczy na tej samej kończynie), a następnie zrobić opatrunek 4 - należy zrobić zastrzyk z pełnej strzykawki, zasypać ranę proszkiem i dopiero zrobić opatrunek 5 - należy zrobić pełen zastrzyk, zasypać, a dodatkowo tak opatrzeć ranę, by była niewygodna dla pacjenta - np. związać palce, zrobić temblak (usztywniając w ten sposób łokieć), zasłonić oko/ucho/nos (co wymaga zdjęcia hełmu, dodatkowo zużywając czas), a w przypadku trafienia w nogę uziemić pacjenta lub zobowiązać kogoś (bądź siebie) do odprowadzenia go kilkanaście metrów w tył (do najbliższego bezpiecznego miejsca), skąd może poruszać się o własnych siłach. 6 - należy stwierdzić śmiertelność trafienia (zmyślić coś pacjentowi), zrobić pełen zastrzyk, obmacać symbolicznie pacjenta po klatce lub kieszeniach (szukając nieśmiertelnika czy dokumentów) i odesłać na respa. Lista może się wydawać skomplikowana, ale wytłumaczenie wszystkiego z pokazaniem przykładów to może 5-10 minut; można ją też uprościć, zmieniając zakresy losów i usuwając punkt 5. W każdym razie użycie chociaż części systemu byłoby ciekawsze niż losowanie pomiędzy natychmiastowym opatrunkiem, oczekiwaniem 2-5 minut na odstrzelenie przez przeciwnika, który chciał wywabić medyka, albo natychmiastowym zesłaniem na respawn. Jestem otwarty na komentarze i sugestie. I jeszcze raz pozdrawiam, gra była naprawdę super ogarnięta.
  12. Pozdrawiam wszystkich, pomimo tego że mi się replika zepsuła po 4 strzałach i zaciąłem dwie kolejne pożyczone, a potem zużyliśmy cały zapas amunicji do KM w pierwszą godzinę, to było bardzo fajnie i na pewno pojawię się na kolejnych grach :) Wiadomo, stres, napięcie i głód w trzecim etapie trochę dawały w kość, ale ważne że koniec końców wyszła super gra! Tylko więcej takich, brawa i podziękowania dla organizatorów, i dzięki za podwózkę ;)
×
×
  • Create New...